Czechow w oldskulowym przebraniu

W opolskim Teatrze im. Kochanowskiego postanowiono trochę poeksperymentować. Inicjatorem tych eksperymentów jest nowy (od 1 października 2007r.) dyrektor naczelny i artystyczny sceny opolskiej - Tomasz Konina. O co chodzi? Ano o to, że nadludzkimi chyba siłami pan Konina wyprodukował aż cztery premiery, które kolejno miały swoje prezentacje codziennie od 13 do 16 marca w ramach I edycji festiwalu teatralnego Inter Opole. I sam wyreżyserował aż trzy spektakle. Jednym z nich jest "Wiśniowy sad" Antoniego Czechowa.
To, co reżyser nawyrabiał z tekstem rosyjskiego dramaturga może zapewne napotkać na liczne opory, zwłaszcza ze strony środowiska zachowawczo-konserwatywnego, które lubi przeżywać sztuki wystawiane "po bożemu". A tak niekonwencjonalnie skrojonej inscenizacji na podstawie ponad stuletniego tekstu, jakim jest "Wiśniowy sad" w reżyserii Koniny dawno chyba nie oglądałam. Sposób przedstawienia historii pani Raniewskiej, jej córek i ukochanego sadu na scenie zupełnie odbiega od klimatu pisarstwa Czechowa. Nie ma w sztuce Koniny mowy o sentymentalnych podróżach w przeszłość, nostalgicznych wpatrywaniach się w siną dal, nie ma czasu na nucenie rosyjskich dumek, zalotne spojrzenia delikatnych dziewcząt. Nie ma miejsca na śliczne stroje, przyzwoitych paniczów, kosztowne pianino, drogocenne bibeloty czy na herbatę pitą w wykwintnej porcelanie. Co zatem jest? Jest piętrowa, ledwo otynkowana i pobielona piętrowa niby-dacza letniskowa czy też wycinek mieszkalnego blokowiska z czasów dawnego ustroju. Jest zagracony placyk (zero zieleni, trawy) z drewnianą ławką, rowerem-gruchotem, odartą kanapą, oczkiem wodnym z wielkim, kiczowatym, plastikowym łabędziem w kolorze "wściekła żółć". Ten nietypowy krajobraz otoczony jest równie wielką i krzycząco żółtą kanalizacyjną rurą wyrzuconą na wierzch. Ona wyznacza granice tego tandetnego świata, gdzie właściwie - jak to u Czechowa - nic się nie dzieje, nic stać się nie może, bo nikomu nic się nie chce zrobić. Co więc się takiego dzieje w tej oryginalnej, "oldskulowej" - można by rzec - przestrzeni a'la lata 60. przez ponad dwie godziny? Ale dzieje się i to tyle, że przyprawia nas to o zawroty głowy. Dzieje się, ale nie w znaczeniu akcji, bo, jak wiemy, Czechow należy do tych autorów, u których dzianie się (dywagowanie, planowanie, wspominanie) znajduje się w sferze myśli, a nie w sferze czynów. Chociaż, w "Wiśniowym sadzie", jeśli by się uprzeć, mamy szczątkowo zarysowany rozwój akcji (przyjazd pani Raniewskiej), potem następuje punkt kulminacyjny (wiadomość, że dom i sad wystawione na licytację) i jego "pozorne" rozwiązanie (sprzedaż majątku i wyjazd letników) - pozorne, bo od początku każdemu bohaterowi wiadomo, że wszystko skończy się tak właśnie, a nie inaczej. Dzieje się natomiast na scenie wiele w sensie ruchu: chodzenia, biegania, zbiegania i wbiegania, przełażenia przez okno, kołysania się na framugach, tańczenia, podrygiwania, głośnego zeskakiwania i przeskakiwania, a wreszcie leżakowania, czytania, picia herbaty i krzątania. Całe to dzianie spiętrzone jest i zwielokrotnione poprzez arcytrafny i pomysłowy zabieg symultanicznej gry całego zespołu. Gdyż wszyscy bohaterowie "Wiśniowego sadu" po prostu jednocześnie wykonują różne czynności w różnych miejscach: w domu - zarówno na parterze jak i na pięterku, w oknach, pod ścianą, na leżaku, na tapczanie itd. To tak, jak byśmy mieli wgląd (podgląd) w czynności wielu ludzi w wielu pomieszczeniach. Ruch na scenie trwa nieustannie, a że granie odbywa się na tzw. "trzy strony" (widownia siedzi na scenie okalając przestrzeń gry, czwartą ścianą jest budynek) to reżyser wpadł na kolejny interesujący pomysł - w całym domu umieścił kamery, aby rejestrowały to, co się dzieje w środku (czyli naprawdę podglądamy). Nie przeczę, że to podglądanie niepomiernie wciąga - co tu dużo mówić, bezwstydne podglądactwo to jedno z ulubionych czynności ludzkości. Ów "film", przypominający jak żywo jakiś "reality show", wyświetlany jest na ścianach sceny. Proszę sobie zatem wyobrazić, jak oczy widza starają się ogarnąć to, co i tak nie może zostać ogarnięte. I tu jedna z kilku wad spektaklu - mimo że jesteśmy, głównie poprzez media, coraz bardziej przyzwyczajani do równoległego przekazywania kilku typów informacji - to jednak w teatrze takie zabiegi nie są zbyt funkcjonalne, chociażby ze względu na to, że niemożliwe jest powtórzenie czegoś. W związku z tym wiele rzeczy potencjalnemu (mimo wszystko skupionemu!) widzowi po prostu ucieka. Nie jest w stanie wyłowić sensu wszystkich słów, padających równocześnie z ust kilku bohaterów, umykają mu liczne sceny, bo przecież nie jest w stanie spoglądać naraz na wszystkie strony. Ale się stara. I tu kolejna dysfunkcjonalność takiego rozwiązania - widz właściwie ani razu nie jest skupiony podczas tego spektaklu. To rozedrganie potęgują dodatkowo postaci dramatu, którzy równie nerwowo, szybko (mimo ze nic specjalnego się nie dzieje!) i w pośpiechu SĄ na scenie. I tu właśnie wyłania się kolejne, największe chyba pytanie - czy Konina przypadkiem nie zatracił zupełnie owego niepowtarzalnego stylu dramaturgii Czechowa, jakim jest, m.in. dobitne, wręcz namacalne poczucie przepływającego w bezczynności bezcennego czasu? Otóż sądzę, że udało mu się sprytnie tego uniknąć. Pokazał natomiast, że w bezsensownym ruchu, bezcelowej krzątaninie, niepotrzebnych przebieżkach po piętrach - czyli w nieustającym ruchu można zawrzeć ową nostalgiczność, tęsknotę za czymś, czego wysławić się nie da, marzenia o niemożliwym, melancholię i smutek każdej egzystencji. Pytanie:" Żyć, czy może lepiej się zabić" razi w tej scenerii i w tej stylistyce równie mocno. Inscenizację Koniny można z pewnością zaliczyć do udanych. "Wiśniowy sad" to sprawnie i pomysłowo wyreżyserowana sztuka, z brawurowo odegranymi postaciami (w pamięć zapada zwłaszcza Judyta Paradzińska jako Pani Raniewska i Grażyna Kopeć jako Waria), odświeżona, osadzona w nowych realiach, jednocześnie ukazująca uniwersalność rosyjskiej literatury i niezmienność ludzkich zachowań w ciągle dynamicznej scenerii, wyznaczającej nowe epoki. Reżyser zdaje się mówić: Spójrzcie, historia to tylko zmieniające się tło, reszta wciąż pozostaje taka sama. Reszta, czyli co? Kondycja ludzka? Nasze zachowania? Emocje? Poglądy? Frustracje? Na to pytanie już każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu Antoni Czechow "Wiśniowy sad" przekład: Artur Sandauer reżyseria: Tomasz Konina scenografia: Maciej Chojnacki, Tomasz Konina Obsada: Judyta Paradzińska, Aleksandra Cwen, Grażyna Kopeć, Michał Świtała, Andrzej Czernik, Andrzej Jakubczyk, Bogdan Zieliński, Ewa Wyszomirska, Leszek Malec, Arleta Los-Pławszewska, Grzegorz Minkiewicz, Jakub Kotyński (gościnnie), Jacek Dzisiewicz, Przemysław Czernik Premiera: 15.03.2008r.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
15 kwietnia 2008

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...