Cud Kany

o założycielu Teatru Kana, Zygmuncie Duczyńskim

Był dumny z nazwy swojego teatru. Kana kojarzy się nie tylko z cudem przemienienia wody w wino przez Chrystusa, ale także ze szczęśliwością i czerpaniem radości z życia. Założyciel szczecińskiego Teatru Kana Zygmunt Duczyński z pewnością wypełnił ją ideą, treściami i emocjami, które przyniosły sukces. I choć nie żyje już od ośmiu lat, to dzięki swoim dokonaniom ciągle jest w nim obecny

Nie dziwota, że członkowie teatru, który dzięki Duczyńskiemu, jego współpracownikom i kontynuatorom zyskał ważne miejsce w życiu kulturalnym Szczecina, postanowili przypomnieć jego postać. Zrobili to najlepiej jak można, czyli pokazując wyreżyserowany przez niego kultowy spektakl "Moskwa - Pietuszki", który powstał na kanwie powieści Wieniedikta Jerofiejewa, jednego z najbardziej cenionych przez Duczyńskiego autorów. Spektakl ten zgarnął szereg cennych nagród, między innymi na prestiżowym Światowym Festiwalu Sztuki w Edynburgu, pokazywany był w wielu światowych metropoliach i zyskał uznanie nie tylko widzów, ale także wymagającej krytyki. Obok "Nocy" (również na podstawie dzieła Jerofiejewa) jest chyba największym dokonaniem założyciela i reżysera teatru.

Po dwudziestu latach od głośnych sukcesów tych spektakli "Moskwę -Pietuszki" przypomniał w Kanie Jacek Zawadzki, były aktor szczecińskiego Teatru Współczesnego, który dzięki Zygmuntowi Duczyńskiemu zagrał jedną ze swoich najgłośniejszych ról w karierze. W sobotni wieczór 15 marca widownia Kany pękała w szwach. Widzowie chcieli zobaczyć kultowy spektakl, dlatego każdy skrawek wolnej przestrzeni, łącznie ze schodami, był szczelnie wypełniony. Jacek Zawadzki zagrał, jak zwykle zresztą, świetnie, zebrał zasłużone brawa, a po spektaklu pozwolił sobie na parę słów refleksji, które dotyczyły nie tylko współpracy z twórcą teatru, ale także dwudziestej rocznicy edynburskich sukcesów i trzydziestej... od czasu ukończenia przez niego szkoły teatralnej.

Obecny szef Kany - Dariusz Mikuła po spektaklu podzielił się refleksją na temat aktualnego, związanego z wydarzeniami na Ukrainie, wydźwięku spektaklu. Bo jest w nim mowa i o Kremlu, i o tajemnych mocach.

W sobotni wieczór widzowie mieli okazję zobaczyć film pt. "Droga ku światłu", w którym o swojej teatralnej i życiowej drodze opowiada sam Zygmunt Duczyński. Zabawne było to, że początkowo jego autorstwo przypisano dziennikarzowi TVP Szczecin, Grzegorzowi Fedorowskiemu, który jednak go nie zrealizował, chociaż o szczecińskim teatrze za pomocą kamery wielokrotnie opowiadał. Napisy końcowe wskazały, że film dwadzieścia lat temu zrealizowała Małgorzata Pieleszek. Jego wartością są bez wątpienia dokumentalne zapisy wypowiedzi reżysera, a także rejestracje fragmentów "Moskwy - Pietuszek" sprzed dwóch dekad. Zawadzki fizycznie się zmienił, ale i wtedy, i dzisiaj zagrał ten spektakl znakomicie.

Warto dodać, że w wieczorze wspomnień o Duczyńskim ważną rolę odegrali też jego muzyczni przyjaciele i współpracownicy - Marek Kazana i Ryszard Wilk, którzy w Piwnicy Kany zagrali free jazzowy koncert.

Marek Osajda
Kurier Szczeciński
18 marca 2014

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...