Czego szukasz? Człowieka ostatecznego

"Plastynaci" - reż: Rafał Gąsowski - Teatr Wierszalin

Tytułowi plastynaci, czyli spreparowane ciała z autorskiego spektaklu Rafała Gąsowskiego w Wierszalinie, są jak mauzoleum ludzkości. Złożono w nim wszelkie dzieła człowiecze: filozofię, sztukę, religię, naukę, a profesor Emet przemierza ten labirynt, by znaleźć odpowiedź na pytanie: czy flaki to jeszcze człowiek?

Zwłoki poddane plastynacji - metodzie preparowania opracowanej przez niemieckiego anatoma Gunthera von Hagensa - tworzą obiekt na pograniczu nauki i sztuki. Po usunięciu wody i tłuszczów, nasyceniu odpowiednimi polimetrami, martwe ciało można uformować niczym rzeźbę, tak by pokazać mięśnie i układ kostny w dowolnym ruchu. Jego objazdowe pokazy budziły kontrowersje - czy nie dochodzi aby do zbezczeszczenia ludzkiego ciała, czy pod przykrywką nauki preparaty nie powstają tylko po to, by dać upust najniższym instynktom gawiedzi, ciekawej tego, co człowiek ma w środku. W tym roku dyskusja na ten temat przeszła także przez Polskę za sprawą wystawy preparatów Roya Glovera w warszawskim centrum handlowym Blue City. "To nie jest wystawa o śmierci, tylko o życiu" - komentował anatom. Podobnie jest ze sztuką Gąsowskiego.

Od Platona do Witkacego

W Wierszalinie zamiast profesora von Hagensa mamy Emeta (w tej roli sam Rafał Gąsowski), który dzięki swoim plastynatom pragnie zgłębić sedno człowieczeństwa. Sądzi, że "30 członków przewodzących duszę" da mu odpowiedź na pytanie: "Czy to jest człowiek, czy tylko flaki?". Profesor stwórca niczym Frankenstein stawia pytania dotyczące jego istoty i granic eksperymentów naukowych, z pracowni wyrusza w symboliczną podróż, w której przewodniczką jest tajemnicza Mamma Met (Katarzyna Siergiej). Imiona tych bohaterów to nawiązanie do kolejnego mitu o postaci ożywionej ręką człowieka - tym razem z tradycji żydowskiej. W legendzie o Golemie, glinianej figurze o ludzkim kształcie czytamy bowiem, że posąg ożywał, gdy do ust włożono mu pergamin z napisem "emet" (z hebr. - prawda), a zamierał po wymazaniu pierwszej litery, kiedy pozostawało słowo "met", oznaczające śmierć. To właśnie owa Mamma Śmierć jest główną postacią spektaklu - prowadzi zagubionego naukowca przez kolejne sześciany ludzkiej tajemnicy, na zmianę szydzi sobie z niego i kokietuje.

W tej faustowskiej podróży w czasie i przestrzeni pojawia się groza, ale przede wszystkim groteska i humor. Mamma w piątkę plastynatów: Ewę Gajewską, Paulinę Karczewską, Dariusza Matysa, Karola Smacznego i Dariusza Zakrzewskiego - jak w puste naczynia wlewa kolejne postaci i role, przywołując dzieła człowieka od starożytności po współczesność. 

Najpierw niemal nagie postaci w charakteryzacji naśladującej pośmiertne plamy perorują jako filozofowie: Marks i Engels, tłumacząc wyższość swojej koncepcji państwa Platonowi, przekrzykują się Monteskiusz i Konfucjusz. Potem niczym zombie na scenę wkraczają władcy i dyktatorzy słynni z podbojów i chorobliwych ambicji: Czyngis-Chan, Cezar, Hitler, Stalin i Napoleon, którzy po swoich wyczerpujących wywodach usuwani są z desek jak pionki z szachownicy. Profesor, wciąż żądny wiedzy o człowieku, nieco znudzony tym, co podsuwa mu Mamma, przechodzi przez kolejne sześciany - niespełnionej ekstazy i rytuału. W jednym, niczym więźniowie religii, spętani sznurkami plastynaci snują się, odmawiając litanię do wolności. W kolejnym spotykamy Salvadora Dali, Picassa, van Gogha i Witkacego, który tajemnicę istnienia widzi jako jedność w wielości i szuka czystej formy. Mamma twierdzi, że piękna sztuka nie przeminie, ale profesor Emet zdaje się być bardziej zainteresowany inną formą rytuału - uwielbieniem czcicieli dla św. Gertrudy. W sześciu ścianach akademii Nobel przyznaje nagrody za odkrycia i pojawia się cała plejada, która składa swoje dzieła do mauzoleum ludzkości: od Einsteina, poprzez Skłodowską-Curie, Kopernika po Leonarda da Vinci, na którego powoływał się prawdziwy profesor von Hagens. W sześcianie herezji plastynaci jako Nietzsche, Pascal i św. Augustyn wypowiadają twierdzenia o Bogu. 

Profesor ma już dość tego kalejdoskopu ludzkich idei, mówi Śmierci, że chce wyjść z tego labiryntu, bo nie znajduje odpowiedzi. Ta pyta go więc, co dla niego oznacza poznanie człowieka, kiedy profesor uzna, że mu już wystarczy. Gdy w końcu sprowadza go na ostatni poziom - pogrobowców, plastynaci są już tylko martwymi, słabymi ciałami. I właśnie on, Emet, potrafi stworzyć z nich coś nowego, dzieło człowieka, ku ogólnej oświacie, a to co robi, nie wydaje się wcale odrażające. Za to trafia jednak przed sąd. Zarzut - zbezczeszczenie ciała, świątyni Boga.

Człowiek przed formą

Kiedy profesor zostaje na scenie sam, tuż przed śmiercią, na metalowych sześcianach (to główny element ruchomej scenografii) pojawia się animacja z odwiecznym pytaniem-refrenem "Czego szukasz?". Ożywione lupy oglądają jakieś tkanki - jak w animacjach Jana Svankmajera. O nawiązaniu do twórczości czeskiego mistrza animacji świadczyć może zresztą tytuł filmiku "Pożegnanie mięsa". Na deskach Wierszalina nie mogło zabraknąć artystycznej prowokacji - ostatnie życzenie Emeta to kolejny projekt naukowy - trzeba sklonować Chrystusa z DNA płaczących wizerunków Matki Bożej. W ostatniej scenie cała piątka plastynatów wykrzywia się w koronach cierniowych do patetycznej muzyki.

Po "Życiu snem" wg Calderona, "Plastynaci" są drugim spektaklem reżyserowanym przez Gąsowskiego i zdecydowanie bardziej spójnym. Tym razem aktor Wierszalina zadebiutował także jako scenarzysta i scenograf. Stalowe monumentalne konstrukcje ciągle przesuwane podczas spektaklu tworzą właśnie atmosferę klaustrofobicznego labiryntu i prosektorium. Na scenie jednak najważniejszy pozostaje aktor i jego ciało poddawane ciągłym wyzwaniom. Co ważne, choć na scenie toczy się z gruntu poważny dyskurs na temat granic człowieka, w spektaklu wciąż pojawiają się humorystyczne sytuacje, np. gdy Mamma upuszcza urnę z sercem Chopina albo van Gogh popada w histerię i rozkleja się nad sobą jak pięciolatek. 

Najbliższe spektakle: w sobotę i niedzielę, kolejne: 17, 18, 24 i 25 października.

Monika Kosz-Koszewska
Gazeta Wyborcza Białystok
26 września 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia