Co drzemie w starej pannie

"Tajemniczy Mr Love" - Henryk Rozen - Teatr Muzyczny w Gdyni

Sztukę "Tajemniczy Mr Love", którą po raz pierwszy zagrano w gdyńskim Teatrze Muzycznym w piątek, na jego kameralnej scenie, można przeczytać, trochę wbrew tytułowi, jako rzecz o tajemnicy, drzemiącej w duszy kobiety.

W przypadku gdyńskiego przedstawienia można by nawet mówić o dwóch drzemiących i ujawniających się tajemnicach - bohaterki i aktorki. Bohaterką jest Adelajda, zakompleksiona stara panna, modystka, szyjąca kapelusze na zapleczu sklepu, a w głębi swego niezaschniętego jeszcze staropanieńskiego serca tęskniąca - za czymże to? Wiadomo: za własnym "M3", czyli Miłością, Małżeństwem i Mężczyzną.

Gdyby żyła współcześnie, chlipałaby co wieczór przed telewizorem przy kolejnych odcinkach jakiegoś serialu, ale że żyje na początku XX wieku, pozostaje jej tylko robienie na drutach i czekanie. Aż do dnia, gdy pojawia się On - mężczyzna, z którym spotyka się spojrzeniem, kiedy umieszcza nowy kapelusz na sklepowej witrynie. To George (Rafał Ostrowski), były dyplomata, kontuzjowany na licznych wojnach, obecnie żyjący bardzo skromnie dzięki rencie przekazywanej mu przez ciotkę. George zakochuje się w Adelajdzie od pierwszego spojrzenia, a po dwóch dniach tkliwych spotkań proponuje małżeństwo.

Do tego momentu wydarzenia w komedii współczesnej brytyjskiej autorki Karoline Leach biegną nadto nawet przewidywalnie. Muszę tylko jeszcze wyjaśnić, że George jest w rzeczywistości matrymonialnym oszustem, a Adelajda jego potencjalną kolejną ofiarą. George ma zwyczaj doprowadzać wszystko do małżeństwa i konsumpcji nocy poślubnej, a potem znikać z całą gotówką, naiwnie wypłaconą z banku przez uwiedzioną kobietę.

Publiczność wie to wszystko, ponieważ bohaterowie cały czas i grają, i opowiadają nam o tym, co robią. Oglądania sztuki to nie ułatwia, ale mimo wszystko wydarzenia rozwijają się wartko, choć, no właśnie, przewidywalnie. Przewidywalni są też Adelajda i George. Wiemy, że Adelajda na każdy przejaw uczuć cała się zacuka i wybuchać będzie śmiechem cokolwiek końskim, a George będzie udawał swą namiętność jak amant z wodewilu. Tak to trwa przez pierwszą część, ale po przerwie wiele się zmienia.

Jak zaczynają biec wydarzenia, opowiedzieć nie mogę, bo ciężko bym zgrzeszył wobec przyszłych widzów. Karoline Leach tak ułożyła kryminalne wypadki, że od pewnego momentu publiczność naprawdę nie wie, jak się to wszystko skończy, a finał jest zaskoczeniem całkowitym.

Największą niespodzianką jest jednak przemiana Adelajdy. Magdalenie Smuk udało się pokazać już nie zbiór staropanieńskich nałogów, tylko prawdziwą, z krwi i kości, energiczną i wiedzącą czego chce kobietę. I kochającą... To pełnowymiarowa dramatyczna rola, szyld teatru tylko muzycznego nie ma tu nic do rzeczy.

Magdalena Smuk studiowała aktorstwo w działającym przy teatrze studium w latach, gdy kierował nim reżyserujący "Tajemniczego Mr Love\'a" Henryk Rozen. Piękne to były czasy, gdy spektakle dyplomowe studium stawały się małymi wydarzeniami. Premiera "Tajemniczego Mr Love\'a" te piękne czasy przypomina. Przypomina też, że w aktorach Teatru Muzycznego tkwi niewykorzystany potencjał i że mają możliwości większe niż prezydenckie, bo mogą nie tylko "zatańczyć i zaśpiewać".

Rozen raz już reżyserował sztukę Leach w teatrze w Rzeszowie. W Gdyni postawił na teatralną rzetelność - i na tym wygrał. Trudno mówić o "Tajemniczym Mr Love" w kategoriach wielkiego wydarzenia, ale to kawałek przyzwoitego teatru, który nie wstydzi się bawić widza dobrze podaną i mądrą rozrywką.
I widz to kupi. Jestem o powodzenie sztuki spokojny.

Jarosław Zalesiński
POLSKA Dziennik Bałtycki
23 marca 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia