Czarna komedia braci Presniakow

"Udając ofiarę" - reż: Maciej Englert - Teatr Współczesny

Spektakl pt."Udając ofiarę" grany w Teatrze Współczesnym, to duża dawka czarnego humoru, absurdu i prawdy o nas samych.

Teatr Współczesny "Udając ofiarę" to czarna komedia napisana przez współczesnych rosyjskich dramaturgów - braci Presniakow. Warszawski spektakl wyreżyserował Maciej Englert. Głównym bohaterem jest młody absolwent filozofii Wala (B.Szyc). Pracuje on jako osoba udająca ofiary podczas wizji lokalnych, przeprowadzanych przez funkcjonariuszy milicji na miejscach przestępstw. I tak, raz wciela się w postać kobiety, która wypadła przez okno, innym razem w utopioną dziewczynę i zastrzelonego na balu absolwentów mężczyznę. To specyficzne zajęcie, jak się potem okazuje, pozwala Wali oswajać swoje niepokoje i lęki związane ze śmiercią. Rozmowy ze zmarłym ojcem, to dowód ciężkiej kondycji jego psychiki.

Dramat braci Presniakow ma złożoną strukturę. Mieszają się gatunki i style, a rozmowa z widzem odbywa się na poziomie absurdu i codziennej dosłowności przepełnionej trudnymi ludzkimi emocjami. Spektakl naszpikowany jest czarnym humorem i absurdalnym żartem towarzyszącym pseudokryminalnym sytuacjom i sprawom dnia codziennego. Najbardziej zabawne są sceny z udziałem podejrzanych i milicji, rozgrywające się w mieszkaniu mordercy, na basenie oraz japońskiej restauracji. Wszystkie te rekonstrukcje zdarzeń rejestrowane są przez kamerę, co nie jest bez znaczenia dla odbioru całości sztuki. Ekipie milicyjnej dowodzi Kapitan, w tej roli rewelacyjny Andrzej Zieliński. Aktor dostał za tę pierwszoplanową rolę męską Feliksa Warszawskiego w roku 2006/2007. Na uznanie zasługuje także genialny epizod Zbigniewa Suszyńskiego w roli Tachira Zachirowa oraz postać milicjantki, którą stworzyła Agnieszka Suchora.

Niektóre sceny wydawały się niepotrzebne, niewiele wnosiły. Złożony z różnych elementów spektakl, długo nie składał się w całość. Stanowił serię scen, raz z życia prywatnego głównego bohatera, raz z jego pracy podczas rekonstrukcji zdarzeń. I tak na przemian Wala i Kapitan żonglowali uwagą widza, pozwalając zatracić poczucie, kto i co jest tu najważniejsze. Umykał główny bohater, który wydawał się mało wyeksponowany, ujawniał się, a potem na długo znikał. Dopiero na końcu udało się uchwycić i podkreślić, to co ważne w tym spektaklu. Okazuje się, że tak naprawdę znalezienie zabójców i przyczyn ich postępowania schodzi na drugi plan. Istotne staje się wzięcie pod lupę moralności człowieka i degradacji jego człowiczeństwa. Rodzą się pytania o sens, znaczenie życia i kierunku, w jakim podąża świat. Spektakl pięknie spointowała zaskakująca scena finałowa, pozostawiając widza z myślą i pytaniem. A chyba też o to chodzi w teatrze...

Sylwia Tomkiewicz
Stacjakultura.pl
31 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia