Ceremonie ciast trujących

U podstaw Teatru Mumerus leży założenie, że nie wystawiamy napisanych dla sceny dramatów, lecz szukamy różnych źródeł inspiracji.

Jednym z oczywistych takich źródeł jest malarstwo - choć to i przyznać muszę, że nie lubię tzw. teatru plastycznego polegającego na bezpośrednim przekładaniu obrazów na scenę. Bardziej interesuje mnie odnajdowanie napięć pomiędzy kolorem, formami, kształtami znajdującymi się na płaszczyźnie obrazu i przełożenie tego na dramatyczną formę teatralną.

W roku 2006 wraz z berlińskim teatrem "Der Grűne Hunde" zrealizowaliśmy w Centrum Kultury PUMPE w Berlinie (potem pokazaliśmy go w Krakowie) spektakl pod wszystko tłumaczącym tytułem "Obrazy". Był to cykl warsztatów z młodzieżą polską (głownie z XXI LO w Krakowie) oraz młodymi, niemieckimi aktorami z "Zielonego Psa". Prowadziłem warsztaty i powstały w ich wyników spektakl reżyserowałem wespół z włoskim reżyserem zamieszkałym w Berlinie, Roberto Valentinim. Zasada była prosta: jeden obraz - jedna etiuda. Zauważyłem, że ciekawiej jest, kiedy nie stara się przenieść bezpośrednio obrazu na scenę - tak jak w formie "żywego obrazu", tylko wtedy, kiedy obraz uruchamia wyobraźnię. Z nagraniem etiudy inspirowanych obrazem Paula Klee "Analiza rozmaitych perwersji" można zapoznać się tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=9ansJL6IP3w, a etiudą inspirowaną obrazem Rene Magritte'a tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=sguzUve9Z3Y

Jedna etiud została zainspirowana obrazem Witolda Wojtkiewicza "Cyrk" (https://www.youtube.com/watch?v=3tHZevOFFNU) i to stało się początkiem pracy nad następnym projektem.itold Wojtkiewicz to polski malarz, żyjący na przełomie wieku XIX i XX. Urodził się niezdolny do życia, potem jakoś przywrócono do żywych, ale obarczony nieuleczalną wadą serca żył w cieniu śmierci, która zabrała go w wieku 29 lat. Jeden z moich ulubionych malarzy, nie ma sensu pisać więcej - jeśli ktoś nie zna tego nazwiska, to niech go pozna; najlepiej poprzez lekturę dwóch pasjonujących książek o nim: Jerzego Ficowskiego "W sierocińcu świata" i Wiesława Juszczaka "Wojtkiewicz i nowa sztuka". Lektura owych książek towarzyszyła mi przez cały czas pracy nad projektem, o którym piszę poniżej.

Patrząc na obrazy Witolda Wojtkiewicza mam wrażenie, że postaci na nich namalowane uczestniczą w jakiejś błazenadzie, wygłupie nawet, przechodzącym w obrzęd, którego zasad nie znamy, a który fascynuje i wciąga - tak jak na obrazie "Medytacje", którego płaszczyzna, podzielona na połowę przedstawia postaci młodych ludzi, właściwie dzieci jeszcze, w pozach medytowania, z głowami opartymi na dłoniach, w kapeluszach podobnych do tortów - z tym, że jedna grupa postaci ma kapelusze i ubrania białe, a druga czarne. Na wielu obrazach Wojtkiewicza postaci ludzi mieszają się z postaciami lalek, spajając się w jednorodną formę, gdzie kondycja ludzka jest tożsama z kondycją lalki.

Częstą formą przestrzenną w obrazach Wojtkiewicza jest krąg. Ale nie jest to krąg z obrazów działającego w tej samej epoce Malczewskiego "Błędne koło" czy też "Melancholia" - bogaty, pełen symbolicznych postaci. U Wojtkiewicza jest to krąg biedny, podrzędny, zaludniony postaciami znajdującymi się na krawędzi wegetacji. U Wojtkiewicza wyjście z tego z tego kręgu to namalowane gdzieś w głębi drzwi, brama do świata wyobraźni. "To, co dzieje się za drzwiami jest o wiele ważniejsze, niż to co dzieje się w środku pokoju" - powiedział Tadeusz Kantor mówiąc o w Wojtkiewiczu w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Milklaszewskiemu. Jednym z podstawowych przedmiotów na obrazach Witolda Wojtkiewicza jest też karuzela, a także na konie na biegunach, wózki dla lalek, czy platformy na kółkach. I to nasunęło mi myśl, że w przyszłym spektaklu jak najwięcej rzeczy na scenie powinno się kręcić - jak karuzela na jarmarku, jak koło Fortuny, albo nawet jak średniowieczny taniec śmierci.

Kolory na obrazach Wojtkiewicza bywają wyblakłe, bywa, że pojawia się na nich namalowana bielą na białym płótnie postać, które sprawia wrażenie, jakby za chwilę obraz miał ją wessać, jakby miała się roztopić w materii płótna. Ale zdarza się też agresywny oranż - kolor obłędu. "Ten oranż taki czerwonawy występuje w snach wariata. Ja mam takiego swojego ucznia, który jest wariatem i przebywa często w Kobierzynie. Otóż on maluje obrazy bardzo piękne, tylko u niego przeważą to. To. To jest sen, który przeważnie jest albo w czerniach, albo w niebieskościach, albo tam w błękitach. U wariatów jest w czerwieni" (Tadeusz Kantor).

Kiedy rozpoczynałem pracę nad spektaklem wiedziałem już jaki ma być tytuł (nie zawsze tak jest): "CYRKI I CEREMONIE WEDŁUG FANTAZJI WITOLDA WOJTKIEWICZA (odgrywane i odprawiane przez wariatów na śniegu) albo KONSTRUKCJE DZIWACTW GENIALNYCH" (potem zostały już z tego "Cyrki i ceremonie"). Tytuł zawierał w sobie część motywów obecnych w spektaklu, zaczerpniętych zresztą z tytułów obrazów Wojkiewicza. Na pierwszej stronie egzemplarza, który przygotowałem dla aktorów zamieściłem wiersz Tadeusza Różewicza o Wojtkiewiczu, który w bardzo esencjalny sposób zawarł istotę jego malarstwa:
„konie na biegunach
kwiaty śnięte
marionetki
klowni
umarłe lalki
w śmiertelnych koszulach
w białych czapkach
w kapturach
posypane popielcowym popiołem
cukrem pudrem
jak torty
z cukierni ciast trujących
powleczone wesołym różowym lukrem
aktorzy larwy
emeryci
jak czarne splatane nici
z osnowy wyprute
splątane niepotrzebnie
czekają na śmietniku
w kwietniku
na sąd ostateczny
Cyrk Wojtkiewicza"
I dopisałem jeszcze krótki cytat z Wisławy Szymborskiej: „Gdybym w jednym nieudolnym zdaniu chciała streścić sens obrazów Wojtkiewicza, brzmiałoby to mniej więcej tak: Życie jest krótkotrwałą utarczką, a ci, którzy biorą w nim udział są tylko kolorowymi przebierańcami nicości...".

W scenariuszu jako kwestii (a właściwie ich strzępów) użyłem fragmentów prozy modernistycznego pisarza Romana Jaworskiego "Historyje maniaków". Autor przyjaźnił się z Wojtkiewiczem, który kolei ilustrował "Historyje.... W spektaklu nie było czegoś takiego jak fabuła wzięta wprost z opowiadań Jaworskiego, jego tekstów użyliśmy jak swego rodzaju aforyzmów, jak na przykład:
"- Przyszły ustrój państwowy musi się opierać na zasadach kabaretowych, gdyż państwo ma być wyrazem smutnego zadowolenia z wesołego niezadowolenia.
- Cały świat musi przez nas oszaleć, zwariować.
- Czuję, że ja nie umiałbym zwariować.
- To źle, musisz umieć w razie potrzeby.
- Szubienice cierpią na melancholię przez nieustanną samotność.
- Panowie, groza, całkiem widoczna w ogromnej czapie chodzi po ulicach. Poznałem ją osobiście."

Zaś sam Wojtkiewicz był również utalentowanym pisarzem - satyrykiem, zbyt wczesna śmierć nie pozwoliła mu rozwinąć i tego talentu. Niemniej jedna zachowało się kilka jego tekstów publikowanych w pismach humorystycznych - kilka z nich wykorzystałem w scenariuszu.

Określając przestrzeń sceniczną wyszedłem z założenia, że skoro na obrazach Wojtkiewicza bardzo częstym motywem jest mur, lub coś, co okala przestrzeń, w której odbywają się owe cyrki i ceremonie, coś, co tę przestrzeń zamyka - to scenografia powinna się składać z półkoliście ułożonych sztalug malarskich, przykrytych kawałkami materii w jaskrawych, charakterystycznych dla obrazu „Fantazja" kolorach czerwieni i oranżu. W środku: konik na biegunach, wózek dla lalek, jakaś platforma na kółkach.... Ale wszystko to ma sprawiać wrażenie zamknięcia.

Rozpoczęliśmy próby z aktorami i z lalkami. Relacja lalka – animator była podstawową relacją w tym przedstawieniu. Chciałem aby lalka (a właściwie zabawka) stała się obrazem pamięci i osobowości aktora. Kupowałem masę porcelanowych lalek w sklepie o pięknej nazwie "Wyspa Skarbów" mieszczącym się w dawnym konie "Świt" w Nowej Hucie - stoiska z różnego rodzaju skarbami jak właśnie lalki, naczynia, ramki do obrazów, meble zwożonymi z całej Europy rozłożone były przed pustym ekranem na pochyłej sali dawnej widowni. Lalki te charakteryzowała, ubierała i dopełniała różnymi elementami Katarzyna Jędrzejczyk, która również stworzyła maski dla aktorów - mając za wzór lalki i postaci z obrazów Wojtkiewicza. Zaś aktorzy (Olga Przeklasa, Ewa Ryks, Robert Żurek i Karol Zapała) mieli upodabniać się do tych lalek. Największym wyzwaniem było opanowanie tego momentu, gdy lalka przestaje być animowana przez aktora i odłożona na bok. Porzucona lalka na scenie, tak się różni od lalki animowanej od aktora, jak różni się opalające na plaży ciało, od gnijącego na tej samej plaży i w tym samym słońcu kawałka mięsa. Trup porzuconej lalki jest trupem do kwadratu.

Z aktorem Robertem Żurkiem, który jest także zapalonym fotografem podczas prób fotografowaliśmy te lalki w różnych miejscach i ustawieniach, głównie zresztą na sztalugach, które stały się jednym z podstawowych elementów scenografii spektaklu. Jedno ze zdjęć Roberta stało się podstawą do plakatu spektaklu, a fotografowanie służyło oswajaniu zasadniczej materii spektaklu - jakim były lalki. Z Janem Polewką, którego wiedza i wrażliwość plastyczna była nam bardzo pomocna przy pracy nad projektem malowaliśmy i przemalowaliśmy w kółko sztalugi. Jan Polewka również namalował plakat reklamujący cyrk użyty jako rekwizyt w spektaklu, a także tablice z napisami.

Równolegle zrealizowaliśmy cykl warsztatów z młodzieżą - każdy z nich kończył się prezentacją powstałego w ich wyniku spektaklu i każdy pokazany był w innej przestrzeni. W Poznaniu, gdzie pracowaliśmy na zaproszenie Centrum Sztuki Dziecka pokaz odbył się na wzgórzach Cytadeli, na mrocznym i wilgotnym dziedzińcu, przed bramą fortu. W Jaśle z kolei, gdzie pracowaliśmy na zaproszenie Jasielskiego Domu Kultury pokaz odbył się w parku, a potem przenieśliśmy się do betonowych pomieszczeń pod sceną, do tzw. bunkra. Z tego pokazu utkwił mi w pamięci dźwięk lalki uderzającej o betonową podłogę. Na zaproszenie zmarłego niedawno Henryka Pasiuta fragmenty powstającego spektaklu pokazaliśmy nawet w pociągu retro relacji Nowy Sącz - Chabówka.

Materią dźwiękową był melanż czardaszy, dźwięków pozytywek i różnego rodzaju młynków do kawy. Jeździliśmy z Robertem po pobliskich pchlich targach szukając młynków wydających jak najbardziej drażniące dźwięki - w końcu znaleźliśmy taki w Krzeszowicach.

Tak więc fotografowaliśmy lalki, jeździliśmy po targowiskach i dziwnych sklepach, pokazywaliśmy fragmenty w różnych przestrzeniach, malowaliśmy lalki i sztalugi - a same próby były jakby mniej ważne. To znaczy odbywały się oczywiście, ale polegały głównie na zmaganiu z materią, a ściślej rzecz biorąc - na nadaniu tej materii przynajmniej pozorów życia. "Zróbmy to technicznie" - jak mawiała jedna z aktorek. I tak zagrali: bez żadnego wcielana się w postać, bez przeżywania, skupiając się na działaniach: animowaniu lalek, zakładaniu i zdejmowaniu masek, przesuwaniu sztalug, walce z monstrualnych rozmiarów pomarańczową szmatą - z dobrym, moim zdaniem, skutkiem.

Premiera obyła się późną jesienią, porą roku tak "wojtkiewiczowską". Tuż przed premierą wybrałem się na długi spacer po okolicznych wsiach, gdzie na polach zebrałem trochę zeschniętej, jesiennej roślinności, którą opletliśmy elementy scenografii. Młoda Polska, secesja, dekadencja.

https://www.youtube.com/watch?v=UR0vKJKokKAPrzy okazji premiery "Cyrków i ceremonii" pokazaliśmy spektakl warsztatowy w wykonaniu współpracującej z nami młodzieży (Monika Michno, Maria Piątkowska, Monika Szczerba, Natalia Martini, Tomasz Puła) - podczas tego spektaklu zestresowani młodzi wykonawcy potłukli porcelanowe lalki, co dodało dodatkowej wartości prezentacji - jako że destrukcja i rozpad jest także jednym z podstawowych tematów twórczości Wojtkiewicza. Zresztą - co ciekawe - młodzież jako podstawowy temat swoich etiud wybrała zaczerpnięty z obrazów Wojtkiewicza motyw wędrówki. Premierę i pokaz spektaklu warsztatowego uświetnił wykład Jana Gondowicza o malarstwie Wojtkiewicza. Reportaż z premiery można zobaczyć tu: , wykład wraz z fragmentami spektaklu młodzieżowego tu: https://www.youtube.com/watch?v=QFLjvkKnqf4

Spektakl zagraliśmy przez pięć lat, kilkadziesiąt razy, głownie na piwnicznej scence Teatru Zależnego w Krakowie, a także winnych miastach w Polsce. Pokazaliśmy go również kilkakrotnie w Lyonie (gdzie Olgę Przeklasę, która nie mogła - z przyczyn od siebie i od nas niezależnych - przyjechać do Francji zastąpiła Anna Lenczewska). Reportaż z tego wydarzenia, zrealizowany przez naszego francuskiego partnera, festiwal "Printemps d'Europe" można zobaczyć tu: https://www.youtube.com/watch?v=q_mbXEy_NS8&t=196s

Ukoronowaniem projektu było zaproszenie z Muzeum Śląskiego w Katowicach (inicjatorem zaproszenia i kuratorem projektu była Dagmara Stanosz), aby zagrać spektakl "Cyrki i ceremonie" na festiwalu "Teatralium" poświęconym związkom teatru i sztuk plastycznych. Pokazaliśmy go w hali maszyn dawnej kopani "Katowice". Udało nam się wkomponować spektakl w tę przestrzeń w sposób jak najbardziej naturalny, nie naruszając jej integralności, wykorzystując światło letniego wieczoru wpadające przez pokryte warstwą węglowego pyły okna.

__
Zdjęcia ze spektaklu autorstwa Sylwii Domin można zobaczyć tu:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157646643912423
Zdjęcia z pokazu w kopalni "Katowice" można zobaczyć tu:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157665622321476
Zdjęcia ze spektaklu autorstwa Wiesława Hołdysa można zobaczyć tu:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157714993227541
Cytat z wypowiedzi Tadeusza Kantora za: Krzysztof Miklaszewski, Miedzy śmietnikiem a wiecznością, Warszawa 2007, PIW, s. 77
Cytowany wiersz Tadeusza Różewicza pochodzi z tomiku "Regio" (1969) - Robertowi Konatowiczowi, Pawłowi Topolskiemu dziękuję za podpowiedź, cytat z Wisławy Szymborskiej z "Lektur nadobowiązkowych"
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Wiesław Hołdys
Dziennik Teatralny
8 lipca 2020

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia