Chwile innego oddechu

rozmowa z Anną Dymną

Aktorka opowiada o leku na samotność, pytaniach pięknie stawianych, słowach mądrych choć prostych oraz Salonie Poezji, który w niedzielę otworzy w Teatrze Polskim

Czy Warszawa jest gotowa na przyjęcie nowej, regularnie serwowanej porcji poezji?

Ludzie potrzebują mądrych i pięknie podawanych słów niezależnie od miejsca zamieszkania. Warszawa ma już jeden Salon Poezji – w Łazienkach – i słuchacze przychodzą tam tłumnie, więc pewnie go potrzebują. W najbliższą niedzielę otworzę kolejny, już 26. Salon i naprawdę nie mam obaw, czy wzbudzi zainteresowanie. Przyciągnie ludzi, jak w tych wszystkich miastach, do których z poezją już dotarliśmy. Wiem, że niektórzy się temu dziwią.

Dziwi panią, że się dziwią?


Nie, bo ja też na początku się dziwiłam. Ale to było dziesięć lat temu, kiedy otwierałam pierwszy Salon – w Teatrze Słowackiego w Krakowie. A teraz mieliśmy 325. spotkanie, bo my to robimy co tydzień. I wciąż mamy nadkomplety. Rozpoznajemy stałych słuchaczy, ale pojawiają się też nowi, coraz młodsi.

Czego szukają?


Niezależnie od czasów potrzebujemy przyjaciela, kogoś, kto nam na pewne sprawy zwróci uwagę, a inne wytłumaczy. Poeci potrafią tak pięknie zadawać pytania, tak umiejętnie oswajają różne problemy. Człowiek nie czuje się samotny, a poza tym jak się słucha poezji, to trzeba się na chwilę zatrzymać. Choćby przez ten moment inaczej się oddycha. Myśli się o sprawach istotnych: o życiu, o osobach bliskich, ale też tych mniej znanych, które są tuż obok, a może tylko minęły się z nami. W poezji jest to wszystko. Jest też to, co nas boli, czego się boimy. Odnajdując to, człowiek nie czuje się samotny ze swoimi lękami i bólem, który gdzieś tam w sobie nosi.

W Krakowie czas płynie ponoć wolniej. Do Warszawy przyjeżdżają ci, który się z nim ścigają. Myśli pani, że i oni zajrzą do Teatru Polskiego?

W mieście, w którym strasznie szybko się żyje, które stawia tyle wymagań i tak bardzo człowieka eksploatuje, chwila refleksji, głębszego oddechu, haustu świeżego powietrza, tym bardziej jest potrzebna. Wiem po sobie, jak mi to bardzo pomaga. Kiedy sama mam problemy, lub widzę je u innych, bo przecież na co dzień, prowadząc fundację Mimo Wszystko, stykam się z okropnym cierpieniem. Ja sobie odpoczywam w teatrze. Ten zawód jest co prawda bardzo emocjonalny, ale scena to mój oswojony świat, panuję nad nim. Ale jeśli jestem bardzo zmęczona, czytam wiersze. I naprawdę mi to pomaga. Wchodzę w inny świat, zaczynam się nad czymś zastanawiać. I przestają mnie drażnić małe rzeczy, przestaję się z ich powodu wściekać. Szkoda mi na to czasu.

Z jaką intencją, na inaugurację Salonu Poetyckiego w Teatrze Polskim, wybrała pani z dyrektorem sceny Andrzejem Sewerynem wiersze księdza Twardowskiego?

Nie musieliśmy wybierać. To tradycja. Pierwszy salon – krakowski – otworzyłam właśnie wierszami księdza Twardowskiego. Zrobiłam to dlatego, że kiedyś czytałam te teksty w Nowym Jorku i widziałam, jaką budzą reakcję. Przyszli na te spotkania ludzie, którzy nie mają na co dzień kontaktu z poezją. To na pozór proste zdania, mówiące o rzeczach, które nas wszystkich dotykają w uśmiechnięty, łagodny sposób. Przyciągają do słuchania, choć są łatwe.

Gdybym zaczęła spotkania od tekstów Rilkego czy Hoelderlina, niektórzy mogliby się wystraszyć, więc wszystkie salony otwieram tymi samymi wierszami. Także dlatego, że ksiądz Twardowski znał ten wybór i pobłogosławił go. To nam przynosi szczęście. Ja na inauguracji występuję w roli matki chrzestnej. Zawsze obok mnie jest znany aktor z danego miasta. Teraz będzie to Andrzej Seweryn. Łazienkowski Salon otwierałam z Jurkiem Radziwiłowiczem.

Dyrektor Seweryn będzie mówił „z koturna“ poezję bliską zwykłym ludziom?

Andrzej Seweryn nieraz był już gościem naszych Salonów. Przyjeżdżał z Paryża i interpretował różne wiersze. Uwielbiam sposób, w jaki to robi. Zawsze tak, jak trzeba. Prosto i mądrze. Tak, jak wymaga tego forma salonu.

Nie możemy spuścić z tonu. Piękne słowo czytają u nas najlepsi aktorzy. Także po to, by pokazać, jak doskonałą i przemyślaną formę może mieć zdanie, jak starannie można je wypowiadać, ale też, że zaczyna się i kończy. Nasze Salony pełnią różne funkcje.

Salon Teatru Polskiego, gdzie co miesiąc planowane są otwarte spotkania z poezją, będzie mieć dodatkowo piękną nowoczesną oprawę Sceny Kameralnej. Była w niej już pani?


Nie, odwiedzę ją pierwszy raz.

Wejście jest od ulicy Sewerynów...

Naprawdę? Odbieram to jak dobry znak.

Od czego, w samo południe, zaczniecie najbliższe spotkanie?

Od wiersza „Stwarzał“: „Bóg stwarzał wszystko, by poznawać siebie/stąd barwa biała zawsze lekka, zielona spokojna/żółta pliszka, bo taką i o zmroku widać/jeż na brzegu lasu dowcipne szparagi/ ktoś, kto umarł przed chwilą, wyleciał wesoły/koniec wszystkich spraw naszych wspaniale niejasny...”.

***
A w sobotę, 29 stycznia, kolejne wydarzenie przy ulicy Karasia 2 – Noc w Polskim czyli Święto Teatru Polskiego. Odbędzie się w 98. rocznicę pierwszej premiery na tej scenie. Najpierw fragmenty słynnych manifestów teatralnych odczytają m.in. Grażyna Barszczewska, Zofia Kucówna, Maja Ostaszewska, Antoni Libera, Olgierd Łukaszewicz, Daniel Olbrychski i Andrzej Seweryn. W drugiej części wieczoru artyści Polskiego wystąpią we fragmentach sztuk opowiadających o teatrze. W zabawny, nostalgiczny, czasem przewrotny sposób odsłonią kolejne maski. Będzie im towarzyszyć muzyka w aranżacjach Krzysztofa Herdzina. Wystąpi też Gaba Kulka z zespołem i Teatr Tańca Zawirowania.

Jolanta Gajda-Zadworna
Rzeczpospolita
24 stycznia 2011
Portrety
Anna Dymna

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...