Człowiek jest zbyt mokry, żeby płonąć

"Ludzie swobodni w świetle badań empirycznych" - Grupa Teatralna Wikingowie

Piąty spektakl Grupy Teatralnej Wikingowie - Ludzie swobodni w świetle badań empirycznych - w przewrotny sposób zaktualizował się przez pandemię. Przesunięcie premiery z marca na czerwiec spowodowało, że to przedstawienie dotyczące ludzi wyrwanych z codzienności, jednostek w kryzysie bezdomności, wręcz prowokuje do czytania go w nowych, poszerzających je i uaktualniających kontekstach.

Bo czyż każdy z nas potencjalnie nie znajduje się zaledwie kilka kroków od nagłego, nieoczekiwanego obrotu rzeczy, który wytrąci nas z utrwalonych orbit i skieruje nasze życie w stronę upadku? Ta niepokojąca myśl trafia na podatny grunt lęków - zwłaszcza w tym przygnębiającym kraju. Ekonomiści zwykli przecie mówić, że polskie społeczeństwo jest z gruntu bardzo w tej Europie biedne, bo wiele osób stale żyje raptem kilka miesięcy od pogrążenia się w długach czy utraty domu w przypadku nagłej straty pracy. Czy pandemia nie zacznie tego teraz unaoczniać?

- Żyjemy w czasach coraz większego rozwarstwienia społecznego i ekonomicznego. Zacząłem bardziej dostrzegać ludzi w kryzysie bezdomności. Zastanawiałem się: jak to jest, czy naprawdę to takie czarno-białe i proste, jak to się dzieje? Okazało się, że tak naprawdę problem braku domu może dotknąć każdego. W gruncie rzeczy splot paru nieszczęśliwych okoliczności, paru błędnych decyzji - i ciach. To nie jest aż tak odległe od ludzi - powiedział w czasie spotkania po przedstawieniu Kuba Kapral, autor tekstu sztuki. I jak przyznał, sam zaliczył parę nocy na klatce schodowej w czasie "chmurnej młodości", stąd posiada tytułową wiedzę empiryczną, poszerzaną potem w trakcie pracy nad Ludźmi swobodnymi... Takim ambiwalentnym mianem określano w XVI, XVII wieku osoby bezdomne, ludzi gościńca - bez domu, a więc niejako wolnych.

"Nie chce, a może już nie może"

Pierwszą część Ludzi swobodnych... Kapral skonstruował na zasadzie repetytywnego piekła przypadków. W ich wyniku kolejne warianty Ryszarda - modelowego człowieka zwyczajnego w tej sztuce - wpadają w kryzys bezdomności, bądź doprowadzają do niego osoby niby im najbliższe (w myśl okrutnej zasady, że najbliższych rani się najmocniej). Porzucenie przez żonę, śmierć partnerki czy przemoc psychiczna i fizyczna względem małżonki - domowe ognisko, pozornie doskonale funkcjonujące, nagle się rozpada bądź ulega stopniowej erozji, a wraz z tym postępującym stanem "giną" ludzie.

Giną, bo tracą podmiotowość. Trafiają na ławkę, pod swój blok, do pustostanu, wchodzą w etap życia na ulicy. Mija określony czas, zaczynają "śmierdzieć" i stają się zdehumanizowanymi przez społeczeństwo, "bezdomnymi menelami". Ten mechanizm upadku, złożony z powtarzalnych etapów-modułów, jest demokratyczny, inkluzywny, a przy tym unaocznia to, iż w tragedii nie ma ludzi wyjątkowych. Jak ujmuje to zresztą wszechwiedzący Narrator (w tej roli chwacko szarżujący Łukasz Schmidt z Teatru Nowego w Poznaniu): "Życie jednak, jak mówią mądrzy ludzie, wydaje się kochać paradoksy, to szkoła, komedia dla tych, którzy patrzą, a tragedia dla tych, którzy czują, a do tego jest wspaniałe, należy tylko spoglądać na nie przez właściwe okulary". W przedstawieniu ten komizm miesza się z płaczem, a slapstick z groteską.

Musi być też w rozdawnictwie cierpień sprawiedliwie, więc wspomnianym regułom gry nie ucieka również i sam Narrator. Gdy Ryszardy biorą go w obroty, zdradzają też jego własny wariant upadku - człowieka, co to "dla nieznajomych śmieć, dla nieprzyjaciół najgorszy śmieć".

Druga część spektaklu rozłożona jest na dwa obrazy. Pierwszy dotyczy człowieka nocującego na klatce schodowej, który zamienia się w sam słuch: "Na posadzkę osuwa, w kłębek się zwija i gdy światło gaśnie, kształt swój ludzki tracić zaczyna". Z kolei bohaterem drugiego jest Franz Robal, który - odwrotnie, niż w opowiadaniu Kafki - z robaka staje się człowiekiem: "Wiem, wiem, powiecie, że do zapachu człowieka nie da się przyzwyczaić, ale, w momencie, jak ci się oczy złożone zmieniają w proste, to zapach jest najmniejszym problemem... naprawdę najmniejszym".

W trzeciej części w formie narracji z offu, zilustrowanej przez Schmidta bawiącego się lalkami w ślicznym, różowym domku dla lalek, otrzymujemy kilka historii o tym, co czuje istota żywa umierając z zimna, w ogniu, bądź powoli, z tzw. przyczyn naturalnych, i jak to przebiega na poziomie części ciała. Przekornie, Kapral ułożył za pomocą pomieszanego języka medycznego z potocznym dziwnie poetycko brzmiące frazy. Spektakl zamyka poruszający monolog Szmidta - człowieka, który płonie, cicho kończąc przedstawienie słowami: "A ten swąd, spytacie, skąd? Ja nic nie czuję. Może to ktoś inny? Ja nic nie czuję. Nie czuję. Nic nie czuję. Nie czuję. Nie czuję. Nic nie czuję. Nie czuję".

Wdech bez wydechu

Ryszardów odgrywają wspaniali aktorzy Grupy Teatralnej Wikingowie, Leszek Noster i Zbigniew Krakowski. Ich udział w spektaklu jest najwartościowszy, bo to oni pojawiają się na scenie w imię innych, anonimowych i wykluczonych - podejmując głos, przekształcając symbolicznie świat. Są w spektaklu by powrócić, zaistnieć, by wejść z nami w rozmowę. Na ich przeżycia składają się przede wszystkim rzeczy codzienne, a więc mówią do nas w imię tej codzienności docenienia, sięgając również po ból niezwykle trudnego dla nich tematu bezdomności.

Żony i inne role odgrywa debiutująca i niezwykle utalentowana Grażyna Gabryelewicz, która została zaproszona do występu w spektaklu przez przyjaciela, mającego za sobą doświadczenie bezdomności. To doskonała partnerka dla Nostera i Krakowskiego, bo - podążając słowami sztuki - czując empatię jest w stanie przeniknąć ich tragedię i przekazać ją publiczności.

Łukaszowi Schmidtowi dzięki wielkiej wrażliwości udało się w roli Narratora i innych funkcjach nie zepsuć wartości dokumentalnej wniesionej przez tę trójkę, a wesprzeć ich, poszerzyć zakreślone przez nich pole. Uważam, że jest pod tym względem o wiele lepszym wyborem niż Piotr Dąbrowski - aktor profesjonalny z Teatru Polskiego obsadzony w Ciągu dalszym (poprzednim spektaklu Wikingów), którego irytujący manieryzm zapewne ukręciłby łeb temu delikatnemu, misternie utkanemu przedstawieniu.

Ludzi swobodnych... doskonale zamyka narracja subtelnie prowadzona w dwugłosie reżyserki Doroty Abbe i jej córki Zuzanny Kuźmińskiej. Spokojny, delikatny, niewinnie brzmiący głos tej drugiej sprawia, że można popaść w dziwną, nieoczekiwaną błogość, słuchając o wariantywności śmierci, drastycznych przecież przeżyciach fizycznych. Następujący po tym elegijny monolog Szmidta, jest trudny do zniesienia z powodu skrajnych emocji, wręcz wstrząsający.

Kapral sięga w tekście po wiele cytatów z literatury i kultury, a jednak przy całym intertekstualnym wyrafinowaniu sztuki nie traci z pola warstwy empatycznej, bo ewidentnie po tej właśnie stronie stoi jako dramatopisarz. Doskonale poprowadzeni przez Dorotę Abbe aktorzy sprawiają, że najnowsze przedstawienie Wikingów na gruncie teatru przetwarza doświadczenie bezdomności tak, że przestaje być ono wypieranym elementem rzeczywistości i jest w stanie ponownie widza poruszyć, wytrącić z codzienności, z makabrycznego bez-czucia, z pogardy do "śmierdzącego menela". Czyżby było to najlepsze, najdoskonalsze jak dotąd przedstawienie Wikingów?

Minimalistyczna, racjonalnie zastosowana, a przy tym zaskakująca scenografia Pauli Buczyńskiej budzi podziw. Przemyślana i funkcjonalna muzyka Huberta Wińczyka podbija emocje, akcentuje elementy komiczne i groteskowe. Dzięki bardzo dobrej realizacji filmowej i montażowi Magdaleny Stroszejn i Macieja Bronikowskiego mamy do czynienia z propozycją nie tylko estetycznie smakowitą, ale i sprawiającą lekkie palenie w żołądku na myśl, że nie możemy zobaczyć tego przedstawienia na żywo. Na tę okazję czekam od dzisiaj z utęsknieniem.

Marek S. Bochniarz
kultura.poznan.pl
27 czerwca 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...