Czerwiec, 2019 (cd.)

W Trzech Zdaniach

To już nie jest moja uczelnia, a pedagodzy, którzy podobnie jak ja oddali jej wiele lat życia, dzisiaj niepotrzebni, jak niepyszni opuszczają szacowne mury, na ogół bez podziękowania i bez pożegnania.

Po Wydziale Reżyserii przejeżdża walec rzekomej reformy – rzekomej, bo prawodawca w ustawie Gowina nie nakazuje zastosowania wariantu skrajnie radykalnego, a taki jest w Akademii Teatralnej wdrażany. Ponieważ z ww. ustawą mają kłopoty uczelnie humanistyczne, a do artystycznych, niewielkich i specyficznych ona w ogóle nie pasuje, więc wszystkie przeszczepy ekstremalne wyglądają w Akademii jak parodia i chęć ośmieszenia idei Gowina, ba, tylko za jaką cenę, czyżby za cenę odrzucenia zasad, tradycji, dokonań, zburzenia wszystkiego co było, swoistej wyjątkowości, przecież to nie ma nic wspólnego z nowoczesnością! (15.06.)
***

Opole wybuchło piosenką, tak powiedziałoby się kiedyś, ale dzisiaj już nie, bo moda na stosowanie bez umiaru komputerowych efektów świetlnych (od czego widzowie dostają oczopląsu, a piosenkarze tracą twarze) powoduje, że wykonawcy i wykonawczynie dokonują cudów, żeby w tym rozmigotanym nadmiarze ocalić siebie, niestety, sytuacyjne i słowne dowcipy, choreografia, ekstrawaganckie stroje są coraz gorszej klasy. Ci, którzy nie zapomnieli, że dla wokalisty najważniejsze jest o czym i jak się śpiewa wypadają zdecydowanie najlepiej, a reszta... tonie w ogólnym chaosie i przypadkowości. (16.06.)
***

To był 15. Festiwal Zaczarowanej Piosenki, finały na krakowskim Rynku (tło jak zawsze niezwykle piękne i wyjątkowo w tym roku nie lało), a Ania Dymna, gospodyni, pomysłodawczyni i dobry duch całości, wystąpiła jubileuszowo ze... złamaną nogą, ale było wspaniale! Zwłaszcza drugi konkursowy koncert, ten dla dorosłych, zrobił na mnie wyjątkowe wrażenie, nie tylko dzięki niezwykłym piosenkom Grzegorza Ciechowskiego i zdolnościom wokalnym śpiewających finalistów. Rzadko zdarzają się tak głęboko i tak wyraźnie dotknięci niepełnosprawnością wykonawcy, którzy od pierwszych taktów muzyki na oczach widowni pięknieją i zapominają o wszystkich swoich ułomnościach, unaoczniając „zdrowemu" światu jak głęboki sens miała inicjatywa Ani sprzed piętnastu laty. (17.06.)
***

Z Michelem Houellebeq mam problem, zwłaszcza od kiedy usłyszałem w radiu nieco złośliwy komentarz na temat jego twórczości: co jakiś czas czuje, że powinna powstać jakaś nowa książka, wówczas siada do komputera, bez specjalnego przygotowania pisze, ma bowiem łatwość układania atrakcyjnej fabuły prawie na każdy temat, a potem spada na niego deszcz najpoważniejszych nagród literackich. Czytam „Seratoninę", najnowszą powieść tego kawalera Legii Honorowej i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wielkiej literatury jest tam niewiele, więcej pożywki dla masowego odbiorcy, chciałem napisać „więcej kiczu", ale to byłaby dzisiaj pochwała. Pod spodem czają się niewątpliwie ważne sprawy i problemy, ale na zewnątrz pozostaje efektowna forma „czytadła", majstersztyk czasów pop-kultury! (21.06)
***

Nie oglądałem meczów naszej reprezentacji U-21 z Belgią i Włochami, ale ponieważ media rozdęły balon oczekiwań do granic możliwości zasiadłem wczoraj przed telewizorem, oczekując przynajmniej remisu z Hiszpanią. Telewizor wyłączyłem po trzecim golu dla naszych przeciwników (ostatecznie przegraliśmy 0:5), bo po co katować się tak koszmarnym widowiskiem i nie chodzi mi o porażkę, ale o jej rozmiar, o przerażający styl gry Polaków i ich bezradność, o to że, byli o parę klas gorsi od hiszpańskich równolatków w każdej dziedzinie sztuki piłkarskiej i kompletnie zagubieni (co dziwi w kraju, który wychowuje znakomitych piłkarzy!), ale też chodzi o ogólne wrażenie nierównej walki, jakby pitbull zagryzał ratlerka. Cóż sport jest brutalnie bezwzględny dla przegranych i niezwykle łaskawy dla zwycięzców, czego nie zmienią żadne laurki pochwalne premiera Mateusza Morawieckiego. (23.06.)
***
Maja Kleczewska, dziekan in spe kierunku (już nie Wydziału) Reżyserii w warszawskiej Akademii Teatralnej w swoim projekcie zajęć chce od nowego roku akademickiego pozbyć się pedagogów, którzy prowadzili ze studentami pracę z kamerą, twierdząc, że nie ma sensu kręcić słabe etiudy, których nikt nie chce oglądać, a należy skupić się na sztuce scenicznej. Kadra belfrów była dotąd niezwykła: Maciej Wojtyszko, Janusz Zaorski, Olga Lipińska, Grzegorz Kędzierski, może powinni uczyć młodsi, ale niech uczą, bo mylnym przekonaniem jest, że takie zajęcia nieudolnie dublowały szkoły filmowe. Kamerą posługuje się dzisiaj każdy młody reżyser teatralny, stała się jego narzędziem, taka panuje moda, a spojrzenie przez wizjer uczy planowania kadru, komponowania obrazu, estetycznego porządku, zasad montażu sekwencji, obrazowego wydobywania rzeczy istotnych, co przydaje się również na scenie, nie mówiąc o pracy w teatrze telewizji. (25.06.)
***
Przyszłej pani dziekan, ku przestrodze, warto jeszcze zwrócić uwagę, że performatyka w bezpośrednim i jedynym odniesieniu do teatralnej sceny zaczyna powoli należeć do przeszłości, co nie oznacza, że ta dyscyplina, już dzisiaj uniwersytecka, kończy swój żywot, skądże znowu, śledzenie elementów teatralnych w życiu społecznym nadal może być fascynujące. Niemniej opieranie nauczania reżyserów głównie na programie związanym z performatyką wydaje mi się błędne i krótkowzroczne, mimo że podobnie jak kiedyś z happeningu, tak teraz niektóre elementy z performansu wejdą na trwałe do arsenału środków scenicznych, ale niektóre! Rozumiem jednak, że na sztuce performatywnej wychowało się już niemal całe pokolenie artystów i krytyków, świata poza nią nie widzą i trudno im pogodzić się z faktem, że dzisiaj jest to jeden z modnych trendów, ale już nie jedyny. (26.06.)
***
W Tygodniku Powszechnym (Nr 24/2019) ukazała się recenzja Dariusza Kłosińskiego z przedstawienia Michała Borczucha „Kino moralnego niepokoju" w warszawskim Nowym Teatrze znacznie wykraczająca poza ocenę spektaklu i przywołująca analizy twórczości reżysera dokonane wcześniej przez Marcina Kościelniaka i Marcelinę Obarską. Poranione (tym co wokół) młode pokolenie artystów protestuje w swoisty sposób przeciw światu i – jak dowiadujemy się z cytatu zamieszczonego przez Kosińskiego – „pragnie nadać swojemu życiu konkretny sens i kierunek, jednak wszystkie próby rozbijają się o wewnętrzną apatię napędzaną przekonaniem, że repertuar scenariuszy społecznej samorealizacji jest ograniczony, on sam zaś [Borczuch – przyp. mój] do niczego nie pasuje (...)." Nie do końca zgadzam się z taką oceną, prawdopodobnie dlatego, że obracam się w kręgu problemów, w których można (jeśli się chce) znaleźć dla siebie miejsce, a także pole satysfakcjonującego i skutecznego działania, uważam zatem, że protest młodych, w rozumieniu mojego pokolenia, jest nierewolucyjny, a będąc nihilistyczny oraz epatujący własną porażką tworzy swoisty antyteatr, który w pewnych kręgach świetnie się sprzedaje, w innych – śmiertelnie nudzi. (28.06)
***
Jest koniec czerwca, jedźcie na wakacje! Odpoczywajcie i wracajcie złaknieni teatru i wszelkich nowinek kulturalnych. Mam nadzieję, że w nowym sezonie spotkamy się znowu. (29.06.)
***

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
29 czerwca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia