Być zawsze sobą

"Kochanowo i okolice" - reż. Piotr Waligórski - Teatr Ludowy w Krakowie

Większość z nas miała w swoim życiu epizod, związany z założeniem zespołu. Kilkoro przyjaciół, nieco umiejętności i próby w piwnicach. Marzenia o karierze na miarę KSU, Perfectu czy Comy. Zwykle zaczynało się od sławy lokalnej, co miało miejsce również w przypadku deathmetalowego zespołu „Exterminator" z Kochanowa. Bezkompromisowość zastąpił układ z władzą, który mając pomóc zaczął muzyków pogrążać... Na Dużej Scenie Teatru Ludowego możemy poznać ich historię.

Grupa niemłodych już „chłopaków" w wystylizowanych ubraniach, z pomalowanymi na biało twarzami. Widzimy upiorny image, słyszymy mocne brzmienia w gitarowych wprawkach, fragmentach utworów. Cały spektakl ma formę retrospektywnej opowieści, prowadzonej przez frontmana zespołu. Jego monolog ilustrują krótkie scenki rodzajowe. Ich groteskowa forma wywołuje salwy śmiechu na widowni.

Los zespołu odmienia się, kiedy zaczyna interesować się nimi wójt i jego psychodeliczna sekretarka. Żadne z nich nie ma pojęcia, czym jest death metal, jednak nie dowiedzą się tego, ponieważ zespół – w zamian za wynagrodzenie w postaci stypendium na nagranie płyty – ma pojechać w „trasę koncertową". Na szereg festynów wakacyjnych. Czarne, skórzane ciuchy zostają przykryte (za dużymi, a jakże!) białymi koszulkami z wesołym logiem lokalnej partii.

Każdy ma swoje Kochanowo. I każdy ma swoje okolice. Degradacja ciężkiego, metalowego brzmienia na rzecz „grania pod publiczkę" w myśl szyderstwa z polskiego show-biznesu. Każda kolejna miejscowość to groteskowa porażka, która jednak nie umniejsza talentu zespołu. Spektakl ma właściwie formę koncertu, w którym cała historia jest w gruncie rzeczy doskonałym tłem do muzycznych popisów. Ferment wprowadzają sceny z hipnotyzującym, dysponującym złą energią wójtem i jego asystentką. Ona z cichej i nieśmiałej kobiety potrafi błyskawicznie zmienić się w dziennikarkę-wampa. Charakterystyczna jest też postać żony frontmana zespołu, która swoją żywiołowością po części inspiruje jego działania.

„Kochanowo i okolice" to z jednej strony śmieszna, z drugiej mądra i ironiczna opowieść o byciu wiernym sobie i swojej tożsamości. W czasach, kiedy łatwo można dać się zmanipulować władzy i mediom, warto zwracać uwagę na swoje motywacje i postępować w miarę możliwości niezależnie. Muzycy przechodzą tu drogę od deathmetalowej ciemności, w której dobrze się czują przez schlebianie tłumom aż do... powrotu do mroku ciężkich brzmień. Warto zwrócić uwagę na kierownika muzycznego w osobie Maxa Szelęgiewicza, który swoją (i kolegów) gitarową wirtuozerię świetnie wpasowuje w klimat spektaklu. Fantastyczne jest to, że finał widowiska niemal płynnie przechodzi w regularny koncert, na którym możemy zobaczyć ludzi, których pasją jest muzyka, i którzy czują się ze sobą na scenie po prostu swobodnie. Obrazek tej lekkości pasjonatów powinniśmy zapamiętać – rozbudowana warstwa muzyczna spektaklu, grana prawie w całości na żywo jest największą wartością tego widowiska. Dobra energia nie zostanie wytworzona pod przymusem: jest lekkością bytu wiernych sobie ludzi.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
11 grudnia 2015

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...