Ceremonia słowna

"Ślub" (El casamiento) - reż. Jarosław Bielski - Réplika Teatro, Madryt (Hiszpania)

Schulz, Witkacy, Gomrowicz – wybitni twórcy, których każda sceniczna adaptacja utworów zwraca uwagę. Gombrowiczowskie zabawy z formą zawsze fascynowały i dawały pewne pole do popisu. Na temat osobistej kreacji własnego życia zwrócił uwagę Jarosław Bielski, który od ponad dwudziestu lat mieszka i tworzy teatr w Hiszpanii. Zdarza mu się często przenosić na scenę również literaturę polską, czego dowodem jest „Ślub", który polscy widzowie mogli zobaczyć w kilku miastach naszego kraju. W Krakowie spektakl ten został zaprezentowany w sali teatralnej Cricoteki.

Kiedy wchodzimy na widownię, w półmroku majaczy postać mężczyzny, który stąpa tak jakby chodził po linie. Porusza się na jakiejś krawędzi. Słychać muzykę. Kiedy zapala się światło i zaczyna się właściwy spektakl, mężczyzna przystaje i „łapie" w dłoń dźwięk, który natychmiast ucicha. Henryk monologuje nieskładnie, kiedy zjawia się obok Władzio. Od tej pory całość zaczyna się gmatwać, a widz ma wrażenie, że historia rozgrywa się na pograniczu jawy i snu. Po scenie snują się ubrane w ciemne kolory, raczej statyczne postaci, które porozumiewają się głównie za pomocą słów.

Nie jest jasne, gdzie znajdują się bohaterowie. Prawie pusta przestrzeń z wielkim krzyżem może sugerować wnętrze kościoła, ale znajdujący się po lewej stronie stół kieruje naszą wyobraźnię bardziej w stronę wnętrza chaty. Dokładniej – domu rodzinnego, do którego wraca z wojny Henryk. Próbuje nawiązać kontakt z rodzicami, którzy są starszymi, ledwo poznającymi go ludźmi. Dodatkowo chce szybko przeprowadzić ceremonię zaślubin ze swoją wybranką. Wszystko odbywa się w atmosferze zaskoczenia i swego rodzaju „dziwności", ponieważ Henryk przechodzi bardzo szybką przemianę od zagubienia do niemal charyzmatycznego przywództwa.

„Ślub" w reż. Jarosława Bielskiego jest dosyć trudny w odbiorze. Specyficzna ekspresja hiszpańskich aktorów, dosyć często używających krzyku może być męcząca. Szczególnie, że spektakl opiera się w dużej części na słowie, które w stosunkowo małej sali wybrzmiewa zdecydowanie za głośno. Tak, że chcemy ściszyć dźwięk, skupiając się jedynie na (w dużej części nieruchomym) obrazie scenicznym i czytaniu napisów. Na koniec w miejscu ciała Władzia, który popełnia samobójstwo pojawia się Henryk – może być to sugestia, że mamy do czynienia ze snem, trochę dziwną projekcją, przypominającą trochę klimat filmu „Podziemny krąg" w reż. Davida Finchera. To, co jeszcze przed chwilą wydawało się logiczne – nagle zostaje zburzone w myśl kaprysu/ pomysłu Henryka. Władzio może wydawać się alter ego głównego bohatera. Jednak ta historia pokazuje przede wszystkim, że za dużo władzy i nieograniczonych możliwości w ręku jednej osoby nie prowadzi ostatecznie do niczego dobrego.

„Ślub" w interpretacji Bielskiego, to drastyczny obraz wewnętrznego dramatu człowieka, degradacji pojęcia życia i wolności polegającej na nieograniczonej inwencji w manipulowaniu drugim człowiekiem. Niezależnym od relacji od społecznego czy rodzinnego statusu, od wzajemnych zależności, od możliwości odreagowania, od emocji i uczucia. Manipulacji odbywającej się na wielu płaszczyznach, w każdym czasie i na każdym etapie życia. Jest to także obraz o stosowaniu prawa do interpretacji tej wolności. Wolności właściwie niczym nie samoograniczonej, a legitymizującej dążenie do celów wszelkich. Bez oglądania się na drugiego człowieka, na jego dobro, szczęście i stan. Do wolności totalnej.

Reżyser zadaje ważne pytania, na które jednocześnie próbuje udzielać odpowiedzi albo te odpowiedzi podsuwać. Nie staje jednak po niczyjej stronie i poprzez doprowadzenie gombrowiczowskich bohaterów do skrajnych zachowań zmusza do określania poszczególnych etapów i do próby ich oceny.

Réplika Teatro podczas wizyty w Polsce zagrała trzykrotnie swój „Ślub". W Radomiu, w ramach XII Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego, w krakowskiej Cricotece i w Teatrze Pieśni Kozła na Olimpiadzie Teatralnej we Wrocławiu. Prezentowanie poglądów na interpretację dzieł największych polskich współczesnych dramaturgów przez twórców będących na emigracji, osadzonych od lat w innych rzeczywistościach niesie z sobą nieprzewidywalne wartości interpretacyjne naszych dramatów. Poprzez udostępnianie ich punktów widzenia widzom polskim mamy szansę na obserwacje potrzebne nam do oceny polskich problemów i ich interpretacji w kontekście do coraz bardziej oddalających się od nas światów sąsiednich.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
3 listopada 2016

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...