Co zobaczymy w Teatrze Szekspirowskim w 2019 roku?

Rozmowa z profesorem Jerzym Limonem.

Naszym głównym wydarzeniem będzie oczywiście Festiwal Szekspirowski. Chcemy zaproponować kilka przedstawień sztuk, które powstały za życia Szekspira, napisanych przez dramatopisarzy z różnych krajów. Na projekt "Shaking the Walls" dostaliśmy z Unii Europejskiej 200 tys. euro. Prawda jest taka, że niestety jesteśmy całkowicie lub niemal całkowicie uzależnieni od finansowania zewnętrznego

Z profesorem Jerzym Limonem, dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, rozmawia Łukasz Rudziński.

Łukasz Rudziński: Jak rysują się plany repertuarowe Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego w 2019 roku?

Jerzy Limon: - Muszę zastrzec, że w dużej mierze mogę opowiadać o marzeniach - tym, co chcielibyśmy zrealizować, ale z zastrzeżeniem, że nasze plany w głównej mierze uzależnione są od wsparcia. Sami nie damy rady zrealizować zakładanego programu. Złożyliśmy wiele wniosków - przede wszystkim do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale zabiegamy też o środki unijne i fundusze norweskie. Dlatego trudno cokolwiek zaplanować z wyprzedzeniem. Ponadto, sytuacja związana ze zmianą stawek godzinowych, wysokości płacy minimalnej wraz ze spodziewaną zmianą taryfy za prąd dla instytucji, wywołuje nasz głęboki niepokój. Z dotacji podmiotowej, jaką otrzymujemy od samorządu województwa pomorskiego i miasta Gdańska, na działalność właściwie nam nic nie zostanie.

Jakie w tej sytuacji są pewne tegoroczne punkty programu teatru?

- Naszym głównym wydarzeniem będzie oczywiście Festiwal Szekspirowski. Na jego realizację mamy środki z wieloletniego grantu MKiDN oraz własną rezerwę budżetową. Zapowiada się on nie mniej ciekawie niż w ubiegłym roku, bo formułę festiwalu planujemy nieco rozszerzyć. Dodajemy nurt okołoszekspirowski - chcemy zaproponować kilka przedstawień sztuk, które powstały za życia Szekspira, napisanych przez dramatopisarzy z różnych krajów.
Mamy na oku przedstawienie chińskie ("Sen Hamana"), chorwackie ("Rzymska kurtyzana") czy spektakl Teatru Polskiego w Warszawie - "Szkoda, że jest ladacznicą" Johna Forda w reż. Dana Jemmetta. Będzie też angielska sztuka Francisa Beaumonta "Rycerz korzennego tłuczka" - dramat heroikomiczny pełen aluzji i żartów erotycznych w wykonaniu cenionego zespołu Cheek by Jowl z Londynu. Oprócz tego zaprezentujemy oczywiście spektakle w nurcie głównym i SzekspirOFFie. Odbędzie się również Konkurs o Złotego Yoricka.

Widzowie Teatru Szekspirowskiego co roku mogli uczestniczyć w wydarzeniach cyklu "Teatry Europy". Wielu czeka na wznowienie cyklu "Teatry Polskie". Doczekają się?

- Odpowiedź jest twierdząca tylko w przypadku "Teatrów Europy". Wiemy już, że ministerstwo przyznało nam dotację na ten cel na 2019 i 2020 rok na poziomie 200 tys. zł, co zabezpiecza najbliższą przyszłość tego cyklu, choć w niepełnym zakresie - konieczne jest wsparcie z innych źródeł i rozmowy z naszymi zagranicznymi partnerami przy podziale kosztów. Na przełomie maja i czerwca planujemy wspólnie z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie zorganizować Tydzień Białoruski. W drugiej połowie roku czeka nas także Tydzień Austriacki. Stale mamy oferty poszerzania naszej oferty o propozycje z Azji. Chiny reprezentować będzie wspomniany spektakl na Festiwalu Szekspirowskim. Prawdopodobnie uda nam się również sfinalizować w tym roku Tydzień Japoński, nad którym pracujemy już od pewnego czasu.

W przypadku spektakli polskich szanse na ich prezentacje są mniejsze?

- Chcielibyśmy zaprezentować najnowszy polski teatr, realizowany przez młodych, wyróżniających się reżyserów. Projekt ten zatytułowaliśmy "i język lata...". W jego ramach chcemy zaproponować spektakle Magdy Szpecht, Jędrzeja Piaskowskiego, Anny Karasińskiej, Wojtka Ziemilskiego, Weroniki Szczawińskiej, Izy Szostak, Marty Ziółek czy Krzysztofa Garbaczewskiego. Wniosek nie dostał dofinansowania, ale odwołujemy się wierząc, że zostanie on rozpatrzony pozytywnie. Podobnie jest w przypadku projektu "DzidziWidzi - wielki teatr dla najmniejszych widzów". Mamy upatrzone dwa teatry, realizujące przedstawienia dla maluszków. To jednak kolejne z naszych przedsięwzięć uzależnione od środków z zewnątrz i jego przyszłość zależy w dużej mierze od wyników procedury odwoławczej programu MKiDN.
Pewna jest za to kontynuacja prezentacji dyplomów szkół teatralnych w cyklu "Dyplomy Teatralne w GTS". Bywa, że są to bardzo udane przedstawienia, które szybko schodzą z afisza. Wiemy, że dla młodych aktorów występ w Teatrze Szekspirowskim będzie fantastycznym doświadczeniem, co obserwowaliśmy zeszłego lata, gdy pokazaliśmy dyplomy z Gdyni i Olsztyna. Pierwszym z tegorocznych spektakli dyplomowych będzie grane u nas 14 lutego "Przebudzenie" Teatru Collegium Nobilium w Warszawie, działającego przy Akademii Teatralnej. Kolejne dwie propozycje czekają nas w marcu: 9 marca pokażemy "Pomysłowe mebelki z gąbki" - dyplom studentów Wydziału Aktorskiego PWSFTViT w Łodzi, a 17 marca nasi widzowie zobaczą "Hen, O końcu" studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie.

Jakie jeszcze atrakcje czekają nas w najbliższym czasie?

- Realizujemy projekt związany z rocznicą rozbiórki Wielkiej Synagogi w Gdańsku. Obserwujemy, że najmłodsze pokolenia niewiele lub nic nie wiedzą o losie Żydów i o Polsce wielonarodowej. Odchodzi pokolenie, które pamięta wojnę, a wraz z nim odchodzi też pamięć o tamtych czasach. Przed naszym teatrem stoi model dawnej synagogi. Przypomnijmy, że 15 kwietnia 1939 roku odbyło się tam ostatnie nabożeństwo, a już 2 maja 1939 roku ówczesne władze Gdańska rozpoczęły jej rozbiórkę.

Dla młodych ludzi sprawy te stały się tak odległe, jak dramat zsyłek na Syberię, a przecież dzięki pamięci uczymy się przestrzeni historycznej. Dzięki temu człowiek potrafi umieścić się w jakimś ciągu wydarzeń historycznych. Chcemy powiązać rocznicę rozbierania synagogi z historią miejscowych Żydów, pamięcią o nich oraz wydarzeniami marca 1968 roku, którego 50. rocznica zmobilizowała środowisko teatralne - powstało kilka znaczących przedstawień. Chcielibyśmy pokazać publiczności kilka z nich, m.in. "Golema" w reż. Mai Kleczewskiej, "Matki" w reż. Pawła Passiniego i "Kilka obcych słów po polsku" w reż. Anny Smolar.

Niedawno pozyskaliście środki na międzynarodowy projekt "Shaking the Walls".

- Dostaliśmy na niego z Unii Europejskiej 200 tys. euro, ale trzeba pamiętać, że to budżet całego projektu dla pięciu zaangażowanych w niego instytucji. Oprócz Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, który jest jego liderem, będą to partnerzy z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Czech oraz Islandii. Mur, do którego nawiązuje tytuł projektu rozumiany jest jako mur niewiedzy, niezrozumienia, obojętności. Dla nas przeznaczona jest część tych środków, za które latem w 2020 roku zorganizujemy finał całego przedsięwzięcia. Chcemy wykorzystać wtedy mur okalający nasz teatr, ukazując, jak wszystkie zaangażowane w projekt kraje rozumieją te "mury" w swoim kontekście. Zaprosiliśmy do współpracy Wojciecha Kościelniaka, który zgodził się wyreżyserować i zintegrować finał bez ingerencji w dzieła poszczególnych krajów. Przy okazji zrealizuje on własną wizję "muru", wykorzystując możliwości naszego teatru.
Złożyliśmy również wniosek o finansowanie z funduszy norweskich wspólnie z Czechami, Serbią i Islandią na wieloletni projekt "Art and prejudice", czyli "Sztuka i uprzedzenie" - o odpowiedzialności w świecie pogrążonym w rosnącym chaosie. Czekamy na jego rozstrzygnięcie. Ponadto prężnie działa nasza scena muzyczna. Przykładowo koncert Wardruny wyprzedał się w dwa dni. Bardzo ciekawe mniej znane zespoły można zobaczyć w ramach projektu "Scena odkryć". Mamy również mnóstwo działań edukacyjnych, częściowo wspieranych przez zaprzyjaźnione firmy lub fundacje. Wymienić można choćby kontynuacje "Teatralnego Pasjansa" czy "Chemii teatru".

Zaprosicie publiczność na swój spektakl w okresie wakacyjnym?

- Bardzo byśmy chcieli, ale znów wszystko rozbija się o finanse. Nowych koprodukcji nie przewidujemy, bo nie mamy na to środków. Nie możemy też wznowić "Zakochanego Szekspira", bo nie stać nas na odnowienie licencji. Zresztą, samo przedstawienie jest bardzo drogie w eksploatacji. Rozmawiamy z Teatrem Wybrzeże, by pokazywać latem u nas "Wesołe kumoszki z Windsoru". Prawda jest taka, że niestety jesteśmy całkowicie lub niemal całkowicie uzależnieni od finansowania zewnętrznego. Dlatego przy wielu naszych projektach planowanych w 2019 roku wciąż trzeba stawiać znak zapytania.

___

Jerzy Limon - anglista, literaturoznawca, pisarz, tłumacz i teatrolog, profesor nauk humanistycznych, inicjator i dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
5 lutego 2019
Portrety
Jerzy Limon

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...