Cisza po transmisji

"Kaligula" - reż. Robert Czechowski - Teatr Polski we Wrocławiu

W teatrze Polskim we Wrocławiu odbyła się premiera spektaklu Kaligula w reżyserii Roberta Czechowskiego. Spektakl był dostępny online, na platformie streamingowej. Jest inspirowany dramatem o tym samym tytule autorstwa Alberta Camus.

Cesarz Rzymski, tytułowy Gajusz Juliusz Kaligula, w spektaklu grany przez dwóch mężczyzn (Pawła Wydrzyńskiego oraz Huberta Kowalczys) traci swoją ukochaną Drusillę (Marika Klarman). Nie mogąc poradzić sobie z tragedią, powoli staje się staje się okrutnym dyktatorem. Skazuje swoich poddanych na śmierć w poszukiwaniu wytłumaczenia powodów i sensu jego straty. Nazywa to wolnością, poddaje w wątpliwość istnienie Bogów i szuka znaczenia w cierpieniu. Każe mordować rodziny bliskich mu patrycjuszy (Dariusz Bereski, Marian Czerski,  Marek Feliksiak,  Igor Kujawski, Tomasz Lutek, Stanisław Melski, Michał Mrozek, Michał Opaliński) którzy wkrótce buntują się i w ramach ratunku, chcą zabić władcę. W działaniach głównego bohatera pomaga mu Caesonia (Anna Haba, Agnieszka Kwietniewska).

Kaligula to spektakl wyjątkowo współczesny, reżyser odważnie odchodzi od klasycznego tekstu Camus i widoczne jest to w każdym aspekcie – nowoczesnej, surowej scenografii czy muzyce. Kostiumy aktorów są bardzo różnorodne, głównego bohatera widzimy w jeansach i czarnej koszulce, później w długiej, błyszczącej szacie. Zakochana w nim Caesonia ubrana jest w klasyczną suknię, a na głowie nosi ozdobną perukę. Ta różnorodność jest atutem całego widowiska. Mimo kontrastów uzupełnia się, w efekcie jest spójna.

Spektakl obfituje w widowiskowe sceny, które chciałoby się oglądać parokrotnie, żeby wychwycić wszystkie szczegóły i niuanse. Niesamowicie intensywny, fizyczny dialog Kaliguli z Caesonią, kolorowa i taneczna scena kultu czy wreszcie pięknie zagrana i przejmująca scena śmierci Kaliguli to tylko niektóre z bardzo pięknych wizualnie momentów przedstawienia.

Co ciekawe, spektakl mimo swojej przerażającej fabuły, bywa także zabawny. Główny bohater jest w końcu młodym chłopakiem, jego energia i humor pozwalają czasem zapomnieć o tym, że mamy do czynienia z okrutnym dyktatorem. Niekiedy miałam wrażenie, że oglądam podekscytowanego chłopca, bawiącego się światem, naiwnie poszukującego miłości. Dystans wprowadza także postać Helikiona (Mariusz Kiljan) kpiącego z pozostałych bohaterów i wyśmiewającego ich powagę i strach.

Olbrzymią zaletą całego widowiska jest ruch, poza aktorami na scenie przez większość czasu możemy obserwować tancerzy. Ich obecność, poczucie, że to oni są myślami głównego bohatera, oni stanowią jego szaleństwo jest wspaniała. Nie można oderwać od nich oczu, właściwie przez cały spektakl dopowiadają historii kolejne znaczenia, sprawiają, że staje się głębsza, bardziej symboliczna. Bardzo ciekawą postać gra Piotr Mateusz Wach, porusza się między wcieleniami Kaliguli, jeszcze mocniej zaznaczając jego pogubienie, strach i rozpacz.

Niestety żyjemy w trudnych czasach. Transmisja spektaklu musiała odbyć się online. Myślę, że w kontekście pracy tancerzy, ich stałej obecności i wysiłku, była to dla odbioru spektaklu strata. W teatrze to widz wybiera na kim skupi swoją uwagę. Oczywiście, zazwyczaj są to bohaterowie dialogujący, jednak gdy oderwiemy od nich wzrok, na naszych oczach wydarza się także inna historia. Czasami buduje ją scenografia, czasami wyświetlane projekcje, a w przypadku wrocławskiego Kaligulii – właśnie tańczący artyści. W każdym momencie kiedy byli widoczni, kiedy kamera kierowała się w ich stronę, chciałam zatrzymać obraz i pozostać z nimi na dłużej.

Mimo tego aspektu, uważam że premiera online to wybór bardzo odważny i potrzebny. Kto wie ile jeszcze będziemy zamknięci i jak dużo by nas ominęło? Jednakże, po obejrzeniu transmisji online, z niecierpliwieniem wyczekuję na obejrzenie spektaklu w murach teatru.

Przedstawienie Kaligula jest jednym z tych po których przez chwilę milczymy. Myślę, że jest to najlepsze podsumowanie. Musiałam zmierzyć się z tym, co zobaczyłam, przemyśleć to, wyciszyć wszystkie bodźce. Co ciekawe, po rozprawieniu się z własnymi uczuciami, zdałam sobie sprawę, że pozostał we mnie strach.

Strach, bo historia Kaliguli pokazuje jak żyje się ludziom, którymi rządzi nieszczęśliwy człowiek. W kontekście świata, w którym jestem ten wniosek bardzo źle wróży.

Katarzyna Pilewska
Dziennik Teatralny Warszawa
29 marca 2021

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia