Cabaret jest w życiu, nie na scenie

„Cabaret" – reż. Krzysztof Jasiński – Krakowska Scena Teatru STU

„Cabaret" to klasyk filmowo-musicalowy. Nie jest łatwo zmierzyć się na scenie, na żywo, z legendą, która zdobyła aż osiem Oscarów. Aktorzy w Teatrze STU, pod czujnym okiem reżysera – Krzysztofa Jasińskiego, zabierają widzów do świata Cabaretu, klubu KitKat, Berlina przed wojną, ale...To, co pokazują jest niezwykle współczesne, mimo że mamy –„ inne czasy".

Wydaje mi się, że fabuła „Cabaretu" jest powszechnie znana. Rodzące się uczucie między Sally Bowles (Paulina Kondrak), a Cliffordem Bradshaw'em (Aleksander Talkowski), przeplata się z początkami rządów Hitlera. Trudno jest znaleźć pracę, ale łatwo zarobić zapraszając do siebie marynarzy...Żydzi są wykluczani, a nielegalne interesy kwitną. Pojawia się milion pytań, a zero odpowiedzi: pozostać w Berlinie czy wyjechać?; urodzić dziecko czy zrobić karierę?, donieść na znajomych czy milczeć? Jakże to współcześnie brzmi...

„Cabaret" to muzyka i stroje. Kierownik muzyczny – Konrad Mastyło (na fortepianie) wraz z zespołem (Michał Braszak – kontrabas, Michał Peiker – perkusja, Ignacy Stojek – saksofon, Robert Szczerba - puzon, Piotr Nowak – trąbka) grają dla publiczności na żywo, na balkonie. Scenografia składa się ze stołów, na których stoją kieliszki i trunki, którymi częstowana jest widownia, z krzeseł, schodów i kotary z koralików. Kostiumy Marty Wieczorek i Macieja Czuchryta są cekinowe, głównie ciemne i dostosowane do bohaterów. Największym kostiumowym kameleonem był Konferansjer (Dominik Mironiuk), który przebierał się najczęściej – od sutanny do stroju typu body.

„Cabaret" w STU zaczyna się już w szatni, kiedy widzów wita Flota Bałtycka, która potem pojawia się kilka razy na scenie. W spektaklu gra siedmioro aktorów (Dorota Zięciowska, Andrzej Róg, Paulina Kondrak, Aleksander Talkowski, Marcin Zacharzewski, Kamila Bestry oraz Dominik Mironiuk), dlatego każdy może zostać dostrzeżony. Każdy jest inny, ale utalentowany. Każdy opowiada inną historię. Każdy śpiewa i robi to fenomenalnie.

Cudowna na scenie jest Pani Dorota Zięciowska. Niezwykle barwna aktorka, która nie potrzebuje cekinów, aby przyciągnąć wzrok widza. W niej jest wszystko. Przeróżne głosy, cała gama mimiki, wokal nie z tej ziemi, pewność siebie, wdzięk i klasa. Pani Dorota jest po prostu niesamowitą aktorką, od której można się wiele nauczyć.

Mistrz Ceremonii jest tylko jeden – Dominik Mironiuk. Aktor mierzył się z legendarną, oscarową rolą Joela Greya i napisać, że zadanie wykonał, to jak nic nie napisać. Grey grając Konferansjera miał około 40 lat – Mironiukowi brakuje jeszcze troszkę do trzydziestki, mimo to chętnie bym przyznała tego Oscara naszemu krakowskiemu Konferansjerowi. Ta rola jest specyficzna. Emcee non stop utrzymuje kontakt z publicznością, komentuje wydarzenia, mówi w trzech językach, pojawia się znikąd, a kiedy na scenie robi się zbyt emocjonalnie – wchodzi On i rozładowuje napięcie. W Dominiku jest wszystko – uśmiech, a kiedy trzeba to i łzy, pewny siebie ruch – pomimo wysokich obcasów, przepiękny wokal, głos. Widać, że aktor bawi się swoją postacią, a jeżeli ten, co ma odpowiadać za atmosferę się dobrze bawi, to widownia także. Pod koniec drugiego aktu Mironiuk zaśpiewał piosenkę, która była dedykowana Sally, ale dotknęła także widzów. Przez dwa akty Konferansjer nas rozśmieszał, a pod koniec wzruszył... Gratuluję aktorowi tej kreacji! Oby więcej!

„Cabaret" ma bawić i wzruszać. Jest zabawny – poprzez niektóre dialogi czy zachowania. Za komizm odpowiada przecież Mistrz Ceremonii, to oczywiste. Co wzrusza? Dramaty postaci i ta realność, która uderza nas ze sceny. Polityka, antysemityzm, rasizm, fanatyzm religijny/polityczny/poglądowy, temat aborcji, kariery, nielegalnych pieniędzy. To wszystko się działo, ale i dzieje. Trochę jest to smutna wizja świata. Życie cabaretem jest, ale to dobrze. Trochę śmiechu i dystansu przyda się każdemu. Nie można brać wszystkiego na poważnie, bo się zwariuje.

Film oraz spektakl w Krakowie kończy się piosenką „Life is cabaret". W filmie śpiewa ją główna bohaterka, w STU wszyscy. To chyba najlepsze podsumowanie przedstawienia. Cabaret jest w życiu i dotyka każdego.

Na ten krakowski „Cabaret" w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego zapraszam z całego serca. Ten spektakl to piękne dzieło, na które chciałabym wrócić – do klubu KitKat, gdzie radość łączy się ze wzruszeniem, polityka na chwilę nie zaśmieca głowy, a...Zresztą zobaczycie jak przyjdziecie.

Fabuła to jedno, muzyka to drugi filar, a aktorzy to trzeci. Czego chcieć więcej od światowej klasy musicalu?

Zuzanna Styczeń
Dziennik Teatralny Warszawa
24 listopada 2022

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia