Czerwiec, 2019

W Trzech Zdaniach

Czerwiec, 2019
***
Jak sugeruje wielu komentatorów, opozycja przegrała (tak wyraźnie!) wybory do Europarlamentu na własne życzenie. To odwet za pogardę, jaką okazywała politycznym przeciwnikom, nie mającą nic wspólnego z szacunkiem dla czyichś przekonań, a pochodzącą również z naszego środowiska. Klęskę opozycji spowodował także lęk (odpowiednio sterowany przez rządzących), że ci, którzy ewentualnie mogliby nadejść zabiorą to co dali poprzednicy, lęk pomieszany z podziwem dla władzy za dotrzymywanie obietnic, właśnie – nie za pogardliwie brzmiące „rozdawnictwo w zamian za głosy" (jak na rysunku z portalu Krystyny Jandy), a za „dotrzymywanie obietnic" – tak rzesze wyborców interpretują to zjawisko i z tym faktem trzeba się pogodzić. (1.01).

***
Moja znakomita koleżanka z Teatru Dramatycznego, Joasia Szczepkowska udzieliła mądrego wywiadu Gazecie Wyborczej (Magazyn, 1-2 czerwca). Bardzo było jej to potrzebne, bo ostatnimi laty naraziła się temu i owemu swoim pisaniem i swoimi wypowiedziami, a teraz broni prawa do samodzielnego i nieskrępowanego myślenia. Uważa, że możemy różnić się w szczegółach i to znacznie, co nie znaczy, że w pryncypiach jesteśmy przeciwnikami – dziękuję Joasiu, jak ja Cię rozumiem! (2.06.)
***
W „Pytaniu na śniadanie" (TVP2) jedna z dziennikarek przyniosła prowadzącej program koleżance wiadomości ze świata celebrytów. O tej najważniejszej wiedziała podobno od dawna, ale dopiero teraz może się nią podzielić: otóż nasza telewizyjna gwiazda serialowa jest w ciąży!!! Obie panie przez dłuższą chwilę szaleją ze szczęścia i wzruszenia, podają tytuł serialu i nazwisko gwiazdy, ta z satysfakcją pokazuje brzuszek, wreszcie pada imię przyszłego ojca oczekującego z radością na rozwiązanie i w ten sposób ... głupota przybiera rozmiary kosmiczne! (4.06.)
***
Donald Tusk apelował w Gdańsku do politycznych antagonistów, by nie odwracali się do siebie plecami i podawali sobie ręce, a jestem przekonany, że jego słowa skierowane były zarówno do tych z prawej, jak i z lewej strony barykady. Ta odmowa podania dłoni ma w Polsce długą tradycję, zapewne opartą na starej zasadzie „ząb za ząb, oko za oko", dla przykładu: część świeżo upieczonych eurodeputowanych postanowiła nie podawać ręki premierowi (w tym jedna osoba wysoce utytułowana!), a już za chwilę doszło do niemiłego incydentu z udziałem tegoż premiera, jego ochrony i pani prezydent Gdańska. Jak tu pisać o sztuce, skoro wokół kultury brakuje! (5.06.)
***
Nie bardzo rozumiem skąd taka napaść niektórych recenzentów na „Podróże Guliwera", spektakl Pawła Miśkiewicza w Narodowym Starym Teatrze, który widziałem po premierze, siedząc wśród tzw. zwyczajnej publiczności. Jeśli ktoś nie lubi na scenie akcji „z przytupem" i nie bawi go rozdęte efekciarstwo, a potrafi docenić słowo i myśli zawarte w rozpisanej na głosy filozoficznej powieści Jonathana Swifta znajdzie w tej inscenizacji zapewne wiele satysfakcji: będzie mógł podziwiać piękną scenografię (przestrzeń!) i kostiumy wykreowane przez Barbarę Hanicką, znakomite i nietuzinkowe projekcje video, doskonałą grę aktorek oraz ulegnie delikatnej nutce poezji unoszącej się nad całością. A wszystkie ewentualne niedostatki (dłużyzny) zostaną mu wynagrodzone w ostatniej sekwencji sztuki, która tłumaczy wszystko i domyka kompozycję, głównie dzięki świetnej Iwonie Bielskiej. (6.06.)
***
Świat pokazany przez reżysera Michała Znanieckiego na scenie Opery Krakowskiej nie jest ani okrutny, ani przewrotny, przeciwnie – jest fascynujący, bajecznie kolorowy i wciąga do tego stopnia, że nie chciałbym z niego uciekać, by, jak Kandyd, uprawiać swój ogródek. Znowu jestem w oświeceniu, znowu w podróży, tym razem za sprawą Woltera i jego filozoficznej opowiastki, do której Leonard Bernstein napisał w latach 50. minionego stulecia muzykę i stworzył dzieło: trochę operę, bardziej operetkę (śpiewogrę?) z wyraźnymi odniesieniami do musicalu. Jak wiadomo istnieje „prawda życia i prawda ekranu", dlatego pomińmy uwagi analityczne dotyczące reżyserskiej interpretacji „Kandyda", pomińmy miejscami niezbyt fortunne komentarze narratora, odrzućmy wszelkie malkontenctwo, a wówczas inscenizacja okaże się scenicznie fascynująca, pełna ruchu i znakomitej choreografii, efektowna scenograficznie, dobrze zagrana (tak, tak!) przez operowych śpiewaków, ale przede wszystkim zaskakująca, że tutaj, że u nas, że w Operze Krakowskiej ten Broadway... (7.06.)
***
Wczorajszy wieczór w zaspowej „Loży" miał trzech bohaterów: Kurta Weilla, wykonawczynię jego songów Bożenę Zawiślak oraz Józefa (Żuka) Opalskiego, reżysera i komentatora tego niezwykłego recitalu. Bożena Zawiślak śpiewając Weilla po raz kolejny udowodniła jakie pokłady ekspresji dramatycznej posiada, bo jej możliwości wokalne są od dawna powszechnie znane. Ale Żuk... cóż to za przyjemność w dzisiejszych czasach słuchać prawdziwego erudyty, do tego posiadającego takt i kulturę, nadto ogromną wiedzę popartą bezgranicznym uczuciem do przedmiotu swoich zainteresowań (w tym wypadku do muzyki Kurta Weilla!). (9.06.)
***
Myślę i myślę o „Borysie Godunowie" i nie bardzo wiem co napisać (autocenzura?!), bo z jednej strony spektakl warszawskiego Teatru Polskiego jest świetny, rola Andrzeja Seweryna znakomita, scenografia, zmiany dekoracji, gra świateł perfekcyjne, ale całość nuży. Na miejscu Petera Steina sięgnąłbym po ołówek (którego nie używa!) i dokonał skrótów, ale przede wszystkim zdecydowałbym się czy spektakl ma być scenicznym freskiem historycznym malowanym delikatnym pędzlem, czy też może powinien mieć nieco ostrzejszy wymiar polityczny (na to wskazują ostatnie sekwencje przedstawienia). Ale rozumiem, że Stein jest odrębną planetą, jednego takiego mamy na świecie, innych tej klasy reżyserów pozostało niewielu lub nie ma ich wcale, więc ... szanujmy prawdziwe wielkości! (12.06.)
***

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
15 czerwca 2019

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia