Co to za bohater?

"Zupa rybna w Odessie" - reż. Julia Mark - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana

Mój dziadek znał Karskiego - mówi ze sceny Sebastian Ryś, odwołując się do biografii słynnego emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego i akcji "S", dzięki której Jan Karski został uratowany. Z rąk gestapo odbili go w 1940 roku członkowie AK pod dowództwem Zbigniewa Rysia. Uratowali jego misję, płacąc za to wysoką cenę. "Świat" nie chciał uwierzyć świadectwu Karskiego i nie zareagował na masową zagładę w obozach koncentracyjnych. To są fakty. Licentia poetica pozwala na odstępstwa w ich opisie. Gdyby Karskiemu się udało, to mielibyśmy zupełnie inną demokrację i o tym, jak wyglądałby świat, w którym Jan Karski jest bohaterem-celebrytą, opowiadają twórcy spektaklu "Zupa rybna w Odessie".

Autorem scenariusza jest Szymon Bogacz. Reżyserem - Julia Mark, która na płockiej scenie zrobiła w 2012 roku spektakl Trzech mężczyzn w różnym wieku. W sztuce składającej się z trzech monodramów napisanych przez Bogacza Sebastian Ryś zagrał postać "S.B" i dobrze poradził sobie z długim tekstem. Udana współpraca sprawiła zapewne, że troje twórców spotkało się ponownie, tym razem proponując widzom tekst luźno oparty na historii autentycznej osoby, właściwie - wykorzystujący tylko prawdziwą osobę do przedstawienia "innej możliwej wersji wydarzeń". Wersji, dodajmy, o wiele bardziej optymistycznej.

Kim jest nowy Karski? Eleganckim panem, który swobodnie podróżuje po świecie od Odessy do Nowego Jorku. Ludzie znają go z filmów, komiksów i ponad trzydziestu sztuk wystawionych na Broadwayu. Można zafundować sobie nawet wycieczkę szlakiem Karskiego do Paryża i poczuć się jak słynny kurier. Karski ma własny stolik w ulubionej restauracji w Odessie - polskim mieście, gdzie często udaje się, aby zjeść pyszną zupę rybną. O ten stolik kłóci się jeden z gości, który nie wierzy w jego bohaterstwo. Co to za bohater? - zastanawia się. Trzeba go sprawdzić, prześwietlić, zweryfikować! - postuluje.

W spektaklu czas cofa się w przeszłość. Widzimy Adolfa Hitlera, sekretarkę Roosvelta, której nie interesują "rewelacje" Karskiego, jednego z pasażerów wagonu jadącego do Treblinki. Przejmująco brzmi monolog więźnia skazanego na zagładę w obozie. Ale kto uwierzy w tysiące zagazowanych ludzi? Nawet my współcześni nie bardzo wierzymy w tę masową egzekucję.

Wszystkie te historie, miejsca, postaci opowiedziane są z poziomu jednego krzesła. Aktor ma do dyspozycji jeszcze torbę podróżną, która naturalnie staje się jakby wehikułem przenoszącym widza z miejsca do miejsca. Sebastian Ryś jest aktorem odważnym, gra emocjonalnie, całym sobą, a trudność polega na tym, że wciela się w wiele postaci. Robi to dobrze. Jest odważny i konsekwentny. Poradził sobie z monodramem - formą zarezerwowaną dla aktorów z większym doświadczeniem. Spektakl, chwilami ironiczny, chwilami refleksyjny, ubarwiają wstawki multimedialne z nagraniami archiwalnymi m.in. z getta. Jeden szkopuł: czy z tych fragmentów widz potrafi ułożyć czytelną historię Karskiego?

"Zupa rybna w Odessie" była pokazywana w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi i w ramach Płockich Dni Żydowskich i Dni Karskiego w Muzeum Żydów Mazowieckich.

Lena Szatkowska
Tygodnik Płocki
22 października 2014

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...