Ciemna strona świata

"Gorzkie pocałunki" - reż. Jan Warenycia - Teatr Polskiego Radia

Znany literat zakochuje się w młodej dziewczynie, zamieszkują razem, biorą ślub. Związek ten jednak okazuje się jedynie iluzją wytworzoną na potrzeby Urzędu Bezpieczeństwa. Ten prosty schemat stał się podstawą scenariusza nie tylko głośnego i nagradzanego filmu "Różyczka", ale również znakomitego słuchowiska Teatru Polskiego Radia

Nikt nie kryje, że przestawienie „Gorzkie pocałunki” oparte zostało na prawdziwej historii. Zdradza nam to chociażby imię głównego bohatera, które wprost sugeruje, że chodzi o Pawła Jasienicę. Jednak nawet gdyby nie ten oczywisty trop, opowieść jest na tyle charakterystyczna, że odbiorca nie może mieć wątpliwości, o czyje losy chodzi. Tworzenie na ten temat spektaklu – czy też filmu, powieści lub jakiejkolwiek innej formy – to stąpanie po kruchym lodzie. Łatwo bowiem przekroczyć cienką linię i wyprodukować utwór będący tylko poszukiwaniem taniej sensacji czy też żarliwym rozliczeniem z minionym systemem. Twórcy „Gorzkich pocałunków” rozumieją jednak delikatną różnicę pomiędzy „użyciem” a „wykorzystaniem” cudzej historii.

„Gorzkie pocałunki” to, wbrew dość sentymentalnemu tytułowi, słuchowisko doskonale wyważone. Rozpoczyna się (podobnie zresztą jak „Różyczka”) bardzo mocną w wymowie sceną pogrzebu pisarza. Dopiero kolejne fragmenty przedstawienia, ułożone w kształt krótkich, szybko zmieniających się scenek, przynoszą spotkanie z dwojgiem głównych bohaterów – Pawłem i Niną. Taka konstrukcja spektaklu potęguje emocje, wprowadza dodatkowe napięcie, zwiększa jego dynamikę. Spotkania pary kochanków przeplatają się z wizytami Niny w Urzędzie Bezpieczeństwa. Jej zeznania są proste i jednoznaczne. Podobnie, jak jednoznacznymi nazwać można motywy, jakimi dziewczyna się kieruje: w jednej ze scen wprost stwierdza, że kocha pieniądze.

Czas na refleksję przychodzi później; jak to zwykle bywa, zbyt późno. Ale nawet ostatnia, końcowa scena słuchowiska – scena, być może pozornego, nawrócenia – nie została przejaskrawiona. Trudno doszukiwać się tu zbytniego dydaktyzmu, sentymentalizmu czy nadmiernego napiętnowania postaci związanych z minionym systemem. Słuchowisko to cechuje przede wszystkim mistrzostwo w grze nastrojem i emocjami widzów. Wszystko jest na swoim miejscu, każda scenka, choć wnosi coś nowego, jest elementem jasno określonej, spójnej całości.

Spektakl ten łączy dwie, wydawałoby się sprzeczne, cechy. Z jednej bowiem strony, jest on wstrząsający –  tak, jak wstrząsająca jest sama historia, na jakiej słuchowisko zostało oparte. Nie można przecież pozostać obojętnym wobec losów człowieka, który jest tak okrutnie wykorzystywany przez kobietę, dzięki której miał odkryć, jak twierdzi, „jasną stronę świata”. Z drugiej jednak strony, mimo krótkiej formy, spektakl doskonale przenosi nas w klimat PRL-owskiej codzienności. Gdzieś między kolejnymi donosami pojawia się zwykłe życie, którego atmosferę również możemy poczuć (czy raczej „przeczuć”). I, choć w przypadku słuchowiska radiowego jesteśmy zmuszeni polegać tylko na słuchu, postrzegamy te czasy jako dojmująco szare.

„Gorzkie pocałunki”, poza świetnym scenariuszem i doskonałą reżyserią, charakteryzuje również perfekcyjna gra aktorska. Należy tu wyróżnić przede wszystkim fenomenalną Dorotę Landowską – odtwórczynię roli Niny. Nie jest to prosta kreacja femme fatale, ale postać o wiele głębsza.

Trudno znaleźć jakiś słaby punkt przedstawienia, uchybienia czy niedociągnięcia. Niełatwo również stwierdzić, czy główną zaletą spektaklu jest przekonujące (ale nie nazbyt nachalne) przedstawienie jednostkowej historii literata, czy też zwrot w kierunku „tego, co ogólne” – pokazanie praw, jakimi rządził się system komunistyczny, a także tego, w jaki sposób mogą zachować się „zwykli” ludzie. Z pewnością jest to jednak słuchowisko warte uwagi. Nie tylko ze względu na „walor edukacyjny”, ale przede wszystkim dlatego, że to po prostu dobry spektakl.

Barbara Englender
Dziennik Teatralny
5 października 2010

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia