Ciało to tylko narzędzie

Alexandra Kazazou ze swoim spektaklem "Charmolypi" w Instytucie Grotowskiego.

Jest aktorką, wolontariuszką. Uczy greckiej tragedii na Uniwersytecie Wrocławskim, w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych. O Aleksandrze Kazazou pisze Małgorzata Matuszewska w Polsce Gazecie Wrocławskiej.

W ramach trwającego Instytucie Grotowskiego cyklu "Monosytuacje" Alexandra Kazazou pokazała spektakl Studia Matejka pt. "Charmolypi". - Matej Matejka uwierzył we mnie i dał mi możliwość zrobienia tej solówki - uśmiecha się. "Charmolypi" to monodram o kobiecie walczącej z niepewnością i poczuciem braku tożsamości. Aktorka ciałem wyraża emocje, których nie jest w stanie wypowiedzieć. Tytułowe "charmolypi" w języku greckim oznacza "radosny smutek" i odnosi się do dwoistości, która tkwi u źródeł ludzkiego doświadczenia. Aktorce w scenicznych zmaganiach towarzyszyła tylko biała skórzana kanapa.

Radosną, energiczną kobietę zobaczyli widzowie Brave Festival - obok Ewana Downiego wprowadzała widzów w klimat festiwalu i prowadziła wydarzenia. - To była moja pierwsza konferansjerka - śmieje się Alexandra Kazazou. - Wcześniej pracowałam na festiwalu jako wolontariuszka - dodaje.

Przyjechała do Wrocławia, by studiować w Teatrze Pieśń Kozła aktorstwo w ramach MA in Acting. - Byłam pod ogromnym wrażeniem Brave Festivalu - opowiada. Podczas pierwszej pracy wolontariuszki zajmowała się 25 osobami z Nigru. - Bardzo dużo mi dali, prezentowali zupełnie odmienną kulturę od naszej - mówi. Urodziła się we Wrocławiu, jej ojcem jest Grek, mama - Polką. - Ojciec też urodził się w Polsce - opowiada aktorka.

- Rodzice taty byli partyzantami podczas wojny domowej w latach 1946-49. Miałam pięć lat, gdy wyjechałam do Grecji.

Aktorka bardzo dobrze mówi po polsku. - Zawsze czułam, że tu jest moja druga ojczyzna - mówi. Studiowała aktorstwo w Grecji i występowała w National Theater w Salonikach. Potem pracowała w Atenach. Dodaje, że w jej życiu wszystko jest ściśle związane z Polską. I z Wrocławiem, bo tu mieszka jej polska babcia.

Jako dorosła osoba przyjechała do Wrocławia pierwszy raz w 2003 roku. - Zobaczyłam w Teatrze Pieśń Kozła "Kroniki. Obyczaj lamentacyjny" - wspomina. Dziś uczy greckiej tragedii

na Uniwersytecie Wrocławskim, w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych. - Zawsze sobie mówiłam: "Alex, musisz zostać trochę we Wrocławiu, przecież nigdy nie czułaś się tu obca" -śmieje się.

Nic dziwnego, jako dziecko mieszkała na Nowym Dworze i odwiedzała babcię na Kuźnikach. Jej ojciec zmarł, kiedy miała 20 lat, a mama postanowiła zostać w Grecji. - Mama jest cenionym architektem, ale teraz, w kryzysie, nikt nie chce budować - martwi się aktorka. I dodaje, że mama - wrocławianka

- widziała wszystkie spektakle Grotowskiego i bardzo lubiła Henryka Tomaszewskiego.

- A teraz ogląda wszystkie moje spektakle. Bardzo mi pomaga, wspiera moje starania - opowiada.

Alexandra Kazazou od zawsze bardzo dużo pracowała. -W czasie studiów w Salonikach pracowałam jako barmanka, nie było mi łatwo -wspomina. Dziś bardzo ceni współpracę ze Studiem Matejka, gdzie doskonali aktorski warsztat. - Pochodzimy z różnych krajów, jesteśmy bardzo różni, ale coś nas łączy- mówi. - Zawiązujemy bardzo silne międzyludzkie relacje, coś się dzieje, tu i teraz - dodaje.

Intensywnie pracuje nad swoim warsztatem. - Cały czas toczy się proces, przechodzę przez etapy i odkrywam coś nowego. I w pewnym momencie mogę powiedzieć: teraz mogę się tym podzielić - opowiada.

Do Grecji jeździ na kilka dni, żeby zaczerpnąć oddechu. Odwiedza wyspę Nisyros. - To moja ulubiona wyspa, bardzo oczyszczające miejsce. Kiedy tam jadę, jestem ja, morze, skały i pływanie - uśmiecha się.

Niewątpliwie na jej osobowość wywarły wpływ podwójne korzenie. Chętnie opowiada o kobietach w swojej rodzinie. - Babcia Ania z Grecji to partyzantka. W lipcu skończy 90 lat. Jest bardzo silną kobietą, wspaniałym człowiekiem. Wychowałam się u jej boku, razem z dziadkiem pełnili rolę drugich rodziców. Babcia nigdy nie opowiadała mi bajek, tylko przygody z partyzantki, które brzmiały jak bajki - wspomina. Mieszkała

w Larissie, między Salonikami a Atenami. - Chciałam być astrofizykiem, ale mój dziadek Sotiris bardzo dużo pisał, połknęłam bakcyla i też zaczęłam pisać -uśmiecha się.

Wkrótce zobaczymy ją w premierowym spektaklu Odra Ensemble "We Will Leave Only Bonę: Reflections of Eurydice".

O "Charmolypi" mówi, że nie postawiła kropki nad i, nie zakończyła pracy nad tym spektaklem, który ma przecież bardzo otwartą formę. - Ta "solówka" jest jeszcze bardzo świeża i niedokończona - mówi. Jej ruch sceniczny jest po prostu perfekcyjny.

- Ciało to tylko narzędzie, nie jest najważniejsze - wyjaśnia. - Nie chcę zrobić pokazu możliwości plastycznych ciała, ale zaprezentować głębsze treści. Ruchem można przekazać to, czego nie da się wyrazić słowami - tłumaczy.

Alexandra mieszka na Starym Mieście, niedaleko ma do Studia na Grobli. - To jedno z moich ukochanych wrocławskich zakątków. Przy sprzyjającej pogodzie dużo jeżdżę rowerem, właściwie rower i ja stanowimy jedno - śmieje się. - Na Grobli jeździ się świetnie - dodaje.

Łukasz Maciejewski
Polska Gazet Wrocławska
23 lutego 2013

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia