Człowiek człowiekowi jedzeniem

„Na pełnym morzu" - reż. Dariusz Kowalski - Muza Dei w Warszawie - mater. prasowe

Wyobraź sobie, że wraz z dwiema innymi osobami ocalałeś z katastrofy statku. Razem dryfujecie na tratwie, a jedyną rzeczą, którą posiadacie jest kufer. Gdy kończy się jedzenie zapada decyzja o zjedzeniu któregoś z waszej trójki.

Główni bohaterowie sztuki to Gruby (Michał Chorosiński), Średni (Leszek Zduń) oraz Mały (Łukasz Lewandowski). Każda z postaci reprezentuje inną osobowość, a jako całość stanowią obraz społeczeństwa i jego grzechów. Mały pada ofiarą swoich współtowarzyszy, którzy postanawiają go zjeść. Początkowo podstępem próbują go nakłonić do poświęcenia, lecz gdy ich potencjalny posiłek stawia opór przechodzą do coraz bardziej radykalnych działań. Gruby reprezentuje lidera zdolnego tak zmanipulować ludzi, by za nim podążali. Cechuje go inteligencja, przebiegłość oraz pewność siebie. To on jako pierwszy proponuje zjedzenie któregoś z towarzyszy podróży. Średni zaś jest konformistą podążającym za Grubym - jego rolą jest posłuszeństwo, dzięki czemu sam uniknie zjedzenia.

Średni to postać, przy której chciałabym się jeszcze na chwilę zatrzymać. Bohater przyjmuje postawę konformistyczną i jest niejako symbolem tłumu podążającego za ich liderem. Jego działania mają zaspokoić przede wszystkim bieżące potrzeby. Średni nie myśli długofalowo, woli za to dostosować się do silniejszego. Przykładowo gdyby mężczyzna przeanalizował fakty i nie zawierzył Grubemu, a zamiast tego połączył siły z Małym mógłby i uniknąć zjedzenia, i sam dostać większą rację. Po zjedzeniu Grubego miałby przewagę nad Małym i uniknąłby kolejnego zagrożenia.

Ważnym dla interpretacji sztuki jest analiza imion rozbitków. Mrożek celowo nazywa ich po prostu Gruby, Średni i Mały. Ich przydomki oprócz określenia wzrostu, czy wagi przekazują informacje o pozycji w hierarchii. Mały jest słaby, najmniej ważny. Średni jest szarym człowiekiem, niczym się nie wyróżnia, można uznać go za równego w społeczności. A więc jeśli średniego uznamy za równego, to Gruby jest tym „równiejszym", nawiązując .do idei Folwarku Zwierzęcego G. Orwella.

Sztuka „Na pełnym morzu" to jednoaktówka, po której można spodziewać się typowych dla autora absurdów. Są nimi między innymi postacie Listonosza (Dariusz Kowalski) oraz Lokaja (Paweł Lipnicki. Obaj mężczyżni pojawiają się równie szybko, jak znikają. Pierwszy po prosto odchodzi z tratwy, (a przecież akcja dzieje się na środku morza!), drugi za to topi się z rozkazu Grubego.

Reżyser (Dariusz Kowalski) wraz z realizatorami dźwięku, światła, operatorami kamer i producentami tworzą prostą morską scenerię. Scenę stanowi tratwa, którą otaczają fale. Oprawę dźwiękową stanowią przede wszystkim ambienty morza. Muzyka użyta została jako przecinki w poszczególnych scenach. Operatorzy kamery zastosowali rzut z góry, zbliżenia na poszczególnych bohaterów oraz plan ogólny obejmujący falującym ruchem całą scenę.

„Na pełnym morzu" pozwala porównać się widzowi z postaciami, które poznaje w czasie seansu i zastanowić się, co zrobiłby na miejscu Grubego, Średniego lub Małego. Ponieważ Teatr Absurdu zawsze czymś zaskakuje i chwyta umysł w pułapki to spektakl nie nudzi. Idealna propozycja na piątkowy wieczór z gorącą czekoladą i otwartą głową.

Beata Zwierzyńska
Dziennik Teatralny Warszawa
19 grudnia 2020
Portrety
Dariusz Kowalski

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia