Czeburaszka id dead

"Gorki-10" - reż. Dmitrij Krymow - Teatr Szkoła Sztuki Dramatycznej i Laboratorium D. Krymowa

To się dopiero nazywa teatralny pop-kolaż w oparach absurdu! Dmitrij Krymow wziął kawałek "Borysa Godunowa" Aleksandra Puszkina (i parę innych sztuk), odrobinę powieści "Tak tu cicho o zmierzchu" Borysa Wasiliewa, szczyptę muzyki van Beethovena, dodał trochę japońskiego teatru lalek, kilka ikonicznych postaci z kreskówek, wszystko dokładnie wymieszał i wyszła mu chrupiąca, aromatyczna, soczysta i ostra satyra na radzieckie mity. Satyra to mało powiedziane, bowiem Krymow chłoszcze bez litości. Przez dwie godziny słychać tylko smaganie bata, zagłuszane co i rusz przez salwy śmiechu publiczności. Choć to śmiech, jak się okazuje na koniec, przez łzy.

Pierwsza część spektaklu – pastisz „Kremlowskich kurantów" Nikołaja Pogodina – dzieje się w podmoskiewskich Gorkach (od Maksima Gorkiego), gdzie mieszkał i zmarł Lenin. Tam wódz rewolucji, mistrz papierowej wycinanki, w towarzystwie donoszącej ciągle coś do stołu Nadieżdy Krupskiej i gotowego w sekundę zlikwidować każdego (jak nie ręcznie, w lateksowych rękawiczkach, to przy pomocy przerdzewiałego Mausera) Feliksa Dzierżyńskiego, planuje rozwój radzieckiego imperium – skupiając się tym razem na elektryfikacji. Wzywa więc kolejnych inżynierów, którym każe budować – wbrew zasadom hydrologicznym – elektrownie wodne u ujścia rzek. Tłumaczenie Leninowi, że tamy buduje się wyłącznie w górnym biegu nic nie daje. Za odmowę dostaje się kulkę w łeb. Kiedy Lenin otwiera szafę, z której chce wyciągnąć mapę Związku Radzieckiego (scena z rozkładaniem mapy, która zajmuje całą scenę, jest jedną z najśmieszniejszych), wypada z niej – z przestrzeloną potylicą – inżynier, który odmówił zbudowania tamy nad morzem. Lenin, przygniatający go stos trupów w szafie, kwituje krótko: „Tyle się tego nazbierało. Kraj taki wielki, a ja taki malutki".

Wódz rewolucji w sztuce Krymowa jest rzeczywiście niczym Pan Malusiński. Mógłby zamiast w Gorkach zamieszkać równie dobrze w łupince orzecha. Grany, w trzech kolejnych odsłonach przez drobne aktorki, Włodzimierz Ilicz jest zdziecinniały i nieporadny, mówi jakby się nawdychał helu. To postać żywcem wyjęta z filmu animowanego.

W drugiej części oglądamy spadkobierców Lenina, jego duchowe dzieci i wnuki. Krymow znów cytuje, tym razem „Tak tu cicho o zmierzchu" Borysa Wasiliewa. Na scenie widzimy młode dziewczyny, które po zdjęciu sukienek, obcięciu włosów i ubraniu w mundury mają się stać żołnierzami w służbie rewolucji. Grane są japońskimi lalkami, bo tak właśnie je kiedyś potraktowano. Jak bezwolne lalki, które na rozkaz wysłano do walki. Ginęły, zupełnie nieprzygotowane, niemal od razu i bez sensu, bo bezsensowna śmierć – mówi nam Krymow – to był chleb powszedni.

Właściwie każdy mógł zastrzelić każdego. Bez powodu, od tak, za nic. Wystrzelać się może nawet rodzina przy stole. A co tam rodzina! Zginąć mogą i Myszka Miki, i Karlsson z dachu. To cud, że Krymow nie uśmiercił naszego Reksia, bo kulkę w łeb dostaje nawet Czeburaszka – słynny bohater opowiadań Eduarda Uspienskiego, którego na mały ekran przeniósł Roman Kaczanow. Ukochany przez wszystkie dzieci ZSRR Kiwaczek staje się kolejną, bezsensowną ofiarą strasznego systemu, w którym przypadkowa śmierć jest na porządku dziennym. Można zginąć za odmowę zbudowania elektrowni wodnej ku chwale ojczyzny, można też zginąć będąc oskarżonym o kradzież portfela.

Tak właśnie kończy się „Gorki-10" – kolejnym cytatem. Tym razem z „Optymistycznej tragedii" Wsiewołoda Wiszniewskiego. Na scenę wchodzi oburzona kradzieżą portfela z teatralnej szatni kobieta (w tej roli absolutnie wspaniała, wcielająca się wcześniej i w rolę Lenina, i w dziewczynę-lalkę Maria Smolnikowa), która wskazuje kolejnych winnych. W ten sposób zostaje wybita co do nogi cała obsada spektaklu. Portfel jednak się znajduje. Nikt go nie ukradł. Był w drugiej kieszeni. Ale co z tego, skoro wszyscy, włącznie z Czeburaszką, leżą już martwi.

Mike Urbaniak
panodkultury.wordpress.com
27 maja 2013

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...