Cuda na jarmarku

"Jarmark cudów" - reż. Wiesław Hołdys - Teatr Mumerus, Muzeum Etnograficzne w Krakowie

Dziwne jakieś lata,
Alboć koniec świata,
Albo już bieg słońca
ustanie do końca.
(Pieśń dziadowska)

Miałem wtedy, nie pamiętam dokładnie, ale około 10 lat. Mama zabrała mnie na Święto Zmarłych do Żywca. Było już ciemno, na cmentarz wchodziło się przez oświetloną setkami świec bramę, pełną dziadów i dziadówek, a każdy z postawionym przed sobą garnuszkiem na datki, który zapewniał - dzięki kontaktom owych dziadów ze światem zmarłych - ochronę przed nieszczęściami w następnym roku. Tak mi to przynajmniej wtedy w Żywcu, mieście rodzinnym mojej Mamy przedstawiano.

Potem już jako kilkunastoletni młodzieniec wybrałem się do Kalwarii Zebrzydowskiej, raz na sierpniowe święto Matki Bożej Kalwaryjskiej w 1974 r., drugi raz w Wielki Piątek 1978 r. na Misterium Męki Pańskiej. I znowu spotkałem ich, dziadów - tym razem w wersji wczesno-wiosennej i letniej: w kapeluszach z muszelkami, obwieszeni świętymi obrazkami i dzwonkami mamrotali jakieś niezrozumiałe w większości modlitwy. Albo - jak podczas Misterium - jeden z nich zafascynowany przedstawieniem Męki Pańskiej, a w szczególności biczowaniem zwrócił się do drugiego: "Patrz, Józuś, jak te skurwysyny naszego Pana Jezusa męczą". Właściwie nie pamiętam dokładnie, co oni robili, ale pamiętam, że byli, szczególnie na odpustach, przydrożnych kapliczkach, barze mlecznym naprzeciw dworca w Bielsku - Białej, krakowskich Plantach. Kilka tych samych twarzy widziałem w różnych miejscach. Dziady - gatunek już zupełnie wymarły, a przecież nie tak dawno, jeszcze czterdzieści - pięćdziesiąt lat temu istniejący, szczególnie na wielokulturowym pograniczu Małopolski i Śląska Cieszyńskiego.

Pod koniec 2007 roku otrzymałem od władz samorządowych Województwa Małopolskiego propozycję, abym zrobił w Teatrze Mumerus spektakl z okazji Święta Europy. Jako temat zaproponowałem właśnie owe dziady na jarmarku, gdyż wydawało mi się, że to jest jeden ze środkowoeuropejskich wkładów w cywilizację Europy. Projekt nazwałem "Jarmarkiem cudów" z nadtytułem "Mit środka Europy". Ważnym motywem przejawiających się we wspólnym dziedzictwie Środkowej Europy jest motyw wędrówki: peregrynacji i pątnictwa od jarmarku do odpustu i z powrotem odbywanej przez wędrownych kuglarzy, magów, pielgrzymów i żebraków. Granice pomiędzy tymi profesjami powinny być płynne i zacierać się. Projekt miał być wieloetapowy - począwszy od prób profesjonalnego spektaklu Teatru Mumerus, warsztatów młodzieżą polską i czeską, pokazu w Nowym Sączu i w Krakowie wspólnego spektaklu powstałego w wyniku owych prób i warsztatów w wykonaniu polsko czeskiej - grupy (naszym partnerem na tym etapie była Vyšší odborná škola herecká - Wyższa Zawodowa Szkoła Aktorska z Pragi) i następnie premiery i pokazów spektaklu Teatru Mumerus w dwóch wersjach - plenerowej i granej w Teatrze Zależnym. Moja odpowiedź na propozycję Województwa Małopolskiego została zaakceptowana i Województwo przyznało nam bardzo przyzwoitą dotację na ten cel. Dotację przyznało nam jeszcze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz program Unii Europejskiej "Młodzież w działaniu". Pracowaliśmy więc w komfortowych warunkach finansowych nie musząc (jak to często bywa) przykrawać naszej wyobraźni do ograniczeń natury pieniężnej. Cuda zdarzają się nie tylko na jarmarku. Rzadko, ale się zdarzają.

Rozgrywając akcję na jarmarku chcieliśmy nawiązać do konwencji teatru wędrownego, kuglarsko-pantomimicznego. W wersji plenerowej rozegraliśmy akcję na kilku estradach, nawiązując w ten sposób do powstałej w późnym średniowieczu i rozwijanej przez następne stulecia przestrzenie zabudowanej mansjonami - rodzajem estradek, najczęściej budowanych na drewnianych wozach (my też taki wóz, autentyczny, kupiony pod Kalwarią Zebrzydowską użyliśmy w spektaklu) bądź też po prostu na solidnych stołach, takich jak w karczmie. Była też estrada w formie beczki, a inna - noszona na plecach.

Od początku przyjęliśmy założenie "teatru w teatrze" polegające na tym, że aktorzy grają trupę wędrownych kuglarzy - aktorów - żebraków (granice pomiędzy tymi profesjami powinny być płynne i zacierać się), którzy z kolei przedstawiają publiczności swój spektakl. W dodatku w tym spektaklu postaci z żywego planu są parodiowane przez kukiełki. Podstawą gry aktorskiej miała być błyskawiczna metamorfoza; na przykład z nawiedzonego dziada w diabła.

W scenariuszu stworzyłem następujące postaci:
DZIAD PRZEWODNIK (zagrał go Robert Żurek)– wyposażony w obfite instrumentarium dewocji – ogromny różaniec, dyscyplinę z zakrwawionymi końcami. Mistrz iluzji, oszustwa i hipokryzji, opowiada o strasznych sprawach czynionych przez diabły i czarownice, jednocześnie sprzedając remedia na nie. Umie urzekać ludzi swoim wdziękiem – w szczególności kobiety, jako że z każdą z bab ma kilkoro dzieci, a na każdym z jarmarków pozostawia brzemiennymi co najmniej trzy dewotki. Właściciel przenośnego straganu z remediami. I nie wiedzieć czemu, od czasu do czasu wystaje mu kosmaty ogon. Sam mówi o sobie: " Boga chwalę, lud zwołuję, demonów odpędzam, mgłę rozpraszam i zmarłych opłakuję!"

DZIAD DZIWADŁO (Karol Zapała) – Przybył z Czech albo Moraw. Właściwie nazywa się z czeska Divadlo czyli Teatr. Na plecach ma garb, który po zdjęciu okrywającego go płaszcza okazuje się być scenką kukiełkowego teatrzyku. W tym teatrzyku ostatnią postacią będzie Śmierć (w formie laleczki) - można więc powiedzieć, że Dziwadło nosi własną śmierć na plecach.

Były też BABY. Wszystkie obdarzone „urocznymi oczyma", to znaczy, że – jak mawiali Ślązacy – „umią ciepać uroki". Umiejętność ta służy im zarówno do żebractwa i handlu, jako że swoimi oczami umieją zaczarować kupującego, jak i do uprawiania swoich niecnych praktyk: konszachtów z diabłem, lotów na Łysą Górę, zamawiania chorób itp.

BABA ZMORA (Olga Przeklasa) - nie ma co gadać i udawać, od początku wiadomo, że to czarownica. Jest to postać fizyczna i duch w jednej osobie. Gdy duch od ciała umyka Baba Zmora zamiera, powtarzając w kółko wierszyki Józefa Baki (jako, że kiedyś w nocy wyssała duszę z ciała owego księdza – poety):
"Kto ceni, lub mieni
Śmiecisko, świetlisko.
Że tu dobrze, mało wiele,
Chyba świadczy mądre cielę".
BABA KAŁWICA (Anna Lenczewska) – co do niej nie wiadomo, czy jest czarownicą czy też podstępnym sługą kościoła. Wiadomo, że najchętniej oddaje się szatanowi, który obiecał jej za to dać jagiełek z masłem.

BABA OBRAŹNIK (Beata Kolak w dublurze z Anną Nowicką).Czasami bywa ślepa. Cały czas coś udaje - w związku z czym nie wiadomo, kim naprawdę jest. Ona zresztą też tego nie wie. Udaje ślepotę, mężczyznę albo kobietę, diabła i anioła. Wszyscy udają, ale ona robi to najlepiej. Właścicielka straganu z obrazami.

Aktorzy animowali też kukiełki – zrobione ze szmat, przedstawiane w noszonym na plecach teatrzyku Dziada Dziwadło. Teatrzyk ten jest zresztą rodzajem błazeńskiego odbicia tego, co się wśród działających Dziadów – Kuglarzy odbywa i przez cały czas służy komentowaniu akcji. Pokazywały się następujące postaci w formie kukiełek: Nędza , Bida, Mnich, Baba, Diabeł, Śmierć.

Jako materiału literackiego użyłem przede wszystkim tekstów pochodzących z kręgów kultury sowiźrzalskiej: "Komedyja rybałtowska nowa", "Lament chłopski na te lata", "Marancyja", "Nędza z Bidą z Polski precz idą", "Peregrynacyja dziadowska", "Tragedyja żebracza". Zaliczane do literatury staropolskiej pochodzą z XVI i XVII wieku. Literatura sowiźrzalska, traktowana nieco marginalnie bardzo nadaje się do teatru, gdyż jest dosadna, dowcipna (nieraz wręcz rubaszna), a także zawiera elementy metafizyczne. Jako skierowana do plebejskiego odbiorcy jest prosta i zrozumiała w odbiorze. W dodatku będąc satyrycznym odbiciem owych czasów jest także realistyczna. A tekst "Peregrynacja dziadowska" jest uznawany przez niektórych badaczy kultury jako dość wierny zapis etnograficzny obyczajów panujących wśród ówczesnych żebraków.

Większość z nich to teksty rymowane - a że miałem wystarczającą ilość środków mogłem zaproponować Barbarze Zawadzkiej (znakomitej kompozytor, z którą rozpocząłem współpracę w 1978 roku i która napisała muzykę do kilkunastu przedstawień w mojej reżyserii zrealizowanych w różnych teatrach w całej Polsce) stworzenie muzyki do części z tekstów, tak aby mogły być śpiewane. Kompozytorka napisała muzykę bardzo zróżnicowaną, dynamiczną i współcześnie brzmiącą, która była wykonywana na żywo przez kwartet w następującym składzie: kontrabas, perkusja, klarnet / saksofon sopranowy, akordeon. Tak więc powstało coś na kształt opery żebraczej.
Wykorzystałem w scenariuszu również protokoły postępowań sądowych w sprawach o czary z XVII - XVIII w. Scena egzorcyzmów oparta była na relacji Ignacego Chodźko, zawartej w książce "Domek mojego dziadka".

Kluczowa w scenariuszu była jedna z końcowych kwestii:
"Jakby to złe odpędzić, żeby nie szkodziło;
Trudno to już umorzyć, co się urodziło."
Co miało znaczyć, że iluzja stwarzana przez Dziadów sprzedających na jarmarku różańce, medaliki, paciorki, korale fałszywe, tasiemki, wstążeczki, pęki obwarzanków nanizane na sznurki wraz z papierowymi kokardami, blaszane świstawki w kształcie koguta, gliniane gwizdki, drewniane trąbki i pukawki, wiatraczki, gromnice i świece, pierścionki ze szklanym oczkiem, papierowe kwiaty z barwionych piór ptasich, diabła schwytanego na powróz, obrazy odpędzające demony, lalki mylące zmory, mandragorę spod szubienicy wraz z penisem wisielca, dziwotworki, agnuski poświęcone przez papieża, pierścienie na płanetniki, proszek na kostuchę i miotły na demony - otóż to złe w formie iluzji stało się rzeczywistością: diabeł ukazał się we własnej postaci, demony i zmory zmaterializowały się, a nawet pojawiła się kostucha. Jedynym sposobem na odpędzenie tego "złe" są remedia, czary i zaklęcia - a więc znów stwarzanie iluzji. Dialektyka jarmarku cudów.

Scenografię, kostiumy i lalki zaprojektował Jan Polewka, który także własnoręcznie namalował tryptyk przedstawiający piekło oraz horyzont przedstawiający ziemię (wykorzystany w przenośnej scence teatru lalkowego). On też zaprojektował plakat do spektaklu, natomiast plakat do Święta Europy w formie fotograficznego kolażu stworzyła Ewa Natkaniec.

Pierwszy pokaz naszego projektu połączony z warsztatami teatralnymi odbył się w maju 2008 w Miasteczku Galicyjskim w Nowym Sączu. Spektakl wzbogacony był o sceny walki o kaszankę i paktowania Fausta z diabłem w wykonaniu naszego czeskiego partnera - Wyższej Zawodowej Szkoły Aktorskiej z Pragi. Liderem czeskiej grupy był reżyser Jan Prokeš. Na spektakl zaprosiliśmy również modlących się pod pobliską kapliczką przydrożną - przyszli, obejrzeli, a zapytani o opinię powiedzieli, że był to "uśmiechnięte" przedstawienie.

W kilka dni później to samo pokazaliśmy w krakowskiej Willi Decjusza w ramach organizowanego przez Województwo Małopolskie Święta Europy. Zdjęcia Ilji van de Paverta ze spektaklu w Willi Decjusza można zobaczyć pod linkiem:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157715507055398/with/50231961676/

W lipcu 2008 roku daliśmy premierę spektaklu Teatru Mumerus "Jarmark cudów" (już bez udziału partnera czeskiego) na dziedzińcu Muzeum Etnograficznego w Krakowie, gdzie zagraliśmy go jeszcze kilkanaście razy. Zdjęcia ze spektakli w Muzeum Etnograficznym autorstwa Krzysztofa Zembrzuskiego można zobaczyć tutaj:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157715496848918/with/50229102327/.
Podczas spektakli odbywanych w plenerze widzowie nie siedzieli na swoich miejscach, tylko podążali za zmieniającymi się miejscami akcji.

Natomiast jesienią 2008 roku spektakl przenieśliśmy do sali Teatru Zależnego mieszczącej się w piwnicy przy ul. Kanoniczej w Krakowie. W tym wypadku musieliśmy inaczej zagospodarować przestrzeń sceniczną - tak więc początek, właściwy jarmark rozegraliśmy w foyer, gdzie widzowie - podobnie jak w plenerze podążali za zmieniającymi swe miejsca aktorami. Natomiast drugą część, czyli grę pomiędzy Dziadami a Babami rozegraliśmy już na właściwej scenie, a publiczność siedziała na widowni. Istotny był dla nas moment przejścia pomiędzy tymi dwoma przestrzeniami: w czasie scenicznym jarmark w foyer odbywał się w dzień - i był dość jaskrawo oświetlony, natomiast akcja na scenie odbywała się nocą, w porze gdy materializują się zmory, opętania, sabaty, widma i szaleństwa - tu użyliśmy bardzo skąpego światła odbijanego od drewnianych powierzchni podestów, ceglanych i kamiennych ścian i jutowych kurtyn, a także świec. Zdjęcia ze spektakli w Teatrze Zależnym autorstwa Artura Łobody można zobaczyć tutaj:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157715495541147/with/50227790228/

I tak, wzorem dziadów-kuglarzy nasza trupa przez ponad cztery lata od późnej wiosny do wczesnej jesieni peregrynowała w plener Muzeum Archeologicznego, Willi Decjusza, a nawet Ogrodu Pielgrzyma w Wadowicach (w bezpośredniej bliskości domu, w którym wychowywał się Karol Wojtyła); a od późnej jesieni do wczesnej wiosny skrywała się w piwnicy Teatru Zależnego - grając blisko 40 razy spektakl "Jarmark cudów".

"Gdzież się one czasy podziały,
Kiedy kiełbasy po świecie latały?"
Pieśń dziadowska
__
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Wiesław Hołdys
Dziennik Teatralny
18 sierpnia 2020

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Proces
Pia Partum
19 stycznia 2019 roku na scenie pojaw...