Czemu Sartova nie śpiewa?

ostatnia uczennica Ady Sari

Jej otwartość i transparentność w życiu osobistym można porównać jedynie do jej osiągnięć w sztuce. A osiągnęła niemało. Dlaczego Maria Sartova nie śpiewa - próba odpowiedzi na to pytanie

Spośród interesujących mnie polskich artystów żyjących nad Sekwaną zabrakło w tym roku Marii Sartovej. W Paryżu mieszka od ponad trzydziestu lat. Przyjechała jako stypendystka po debiucie w "Czarodziejskim flecie" we Wrocławiu i "Strasznym dworze" w Warszawie. Przywiozła z sobą malutką córeczkę lvę, dziś scenografkę, projektantkę mody i bizneswoman, mieszkającą nad Sekwaną. Zostawiła w Polsce pierwszego męża - kompozytora Marka Sarta, z którym do dziś pozostaje w przyjaźni. Podobnie zresztą, jak z późniejszymi ślubnymi i nieślubnymi: wybitnym kompozytorem francuskim, przedsiębiorcą budowlanym, światowej renomy chirurgiem plastycznym, znanym francuskim wydawcą muzycznym, a ostatnio ponoć z pewnym rabinem, ale to tylko niesprawdzona wakacyjna plotka. Jej otwartość i transparentność w życiu osobistym można porównać jedynie do jej osiągnięć w sztuce. A osiągnęła niemało. Szereg ról repertuaru włoskiego i francuskiego, z mistrzowską kreacją "La voix Humanie" Poulenca. Wielokrotny udział w wykonaniach Damy Pikowej, Borysa Godunowa i Eugeniusza Oniegina. Szereg nagrań z Orkiestrą Radia Francuskiego pod najlepszymi dyrygentami. Mnóstwo koncertów i recitali w całej Europie i wielu krajach Azji z programem często preferującym repertuar polski.

Przed kilku laty zaczęła reżyserować. Stało się to pod wpływem Bronisława Horowicza, najpierw przyjaciela i doradcy, a potem mistrza, który pozwolił jej uważać się za swą uczennicę. Wyreżyserowała szereg filmów telewizyjnych, ma za sobą kilkanaście inscenizacji operowych, operetkowych i musicalowych. Odkąd prowadzi klasę śpiewu w paryskim Konserwatorium, przygotowuje corocznie spektakl obsadzany wyłącznie swymi studentami i absolwentami. Ostatnio był to autorski collage utworów Offenbacha, z wielkim powodzeniem powtarzany dla komercyjnej publiczności.

Sartova jest nieobecna w Paryżu, bo wyjechała na wakacje do... Ustki. Spaceruje tam z dwiema ślicznymi dziewczynkami. Podobno cały kurort plotkuje, że przyjechała do Polski z córkami. Na miłość boską, toć to wnuczki! Młodość i uroda Sartovej jest jedyną dziedziną, w której gwiazda stanęła w rozwoju. Natomiast tutaj w Paryżu zastanawiają się, dlaczego od pewnego czasu Maria Sartova nie śpiewa? Dobre pytanie. Kto wie, czy nie jestem jedynym człowiekiem, który zna na nie prawdziwą odpowiedź.

Przed kilku laty zaprosiłem ją na Festiwal Ave Maria do Czeladzi. Przyjechała, razem z Wiesławem Ochmanem dała piękny koncert w kościele św. Stanisława Męczennika, po czym przyjęła zaproszenie na uroczysty obiad do państwa Świ-tałów, mieszkających w pobliskich Trzebiesławicach. Gościliśmy się w pięknym ogrodzie z basenem, zapomniawszy o bożym świecie. Sartova - wielka admiratorka zwierząt - miała z sobą mikroskopijną suczkę Gigi - yorka, którego dostała kiedyś w prezencie od wybitnego francuskiego choreografa Pierre\'a Lacota podczas kolacji w Marais, kiedy omawialiśmy szczegóły warszawskiej realizacji baletu La Gitana.

Podczas biesiady niepilnowana Gigi spacerowała sobie po rezydencji państwa Świtałów. Trafiła na budę z olbrzymim, śnieżnobiałym owczarkiem zakopiańskim. Będąc stuprocentowym pieskiem francuskim, wzbudziła w nim nagłą i niespodziewaną żądzę. Zakopiańczyk z polskim wigorem ruszył na podbój. Zerwał psi łańcuch, dogonił kokietliwą Francuzkę, schwycił namiętnie w paszczę i... przegryzł. Nie pomogła natychmiastowa interwencja chirurgów będzińskich. Nie złagodził bólu wspaniały gest dr Macieja Hamankiewicza, który nazajutrz w obecności ludności Czeladzi wręczył paryskiej gwieździe nowego, młodego, ślicznego polskiego jamnika.

Maria Sartova - ostatnia uczennica wielkiej Ady Sari - wypadek ten potraktowała jako sygnał do zakończenia kariery wokalnej. Najpierw z bólu po stracie bliskiej istoty, wreszcie z nieczęstego w tej profesji rozsądku. Dzięki temu nikt nie może powiedzieć, że słyszał ją w gorszej formie wokalnej.

Sławomir Pietras
Tygodnik Angora
10 sierpnia 2010
Portrety
Andrzej Zbych

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia