Czasami wystarcza prosta bajka

"Czarodziejski flet" - reż. Giovanny Castellanos - Warszawska Opera Kameralna

Świat z plakatów Rafała Olbińskiego efektownie ożył w "Czarodziejskim flecie" w Warszawskiej Operze Kameralnej.

Przedstawienie jest wizualnie ładne, atrakcyjne i przyjazne dla widza, a to nieczęsto się przecież zdarza we współczesnym teatrze. Realizatorzy nie starali się odkryć w arcydziele Mozarta ukrytych sensów, choć jest ich tam mnóstwo, co starają się - czasami wręcz natrętnie - udowodnić inni realizatorzy.

Warszawska Opera Kameralna zaproponowała po prostu sceniczną bajkę. Może się to wydawać zadaniem intelektualnie mało ambitnym, ale dzięki temu przyjemnie obcuje się z muzyką Mozarta.

Reżyser Giovanny Castellanos sprawnie poprowadził akcję, nie wzbogacając jej nadmiarem własnych pomysłów. Pierwszeństwo oddał Rafałowi Olbińskiemu, który od dawna związany jest z operą jako twórca znanych w świecie plakatów do licznych przedstawień.

Kto lubi jego plastyczne wizje, będzie miał satysfakcję, obcując z jego sztuką w tak dużej dawce trzygodzinnego przedstawienia. Kto zaś jest znużony powtarzaniem przez Olbińskiego od lat tych samych motywów, symboli i postaci, może być pozytywnie zaskoczony. Wszystko to ożywione w rozmaitych wizualizacjach nabrało teraz nowych znaczeń.

Bohaterem warszawskiej realizacji jest też Marcin Łobacz. Jego kostiumy inspirowane estetyką i kolorystyką prac Rafała Olbińskiego kreują spójny, surrealistyczny świat. Warto szczególnie docenić u tego projektanta świetne wyczucie niuansów barw i umiejętność ich łączenia w rozmaitych wariantach.

Zespół wykonawców nareszcie w Warszawskiej Operze Kameralnej został dobrany starannie i przede wszystkim ze zrozumieniem wymagań, jakie stawia muzyka Mozarta. Na scenie mamy przegląd różnych generacji artystycznych - doświadczonego, a przybyłego z zagranicy Krzysztofa Borysiewicza (Sarastro), perfekcyjną Joannę Moskowicz (Królowa Nocy) i Artura Jandę (zabawny, a nieprzerysowany Papageno) czy młodą Aleksandrę Zakiewicz (Papagena).

Najsłabszym ogniwem premiery okazało się to, co miało być jej podporą - zespół instrumentów dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej pod batutą Marcina Sompolińskiego. Niedbałość dominująca w uwerturze mogła widza zmrozić, potem było lepiej, ale mozartowski diament wymaga jeszcze długiego szlifowania.

Jacek Marczyński
Rzeczpospolita
24 czerwca 2019

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia