"Cudze chwalicie, kupca nie znacie"

"Kupiecz" - spektakl/wykład Pawła Sztarbowskiego i Michała Zadary

Na samym początku przyznam się szczerze, że idąc na spektakl- wykład dotyczący "Kupcza" nie miałam bladego pojęcia co to jest i czego mogę się spodziewać. Zaintrygowała mnie forma przedstawienia, ponieważ nigdy dotąd nie spotkałam się z taką hybrydą jak ta, jaką zaserwowali nam autorzy pomysłu, czyli Paweł Sztarbowski i Michał Zadara.

„Kupiecz” to zapomniany i nigdy nie wystawiony dramat autorstwa Mikołaja Reja. Po raz pierwszy został wydany w 1549 roku, zaś pełny tytuł dzieła brzmiał: „Kupiecz, to jest Kstałt a podobieństwo Sądu Bożego ostatecznego”. Po wielu latach badacze twórczości pisarza odnaleźli zapisane drobnym maczkiem pergaminy, na których to znajdował się tenże dramat. Zaczęto dywagować z dotychczasową wiedzą na temat Reja, jego światopoglądu, przekonań i warsztatu. Motyw nieznanego „Kupcza” przewijał się jednak bardzo rzadko, teoretycy nie dociekali, abstrahowali od tego niezbadanego fragmentu pisarskiego życiorysu twórcy.   

Teraz sytuacja uległa zmianie - dwójka młodych, zdolnych i ambitnych autorów postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i rozłożyć „Kupcza” na czynniki pierwsze. Wyniki swoich obserwacji, badań nad literaturą i swoistej wiwisekcji dramatu zaprezentowali 27 lutego szczecińskiej publiczności na deskach Teatru Małego, w kameralnej kawiarniano- artystycznej atmosferze. Okazało się, że zarówno Sztarbowski jak i Zadara stanowczo odradzają ewentualnej lektury opisywanego dramatu (piszę „ewentualnej”, bo zdobycie go graniczy niemalże z cudem), ponieważ jest on potwornie długi i pisany ówczesną polszczyzną, charakterystyczną dla doby renesansu, gdzie poszczególne wyrazy miały zupełnie inne znaczenie od tych, jakie znamy teraz.

O co chodzi w dramacie? Fabuła dość banalna, chciałoby się rzec. Otóż pewnego dnia Bóg spojrzał nieco bardziej krytycznym okiem na dzieło stworzenia i „swój obraz i podobieństwo” człowiekiem zwane; zniesmaczony niedoskonałością ludzi i permanentnym brakiem umiejętności nauki na własnych błędach (zesłał Syna na odkupienie grzechów, a ludzie dalej robią to samo, co przed Mesjaszem- można się wściec), postanowił zakończyć tę zabawę i zwołać Sąd Ostateczny. Dobre anioły przekonały Go jednak, by jeszcze na jakiś czas zaniechał Armagedonu, a teraz zabrał po jednym przedstawicielu z każdej warstwy społecznej i zobaczył jak mają się sprawy wewnątrz cechów i hermetycznych środowisk. Umierają więc kolejno Książę, Biskup, Rycerz i …..tu teoretycznie powinien umrzeć tytułowy Kupiec, ale bynajmniej nie jest mu to w smak. Problem polega na tym, że właśnie się dorobił, stanął na nogi, rozkręcał interes (posługując się dzisiejszym kolokwialnym żargonem) i nagle ma to wszystko tracić? Tu dochodzimy do sedna dzieła. Przez następne setki wersów Kupiec przechodzi wszystkie stadia niemocy: od niepohamowanego gniewu, poprzez złość, ból, płacz, aż do powolnego (tu: bardzo powolnego) godzenia się z tym, co nastąpić musi. W finalnej scenie dramatu Kupiec pogodzony z własnym sumieniem odchodzi. Tyle. 

Prowadzący postawili przed wykładem tezę, że „Kupiecz” jest dramatem niescenicznym i starali się ją nam udowodnić. Mnie przekonali. Nie tylko dlatego, że wystawienie całości tekstu zgodnego z oryginalnym zamierzeniem Reja byłoby niemożliwe do wykonania (autorzy dokonali obliczeń i stwierdzili, że wystawienie „Kupcza” zajęłoby ….. 12 godzin, bez przerwy), ale też dlatego, że poszczególne sceny są po prostu nudne. Kiedy bohater zaczyna umierać, z jego organizmu zaczynają wydobywać się najprzeróżniejsze rzeczy, od katedr począwszy a na misach skończywszy (swoją drogą jestem ciekawa jak Rej chciał to pokazać…). Ma to symbolizować upadek obyczajów, moralności i innych przywar stale zarzucanych człowiekowi. Istnieje pewnie gatunek ludzi, dla których takie sceny są interesujące, ale jestem zdania, że po godzinnym „wypluwaniu katedr” i im by się to znudziło.   

Paweł Sztarbowski i Michał Zadara są co do joty zgodni w jednym- lektura „Kupcza” to ciężka, codzienna, ośmiogodzinna harówka, ponieważ tekst do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych nie należy. Mnóstwo czasu poświęcili na zestawienie słów, odszukanie fragmentarycznych wieści na temat utworu, wreszcie na zestawienie tego w jedną spójną całość, by w ciekawy sposób przedstawić swoje przemyślenia zebranemu audytorium. Forma w której dzielili się z widzami swoją wiedzą była bardzo swobodna. Widać było, że ekspresja jest motorem napędowym działań autorów. Jasno, klarownie i przede wszystkim dowcipnie objaśniali zinterpretowaną fabułę dramatu, tu i ówdzie wlepiając komentarze, którymi zaskarbili sobie sympatię widowni.   

Reasumując- twórcy wykłado-spektaklu założyli sobie próbę odpowiedzi na pytanie (…)” czy i w jaki sposób traktat o zbawieniu pisany na styku średniowiecza i renesansu przez autora mocno zaangażowanego w sprawy reformacji religijnej da się przełożyć na dzisiejsze realia…”. Myślę, że kiedy zdejmie się z „Kupcza” otoczkę religijną, da się zauważyć pewne cechy uniwersalne tegoż dramatu. Każdy z nas zapewne z trudem żegnałby się z życiem, będąc u szczytu kariery, mając zapewniony byt i szacunek najbliższych. Każdy wściekałby się na tą niesprawiedliwość losu, każdy płakałby za utraconą materialną stroną życia i zrobilibyśmy wszystko, by jak najdłużej móc istnieć na tym „padole łez”…  

Brawa należą się autorom za pomysłowość w przedstawianiu dość trudnych w rozumieniu słownym i interpretacji tekstów lekkim i żartobliwym tonem. Spodziewałam się wykładu akademickiego, otrzymałam „Reja bez bufonady”, za co wielkie dzięki! 

Instytut Teatralny im. Z Raszewskiego w Warszawie
gościnnie w Teatrze Małym w Szczecinie
„Kupiecz”- spektakl-wykład Pawła Sztarbowskiego i Michała Zadary
Premiera i jedyny wykład: 27 luty 2009 r.

Małgorzata Maciejewska
Dziennik Teatralny Szczecin
26 marca 2009

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia