Cute (I'm not cute)

"Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" - reż. Paweł Świątek - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Było 17% szans, że spektakl się uda. Dlatego tak mało, że jest jakby odmrożony i jakby odgrzany, bowiem "to już było" - siedem lat temu w tym samym miasteczku na ulicy Jagiellońskiej. Wtedy Świątek miał debiut, który się okazał słynny: "Paw królowej" w Starym Teatrze w Krakowie, do dzisiaj w repertuarze. Też Masłowska, też Pakuła (adaptacja), też Świątek (reżyseria), też strzelanie serią z tekstu. Teraz wraca do korzeni, jakby chciał heroinę znowu zażyć po raz pierwszy, bo pierwszy najmocniej kopie (widziałem na filmie "Inwazja barbarzyńców"). Odważny pomysł, bo przecież nie da się dwa razy nagrać płyty "Bad" Michaela Jacksona, chociaż Miley Cyrus chciała: nie da się powtórzyć wielkiego sukcesu.

Jak się nie da, jak się da? Jeśli się nie da, to Świątek to właśnie zrobił. Wziął te same lub zbliżone składniki i mu znowu wyszło. Podobnie jak Krystian Lupa, który gdy już trafił na tę swoją żyłę złota (Thomas Bernhard), to się dossał i nie puści. Cieszę się szczęściem reżysera Świątka, bo on dość długo chodził w aurze końca - było mówione pośród kolegów, że Świątek się skończył. Pewnie tak mówili z zemsty, że się tak spektakularnie zaczął. Niektórzy twierdzili nawet, że z tym zaczęciem to nie takie pewne. Że "Pawia" to mu dyrektor reżyserował, że aktorzy. Nie wiem, kto reżyserował "Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną" w Teatrze im. Słowackiego, ale wygrał właśnie drugą szóstkę w totka.

Sama autorka to zauważyła i pisze na Fejsie: "Wow, niezły paradoks, że Wojna P-R swojego teatralnego spełnienia doczekuje się po 17 latach od premiery, gdy zdążyła tak się zestarzeć, że zdążyła od nowa się uaktualnić. Błyskotliwa adaptacja Pawła Świątka; ni to Monthy Python, ni to Gombrowicz, ale taki z Lidla z tygodnia literackiego. Zamiast bloków - łany techno-róż, zamiast tępego socjologicznego konkretu - diaboliczne aktorstwo, w którym videoblogerki cwałują z popkami w upiornym korowodzie; śmiech, łzy i kompletny gore. Gratuluję i dziękuję".

Zazwyczaj pisarze nie czają teatru i wystarczy im, że "moje" (por. Twardocha chwalącego "Dracha" w Kato, Szczerka chwalącego "Turbolechitę" w KR, Myśliwskiego chwalącego "Widnokrąg" w Kielcach), jednak Masłowska ma co do samej siebie rację. To jest piąty spektakl w Polsce według tego tekstu, poprzednie grano głównie na Wybrzeżu, skąd jest autorka i jej bohaterowie, i tamtych chyba nie chwaliła.

"Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną". Śmieszna proza, którą fani znają z książki, z audiobooka, z filmu i w ogóle na pamięć - jak to teraz zrobić, żeby śmieszyła naprawdę, nie jak dowcip z brodą? Można wziąć fragmenty tekstu, których nie było w filmie, ale tych, których nie było w książce, wziąć się nie da, bo tam były wszystkie. Masłowska nieśmieszna - jest taka możliwość, ale ja bym nie próbował, bo to jak zrobić Big Maca z jednym tylko burgerem albo post Magdy Gessler z jedną tylko literówką. Świątek bierze znane teksty, również te najznańsze, typu: "Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości: dobrą i złą" - i ma na nie pomysł. Na przykład: wesprzyj się gestem (wiersz Andżeli mistrzowsko wyrecytowany przez Andżelę), rekwizytem, mejkapem, koleżanką, robieniem na drutach, jazdą tyłkiem po podłodze, czym tam masz najlepszego. I w ten najprostszy, najklasyczniejszy teatralny sposób przeleżany, przechodzony tekst - robi się na nowo świeży.

"Przekrój" czytają ludzie kulturalni, więc od razu sobie wyjaśnijmy, że "Wojna polsko-ruska" to spektakl buracki. Nie jest może, jak ja, ze wsi, ale z miasta też nie - prędzej z przedmieścia, z osiedla, z mniejszego ośrodka. Wykorzystuje humor kloaczny, fizjologiczny, z zeszytów, spod budki z piwem, z kibla. Trick polega na tym, że te wszystkie obscena podają anioły, aniołki Charliego - młode urocze aktorki. To samo w South Parku, gdzie przekleństwa, chamskie odzywki i rasistowskie żarty wygłaszają dzieci. Wojna polsko-ruska, o czym sama zawiadamia na stronie teatru, jest spektaklem seksistowskim, ale z wyżej wymienionego powodu - wolno jej. Jeśli się Państwo wybiorą, było ostrzegane.

Spektakl powstał po nic i to jest w nim najważniejsze. Ma być fajny, wulgarny & zabawny, i jest właśnie taki. Wreszcie jakiś teatr, który chce być tylko sztuką, a nie - kurde - "głosem w sprawie". Droga polityko, nie wszystko kręci się dookoła ciebie.

Scenografia głównie z róż, z dużej ich ilości w kolorze czerwonym. Podobno zrzynka z Piny Bausch, por. Nelken (Goździki) i Der Fensterputzer (Myjący okna), ale mnie nie przeszkadza, ładnie przeklejone, Piny nie widziałem, a tutaj pasuje. Róże, choć sztuczne, wyglądają 1) drogo i 2) krucho. Od razu ich szkoda, że będą deptane. Każdy ruch robi się ważny i "obfituje w konsekwencje". Barwy narodowe angielskie: czerwone róże, biała podłoga i białe takie na środku, ni to znicz, ni to kopiec kreta.

Paweł Świątek nie jest zabobonny, lubi liczby parzyste i symetrię. W "Pawiu" obsada była czteroosobowa, tu jest sześciodamska. Każda z pań jest tak zwanym typem, tak zwaną typiarą, ale nie z racji tak zwanych warunków, tylko dzięki stylizacji obejmującej stylizację twarzy (makijaż), stylizację fryzur (fryzura) i stylizację ubrań (stylizacja). Mamy: 1. typ "queen" (Marta Waldera) - korona Fiony na żółtych włosach (nie mylić z blond), kiecka-firanka w butelkową zieleń; 2. typ "princess" (Katarzyna Zawiślak-Dolny) - diadem, kolia, kreacja różowa i rozkloszowana, wsparta na biuście; 3. typ "Ala" (Karolina Kazoń) - błękit biurowy, blond biurowy, ale majtki czerwone, loki ułożone w bułkę; 4. typ "Bolków" (Anna Paruszyńska) - black, white, pink, por. Tola Szlagowska w teledysku Cute (I'm not cute); 5. typ "stary Bolków" (Marta Konarska) - black, black, black; 6. typ "ruda" (Natalia Strzelecka) - gorset, nerka, panterka, dużo siatek z zakupami.

Jak dużo łatwiej wejść w rolę, gdy twoje ciuchy już weszły! Każda z wyżej wymienionych gra parę ról naraz, każda przez moment Silnego, każda narratora (narrator - największy problem w inscenizacji prozy), ale każda ma swoją rolę popisową. Strzelecka króluje jako Arleta w wątkach jedzeniowych, Waldera jako Natasza (narkotyki), Paruszyńska jako Andżela (taki mrok, a taki głosik), Zawiślak-Dolny jako Silny w scenach z Arletą. Jest jeden facet na scenie i jest to szkielet. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że dobry mężczyzna to martwy mężczyzna, taaak? Bo nasze czasy nie znają się na żartach.

Maciej Stroiński
Przekrój online
1 kwietnia 2019
Portrety
Paweł Świątek

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia