Ci, którzy chodzą rozpromienieni

"Czarnobylska modlitwa" - reż. Joanna Szczepkowska - Teatr Studio w Warszawie

"Moczyć grzyby, odcedzać pierwszą wodę, kiedy ziemniaki zaczną się gotować. [...] Mleka pić nie wolno!!! Trzeba kupić separator i wyciskać twaróg, ubijać masło". Kartkę tej treści otrzymałam od Joanny Szczepkowskiej.

Nie były to prywatne dobre rady aktorki, tylko "Instrukcje dla ludności na obszarach zagrożonych promieniowaniem", które przekazała mi postać, a jednocześnie reżyserka "Czarnobylskiej modlitwy", spektaklu granego od niedawna w Teatrze Studio.

Szczepkowska dokonała adaptacji zbioru reportaży Świetlany Aleksijewicz, białoruskiej pisarki i dziennikarki, która zdecydowała się opowiedzieć "historie pomijaną" - codzienne życie ludzi, dla których "Czarnobyl nie jest metaforą ani symbolem, lecz ich domem".

26 kwietnia 1986 r. o godz. 1:23:58 doszło do pierwszego z serii wybuchów w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Radionuklidy cezu skaziły 23 proc. terytorium Białorusi, 4,8 proc. obszaru Ukrainy i 0,5 proc. obszaru Rosji.

Sama Białoruś nie posiada elektrowni atomowej. Jeszcze. Zaczęto ją budować w sierpniu 2012 r. w Ostrowcu, niedaleko granicy z Litwą. Prezydent Łukaszenka podkreślił, że powinna być wzorcowa i jak najtańsza. Zostanie oddana do użytku przed rokiem 2020.

Spektakl Szczepkowskiej prezentuje nieco statystyk, ale przede wszystkim prawdziwe historie dziesięciu mieszkańców Czarnobyla, którzy starają się normalnie żyć, chociaż turyści patrzą na nich jak na preparaty w laboratorium. Najbardziej porusza opowieść 23-letniej wdowy, Lusi (Natalia Rybicka). Jej mąż - strażak - gasił pożar w elektrowni, a potem umierał na oddziale radioterapii

w moskiewskim szpitalu. Chciała się nim opiekować sama, choć pielęgniarki przekonywały: "Jesteś młoda. Coś ty sobie ubzdurała? To już nie człowiek, tylko reaktor. Spalicie się oboje". Nie posłuchała. Przeżyła, ale córeczka, którą nosiła wtedy pod sercem, żyła tylko cztery godziny. W wątrobie miała dwadzieścia osiem rentgenów.

Mimo horroru, jakim stało się ich życie, bohaterowie Aleksijewicz zachowali poczucie tego, co najważniejsze, w odróżnieniu od tego, co tylko okamgnieniem. Nie stracili też poczucia humoru. Śpiewają pieśni i opowiadają dowcipy. Przykładowo, o tym, jak od chwili wybuchu mieszkańcy Czarnobyla chodzą cali rozpromienieni.

Kamila Łapicka
W Sieci
21 marca 2013

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia