Casanova na nowo odkryty

"Casanova" w reż. Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty w Białostockim Teatrze Lalek - foto: Krzysztof Bieliński - mater. prasowe

To nie przypadek, że spektakl „Casanova" miał premierę w Białostockim Teatrze Lalek właśnie teraz. Zmęczeni pandemią tęsknimy przecież do podróży i życia towarzyskiego.

Barokowe kostiumy, barwna paleta postaci, wartka akcja, muzyka na żywo. Spektakl „Casanova" to brawurowa propozycja, która odkrywa słynnego kochanka na nowo.

Casanova w teatrze

Nade wszystko kochał rozkosze życia, o czym szeroko pisał w swoich „Pamiętnikach". O Casanovie słyszeli wszyscy, postać ta funkcjonuje w naszym codziennym języku, ale tak naprawdę nieliczni znają jej barwny życiorys. Wenecjanin, bywalec XVIII-wiecznych dworów i literat, który swoim urokiem osobistym zdobywał kolejne kobiety.

Casanova zawitał do wielu europejskich krajów, a przygody opisane w „Pamiętnikach" (kompletne dzieło liczy 12 tomów, polskie przekłady to jedynie fragmenty) wzbudzają zainteresowanie mimo upływu setek lat. Teraz życiorys kochanka wszech czasów na scenę przeniósł tandem w składzie: Maria Wojtyszko i Jakub Krofta. Krofta to wieloletni dyrektor czeskiego Divadlo Drak, teraz dyrektor artystyczny Wrocławskiego Teatru Lalek, w którym Wojtyszko jest dramaturgiem i kierownikiem literackim. Teatralni twórcy postanowili przedstawić Casanovę w nowym świetle.

Podrywacz czy pisarz o lekkim piórze?

Reżyserzy spektaklu walczą ze stereotypem Casanovy jako cynicznego podrywacza (tak został pokazany m.in. w filmie Federico Felliniego z 1976 roku). Przypominają, że był oczytanym, niezwykle bystrym i odważnym człowiekiem. W świecie, gdzie pozycja towarzyska znaczyła wszystko, nie znajdował się wcale na szczycie drabiny społecznej. Jako syn komediantów nieustannie aspirował do arystokracji, ale nie posiadał żadnego kapitału – wszystko, do czego doszedł osiągnął własnym sprytem, zaradnością i urokiem osobistym. Nieraz tracił wszystkie pieniądze i choć uwielbiał wystawne życie, to ostatecznie dobra materialne mniej się dla niego liczyły niż wolność i przygoda. Kochał podróże, podczas których poznawał nowych ludzi i czerpał z życia pełnymi garściami.

Casanova w Białostockim Teatrze Lalek przedstawiony jest jako pisarz o lekkim piórze i wspaniałym poczuciu humoru. Kobiety, które wspomina, zawsze jawią się jako podmioty wspólnie z nim snujące miłosną narrację. Casanova pisał też eseje i traktaty, tłumaczył dzieła literackie, rozsmakowywał się w filozofii, grał na skrzypcach. Miał zostać księdzem, ale skłonność do miłosnych przygód i ognisty temperament przeszkodziły mu w realizacji tych planów.

Casanova kocha życie

Urodzony 2 kwietnia 1725 roku w Wenecji, mierzył ponad 186 cm wzrostu, miał lekko wyłupiaste oczy, był wątły i chorowity – w dzieciństwie cierpiał na krwotoki z nosa.

Twórcy przedstawienia w BTL za cel postawili sobie pokazanie drogi, jaką przeszedł Casanova, zanim stał się słynnym kochankiem. W spektaklu oglądamy sceny z różnych okresów jego życia. Zaczynając od narodzin, przez dzieciństwo, życie dorosłe, aż po śmierć. Nasz bohater usamodzielnił się jako kilkuletni chłopiec. Przeżył odrzucenie przez matkę, potem śmierć babci, która się nim zajmowała. Być może w dorosłym życiu szukał kogoś, kto jest w stanie wypełnić tę lukę?

Na scenie BTL Casanova to człowiek uczuciowy, wrażliwy, poszukujący szczęścia i otwarty na inne osoby. Jeżeli się zakochuje, to na 100 procent. Jeżeli cierpi, to ukojenie może przynieść... tylko kolejna miłość. „A seks?" – o co od początku spektaklu dopomina się Błażej Piotrowski. Będzie i seks, ale pokazany w inteligentny, metaforyczny sposób. Sceny za prześcieradłami zawieszonymi na sznurach nad sceną (nawiązują do włoskiego klimatu) są wystarczające do przedstawienia erotycznej strony tej biografii. Twórcy przedstawienia pokazują jedynie kilka romansów Casanovy z jego pokaźnego arsenału. Pierwsza kochanka Bettina, Angela i jej siostry, 14-letnia C.C. (zaszła z nim w ciążę i poroniła), mniszka M.M. – to tylko wybrane kobiety naszego bohatera. Słynny uwodziciel miał też miłosne przygody... w seminarium.

„Nic nie wymyśliłem, troszkę ubarwiłem"

Pod pretekstem uprawiania czarów Casanova trafił do więzienia. Został osadzony w Piombi – pomieszczeniach więziennych umieszczonych pod dachem Pałacu Dożów. Pokrycie dachu zostało wykonane z ołowianych płyt (stąd nazwa „Więzienie Ołowiane"), które miały uniemożliwiać ucieczkę więźniów. Jednak Casanovie jako jedynemu ta sztuka się udała.

Legenda głosi, że za pomocą metalowego ostrza przebił się przez dach. Potem linami zszedł na sam dół, gdzie zbiegł wsiadając do gondoli. Wyruszył w dalsze podróże. W Paryżu poznał Woltera, a w Polsce pojedynkował się z hrabią Branickim. Zmarł na zamku Duchcov w Czechach.

„Nic nie wymyśliłem, troszkę ubarwiłem" – przyznaje w finale Casanova. I dodaje: „Prawda? Kogo obchodzi prawda, jeżeli ma się ciekawą historię do opowiedzenia".

Znakomicie obsadzony Michał Jarmoszuk błyszczy w tytułowej roli. Jest stworzony, by zagrać Casanovę. Swoją kreację wypełnił emocjami – od absolutnego szczęścia do rozpaczy rozdzierającej serce. Przekonujący, pełen humoru i uroku osobistego. Nie boi się golizny (są sceny z nagimi pośladkami) ani wyzwań (w drugiej części spektaklu paraduje na obcasach). Widać, że dobrze się czuje w kostiumie. Ta rola przywołuje jego Kandyda w spektaklu „Kandyd, czyli optymizm" i Fadinarda w „Słomkowym kapeluszu" – oba tytuły w reżyserii Pawła Aignera.

Pozostali aktorzy (Agata Soboczyńska, Izabela Maria Wilczewska, Łucja Grzeszczyk, Grażyna Kozłowska, Błażej Piotrowski, Krzysztof Bitdorf i Wiesław Czołpiński) dotrzymują Jarmoszukowi tempa. Odgrywają rodzinę tytułowego bohatera oraz całą plejadę postaci, które Casanova spotykał podczas podróży. Ponadto dopowiadają, komentują, retorycznie pytają, co wzbudza uśmiech widzów.

A to barok właśnie!

Spektakl jest utrzymany w barokowym klimacie (scenografię przygotowała Matylda Kotlińska). Kolorowe peruki (różowe, niebieskie, zielone i żółte dobrane do koloru sukien), żaboty, koronki, wachlarze, sięgające do kolan spodnie, fraki i kamizelki, buty z klamrą – aktorzy nie mają problemu, by wczuć się w postaci z epoki. W barokowym stroju występuje też kompozytor Marcin Nagnajewicz, który wykonuje muzykę na żywo. Barokowa klasyka, m.in. Mozart łączy się z aranżacjami jazzowymi czy bluesowymi, a nawet popowymi hitami.

Nad sceną zawisły wspomniane już prześcieradła, a na środku stanęły dwa złote stoły. Te scenograficzne elementy dobrze sprawdzają się w scenach erotycznych. Stoły – w różny sposób ustawione – mogą być też statkiem, lożą w operze czy więzieniem. Jest też ażurowa kotara i złote krzesła. Twórcy przemycają teatr cieni (w scenie z seminarium), taniec współczesny (Casanova tańczy w sutannie), a nawet slow motion (w scenie ucieczki z więzienia). Choć spektakl grany jest na kameralnej scenie (trwająca 90 minut premiera zakończyła w BTL poszatkowany przez pandemię sezon artystyczny 2020/21), ma rozmach dużego teatralnego widowiska.

„Postarajmy się żyć tak, by nie umrzeć z nudów" – płynie przesłanie z teatralnej sceny. Warto je zapamiętać i realizować.

Anna Dycha
Dziennik Teatralny Białystok
30 czerwca 2021

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...