Człowiek bez właściwości

"Lenz" - reż. Barbara Wysocka - Teatr Narodowy w Warszawie

Barbara Wysocka potraktowała nowelę "Lenz" Georga Buchnera bardziej jako dyskurs poglądów oraz idei niż materiał na sceniczną opowieść. Efekt jest dyskusyjny

Właściwie tylko dwa spośród tekstów niemieckiego pisarza trafiają do teatralnej obróbki: "Leonce i Lena" oraz "Woyzeck". Nowela napisana w 1835 roku to całkiem osobny przypadek. Raczej próba, w której zderza się kilka niezależnych narracji, świadectw zdarzeń z trzech lat życia postaci dla Buchnera niezwykle intrygującej: Jakoba Reinholda Lenza, dramaturga, poety i myśliciela, niejako jego duchowego idola, dotkniętego chorobą psychiczną.

Specyficzny charakter tego polifonicznego zapisu daje wiele możliwości. Zwalnia z obowiązku konstruowania dramaturgii, podważa sens samego ukazywania sytuacji powiązanych przyczyną i skutkiem, w końcu też w pewien sposób unaocznia bezradność samej teatralnej konwencji. Trudno nie odnieść wrażenia, że reżyserka tę okazję i potencjał tekstu wykorzystała do granic możliwości, po prostu oddała jego strukturę, a same postaci - narratorzy i jednocześnie świadkowie choroby Lenza - zyskały ironiczny status i za nic w świecie nie pozwalają się zakwalifikować do reguł klasycznej opowieści. Tej, która zazwyczaj wciąga widza. Pozostają raczej w oddaleniu, zdziwieniu wobec samych siebie. Świetnie wychodzi to jeszcze na początku spektaklu, gdy widzimy zagubionego Jakoba (Szymon Czacki, gościnnie na scenie narodowej) próbującego najpierw w samotnej wędrówce przez zaśnieżony las, a potem w dyskusji z pastorem Johannem Oberlinem (Oskar Hamerski) opisać swoją tragedię. I gdy ten proponuje mu kolejne rozwiązania egzystencjalnych problemów. Albo wtedy, kiedy Lenz w żarliwej dyskusji z Christopherem Kaufmannem (Modest Ruciński, grający także narratora-świadka, niejako samego Buchnera, który dostarcza o Lenzu dodatkowych informacji) wygłasza krytykę sztuki idealistycznej. W tych jeszcze momentach wszyscy są dla siebie obcy, co powoduje ciekawy kontrast między całą trójką: nie znają się, a wzajemne próby zrozumienia kończą się śmieszną porażką. Wysocka z pełną świadomością ustawia sytuacje tak, by wydobyć ich komizm, a postaci uczynić ofiarami bezradnej komunikacji, opartej przeważnie na zbyt łatwym przekonaniu, że zawsze można jakoś rozgryźć tę drugą osobę, choćby i była nie do rozszyfrowania.

Znacznie słabiej wypadają te fragmenty, gdy Ruciński, Hamerski i Czacki zaczynają tworzyć wielopiętrowe narracje. Relacje przyjaciół Lenza mieszają się z komentarzami autora i analizami czysto teoretycznymi, co powoduje, że spektakl zbyt wyraźnie przyjmuje formułę wolnej amerykanki, by na chwilę stać się wykładem, a zaraz potem grą w podkradanie ról i podważanie całego trudu, jaki zadaje sobie Jakob, by dotrzeć do sensu swojego istnienia. Taki sens zresztą chcą odnaleźć dokładnie wszyscy. Oberlin szuka go w porządku świata boskiego, a Kaufmann-obserwator w przywileju zaglądania w myśli chorego i porządkowaniu diagnoz oraz idei. Jednak Wysocka przemienia ten proces w walkę, gdzie każdy argument może zostać natychmiast wyśmiany, zbity, ukazany w innym świetle. Zapomina przy tym, że Czacki musi być przecież człowiekiem odizolowanym od rzeczywistości. Którego niszczy choroba psychiczna, ale i ból nieprzystosowania. W końcu jest romantykiem.

Ale mógłby też być romantykiem współczesności. Niestety na scenie aktor dwoi się i troi, by krok po kroku strywializować bohatera. Gdyby miało to uzasadnienie, byłby świetny, bo prowadzi rolę pewnie i konsekwentnie, jednak na koniec: przegrywa. Subtelna ironia jego osobowości z początku przedstawienia staje się błahym portretem kogoś, kto sam nie wie, czego chce. Hamerski i Ruciński również łatwo podążają za wskazówkami Wysockiej, jednak sama konwencja to za mało.

Scena Studio Teatru Narodowego tonie w śniegu. Projektory rzucają na ścianę zdjęcia wnętrz szpitala psychiatrycznego. W głębi ekran wyświetla film o wędrówce Lenza. Chłód, desperacja i pusta, pochłaniająca przestrzeń, z którą nie wiadomo, co począć. Chętnie ujrzałbym w niej duchowego outsidera naszych czasów.

Przemysław Skrzydelski
Dziennik Gazeta Prawna - dodatek Kultura
26 lutego 2011

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki