Człek uczciwy znikąd przychodzi

„Idiota" - reż. Szymon Kaczmarek - Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

W realizacjach scenicznych „Idioty" wymiennie najczęściej dominują książę Myszkin - jak choćby u Opryńskiego, albo Nastazja Filipowna - jak u Wajdy. Kaczmarek próbuje obie postacie zrównoważyć, z dyskretnym przesunięciem w stronę Myszkina. W zgodzie z narzucającą się konstatacją po obejrzeniu przedstawienia, że postacie męskie zasadniczo przesłaniają kobiece. Nawet sylwetkę Nastazji, przyczyny i sprawczyni w zasadzie wszystkiego, o czym mówi nam Dostojewski.

Za Dostojewskim - w kontekstach współczesnych, Kaczmarek snuje opowieść o człowieczeństwie wzniosłym i upadłym. Tłem dzisiejszy świat przeżarty złem. Co można wybrać z zepsutego świata? Może bezpieczniej nie wybierajmy niczego, błogo przeświadczeni, że jesteśmy niepokalani? Ale jeśli niczego nie czerpać, to z jakim dalszym skutkiem? Czy to w ogóle możliwe?

Myszkin - „idiota", Mateusza Mikosia, w relacji do zepsutego otoczenia uosabia naiwną szczerość i szlachetną uczciwość. U Kaczmarka jest kimś, kto zło prowokuje i odsłania. W kreacji aktora niczym w odbiciu zwierciadła widać jasno, że to nie pojedynczy, uczciwy człowiek jest idiotą, ale to świat jest idiotyczny w swojej głupocie i zbrodni. W takim świecie pełnym cynizmu i fałszu, w którym uczciwość jest poniżana, a konsumpcjonizm święci codzienne tryumfy, szlachetny książę Myszkin Mikosia usiłuje „zarazić" ludzi zepsutych swoim „idiotyzmem". Za Dostojewskim ponownie „uruchamiając" ich i próbując naprowadzać na ścieżki właściwe. Bo każdy człek, także nieuczciwy, jeśli rozmawia z Myszkinem zaczyna się odsłaniać przeświadczony, że „idiocie" krystalicznie naiwnemu, można powiedzieć wszystko. Niczym anonimowemu spowiednikowi za kratką konfesjonału.

Bardzo współcześnie pobrzmiewają u Kaczmarka zabiegi Myszkina wokół ratowania Nastazji. W kreacji Sylwii Goli - jest to młoda kobieta wrażliwa i inteligentna, ale niszczona i już zniszczona kultem pieniądza. Wystawiona bez skrupułów „na sprzedaż" zamążpójścia bez miłości. Myszkin chce ratować kobietę z której zrobiono towar. Zbawić bezwarunkową miłością demaskując zidiociały świat. Marzenie utopijne, ale Kaczmarkowi bardziej chodzi o zwrócenie uwagi, kto w zidiociałym świecie jest idiotą, a kto tak bywa jedynie postrzegany przez otoczenie zestrachane, bowiem kto jak nie „idiota" może próbować demontować ogłupiały świat. Będąc jak Myszkin nośnikiem dobra i prawdy, czyli jak chce Dostojewski właśnie „idiotą" - uczciwym i szlachetnym człowiekiem otoczonym szyderczym złem. Uratowanie Nastazji ma po części przyczynić się do ratowania opętanego świata, który funkcjonuje pod dyktando grup trzymających władzę i nadających naszemu życiu rytm. Nasyconych i przesyconych dobrami wszelakimi z wyjątkiem duchowych. Ale każdy Myszkin, ucieleśnienie niebiańskiego dobra i piękna, w konfrontacji z takim bardzo upadłym światem doczesnym musi ponieść i poniesie klęskę, zdaje się mówić Kaczmarek.

Myszkin przychodzi znikąd. U Dostojewskiego też nie wiadomo do końca kto to jest i skąd przybywa. Konsekwentnie tak samo jest i u Kaczmarka. Kiedy Mateusz Mikoś przez sporą część ponad trzygodzinnego spektaklu milczy pozornie nieobecny, nikt nie wie skąd jego Myszkin przybywa i kim jest, poza tym, że jest księciem i ma epilepsję (świetna scena!). Książę Myszkin Mikosia przede wszystkim potrafi pięknie milczeć. A kiedy mówi, kiedy inni potrzebują tego, żeby mówił bo chcą dać upust własnym cierpieniom, mówi z ogromną zachłannością i szczerością, z głębokim przekonaniem, że jego słowa mogą wiele zmienić. Przerwana nagłą utratą przytomności mowa Myszkina pozostawia silne wrażenie na widzach i może konkurencyjnie tylko wobec mowy Rogożyna jest najlepszym momentem w całym spektaklu Kaczmarka.

Obsadowym strzałem w dziesiątkę jest usytuowanie Szymona Rzący właśnie w roli Rogożyna. Przez cały spektakl gra on na bardzo wysokich emocjach, człowieka ogarniętego szczególną namiętnością, który wie, że jego pozycja w świecie bardzo niepewna zależy od jednego kaprysu Nastazji. Znakomicie umiejscawiając swą postać znerwicowaną i nieobliczalną gdzieś między służalczością lokaja, a pewnością siebie ulicznika uporczywie szuka w niej bolesnej prawdy tkwiącej głęboko między miłością i nienawiścią. W końcowej scenie kiedy emocjonalnie wypalony i nie do końca przekonany co do wartości celu jaki sobie postawił, którym jest Nastazja, budzi zrozumiałą litość.

Dostojewski buduje swoje postacie przekornie i rysuje wyraziście. Także i w tej sprawie podąża za nim Kaczmarek. Lebiediew Roberta Żurka - zagrany charyzmatycznie z bogactwem odcieni wyrazowych, to notoryczny kłamca i intrygant, złodziej, pijaczyna i tandetny filozof. Opisany już Rogożyn Szymona Rzący - to człowiek z półświatka, obłąkańczo zakochany w Nastazji, w którym nieoczekiwanie wrażliwie nagle coś pęka. Gania Mateusza Marczydły - to lalkowaty pięknoduch i uosobienie pozerstwa, człowiek przeciętny i bez charakteru, dla pieniędzy zdolny do przestępstwa. Nastazja Sylwii Goli nie czeka na zbawcę, jest trzeźwo myślącą kobietą otoczoną z wyjątkiem Myszkina przez kabotynów - okrutnych i nieudolnych. Jest racjonalna, często cyniczna. Wszystkie słowa wypowiada lekko, jakby bezpośrednio jej nie dotyczyły. Uwagę przyciągają pełne cynizmu „dziewczyny upadłe" i zagrane przekonywująco z aktorskim nerwem: Lizawieta - Marioli Łabno - Flaumenhaft i Agłaja - Joanny Baran - Marczydło. Tocki Pawła Gładysia, czarny charakter pełen autoironii, dziwiący się własnemu cynizmowi, stanowi bardzo udaną groteskową kwintesencję napięć i dylematów „dostojewszczyzny".

Kaczmarek stawia konsekwentnie na bogactwo dialogów i monologów - są one żywe, mówione z uczuciem i chwilami z pasją. To sprawia, że u Kaczmarka „Idiota" Dostojewskiego świetnie sprawdza się na scenie. Aktorzy skwapliwie korzystają z tej możliwości jaką im daje Kaczmarek i z potężnego potencjału bogactwa nastrojów, słów i emocji, które tkwią w prozie Dostojewskiego, czerpią z nich ile się da. Dialogi i monologi wyrzucają z siebie w pełnej zgodzie z psychologiczną linią swoich postaci. Często tak szybko, z taką dynamiką, że niemal bez tchu.
Kaczmarek posłużył się Dostojewskim i zrobił ważny współcześnie spektakl o ludziach nieszczęśliwych, którzy szukają siebie w sobie i nawzajem w sobie oparcia. Czasami związanego z namiętnością nazywaną miłością. Kaczmarek wyraźnie sugeruje, że dotyczy to także, a może szczególnie nas żyjących współcześnie. Oprawą dla całej tej historii uczynił ze scenograf Kają Migdałek wykonany z ogromnej ilości przeźroczystych folii odrealniony świat z drogą z niego - donikąd. Tą drogą - znikąd - przychodzi też książę Myszkin. Ta droga także prowadzi nas wszystkich - gdzieś, ale gdzie nie wiadomo.

Tak niebanalnie odczytany „Idiota" robi wrażenie także aktorstwem. Postaci są soczyste, wyraziste i niepokojące. Osadzone w przestrzeni, w której dobro i zło toczą w każdym człowieku odwieczną walkę.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
20 stycznia 2018
Portrety
Szymon Kaczmarek

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia