Czar tanga na plaży

"W kręgu namiętności" - Tango Piazzolla - reż. J. Opalski - Teatr Miejski w Gdyni

Kompozycje Astora Piazzolli zawierają nutę melancholii, iskry z ognia rozpalonych ciał, rytm, który sam podrywa do tańca. Gdyńska premiera nie jest może tak ognista jak muzyka towarzysząca przedstawieniu, ale za to zapewni przyjemny wieczór.

Geniusz i niezwykłe wyczucie rytmu Astora Piazzolli od dawna zachwyca nie tylko wielbicieli jednego z najbardziej zmysłowych tańców świata - tanga, ale też m.in. twórców teatralnych. W Gdyni niedawno sukces odniósł spektakl "Tango Nuevo" Teatru Muzycznego. Teraz z genialną muzyką Piazzolli zmierzyli się artyści Teatru Miejskiego w Gdyni, przygotowując plenerowy spektakl "W kręgu namiętności - Tango Piazzolla" według tekstu Anny Burzyńskiej, w reżyserii Józefa Opalskiego. 

Spektakl jest zmodyfikowaną i znacznie skróconą wersją scenicznej inscenizacji Józefa Opalskiego, którą przygotował w 2007 roku w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (gdyńska publiczność miała okazję zobaczyć tamten trzygodzinny spektakl podczas III Festiwalu Teatrów Muzycznych w Gdyni w 2010 roku). W podrzędnej knajpce "Marzenie" barmanka Marysia (Agnieszka Rose) zamyka bar, jednak wpuszcza ostatniego, zbłąkanego klienta Marka (Maciej Wizner). Szybko zaczyna marzyć na jawie, "przenosząc" Marka do swojego snu o knajpce "El Sueo" w argentyńskim Buenos Aires, pełnej południowoamerykańskiego temperamentu, pasji i tańca. Bohaterami targają namiętności, jakie uświadczymy w każdej latynoskiej telenoweli: on kocha ją, ale ona woli innego, albo: on kocha ją, a ona nie wie czy wybrać jego, czy inną kobietę, czy też: matkę i córką pociąga ten sam mężczyzna.

Takich konfiguracji jest więcej. W odróżnieniu od nieudanej scenicznej wersji sprzed kilku lat, na Scenie Letniej w Orłowie nie historia, a muzyka, piosenki i taniec znajdują się w centrum uwagi. Realizatorzy zaryzykowali, ponieważ wszystkie role powierzyli aktorom Teatru Miejskiego (z wyjątkiem ściśle współpracującej tego lata z Miejskim Agnieszki Rose, znanej głównie z występów w Teatrze Muzycznym). Pomysł, by niemal wszyscy aktorzy Teatru Miejskiego tańczyli tango i śpiewali piosenki, wypada zaskakująco dobrze. Oczywiście różnica między śpiewem Doroty Lulki i Elżbiety Mrozińskiej a resztą zespołu jest spora, jednak pozostali sprytnie maskują wokalne niedostatki.

Nieco gorzej jest z tańcem, chociaż tango to przecież jeden z tych tańców, których nie sposób opanować w krótkim czasie. Można więc przymknąć oko na problemy z rytmem, tempem i przede wszystką sylwetką w tańcu aktorów czy na potknięcia i kłopot z płynnością ruchu aktorek. Zwłaszcza, że aktorzy wykonali wielką pracę, której efektem jest efektowne finałowe, zbiorowo wykonane tango (wielką zasługę ma tutaj Anna Iberszer, która uczyła aktorów tego tańca). 

Przedstawienie nie jest jednak tylko programem piosenek i układów choreograficznych, jak ubiegłoroczna premiera Sceny Letniej Teatru Miejskiego - "Słodkie lata 20., 30.". Sceniczne, ocierające się o telenowelowy kicz, perypetie bohaterów dają pretekst do gry formą i balansowania na pograniczu groteski i taniego melodramatu. Bohaterowie mówią jednak często bardzo poetyckim, pełnym głębokich sentencji językiem. Najlepiej w tej konwencji czuje się Dorota Lulka, która po roli Tulli w "Idąc rakiem" znów wyznacza najwyższy poziom zespołowi Miejskiego. Jej podstarzała, gorąca Margarita, która pragnie zatrzymać przy sobie młodość w postaci młodszych mężczyzn, mając przy okazji na głowie problemy z córką czy zakochanym w niej po uszy Jorge (przeciętny Rafał Kowal). Do Lulki i Kowala należy jednak najlepsza dramaturgicznie scena spektaklu, gdzie aż iskrzy od tytułowej namiętności.

Bardzo ciekawą kreację tworzy Elżbieta Mrozińska, jako lokalna gwiazda Manuela Frenetico jest majestatyczna, eteryczna, a zarazem pełna erotyzmu. Potencjał komediowy ponownie ujawnia Bogdan Smagacki, tym razem jako złośliwy i cyniczny Pedro. Bardzo dobrze w roli byłego kochanka Manueli i lokalnego bajarza prezentuje się Szymon Sędrowski (brawurowe "Che Tango Che" ze świetną choreografią w męskim wykonaniu). Z kolei Monika Babicka gra energiczną lesbijkę Dolores, która nosi bardzo piękną suknię, podkreślającą ognisty temperament bohaterki.

Przyznać trzeba, że kostiumy Zofii de Ines świetnie wyglądają na scenie także dlatego, że kontrastują z jasną, przestronną scenografią Ryszarda Melliwy, nakreślającej za pomocą baru, knajpianej posadzki i kilku stolików nastrój południowej siesty. Aktorzy robią co mogą, by dzięki różnym środkom (taniec, śpiew, aktorstwo) utrzymać wartką akcję, której w tekście Anny Burzyńskiej, w konfrontacji z mistrzostwem rytmu Piazzolli, wyraźnie brakuje. Najwięcej zależy od osobowości śpiewających, a tu najlepiej wypadają ci, którzy mają na koncie przygody z piosenką (Elżbieta Mrozińska, Dorota Lulka, Agnieszka Rose, Olga Barbara Długońska).

To jednak spektakl, którego głównym bohaterem jest muzyka Astora Piazzolli. Urzekająca, wciągająca, piękna. I dzięki niej oraz ogromnemu wysiłkowi całego zespołu Miejskiego spektakl "W kręgu namiętności - Tango Piazzolla" będzie miłym letnim akcentem, który może porwać do tańca.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
10 lipca 2012

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...