Człowiek przesiąknięty teatrem

Iście mistrzowskim spektaklem rozpoczęła się dziesiąta edycja katowickich “Interpretacji”. No bo cóż innego mogłoby powstać z połączenia trzech wielkich osobowości: Jerzego Treli – aktora wybitnego, Krzysztofa Jasińskiego – reżysera i założyciela krakowskiego Teatru Stu oraz Leszka Kołakowskiego – filozofa skromnego, czyli mądrość nade wszystko miłującego.
Twórcy spektaklu wydobyli z bądź co bądź trudnego tekstu Kołakowskiego niezwykłą lekkość i nasycili go ironizująco-dowcipnymi niuansami. Ascetyzm i surowość scenografii pozwala na większe skupienie się na centralnej postaci księdza Bernarda. Ma on do dyspozycji jedynie owalną ambonę, krzesło i złowieszczy, czarci tron na podeście, spod którego buchną piekielne płomienie. Oprócz tego sprytnego tricku łączącego obie części monodramu podziwiać winniśmy jeszcze niesamowitą grę świateł: począwszy od cieni wielobarwnych witraży padających na podłogę, po grę czarno-złotawych reflektorów znamionujących nadejście czarta. Bo ksiądz Bernard nie jest księdzem Bernardem, ale diabłem – upadłym aniołem, “apostołem” rozpusty i zła, orędownikiem nowej metody. Wspiął się na ziemię po to, by przy jednoczesnym pogrążeniu istoty ludzkiej w jej beznadziejnym położeniu wesprzeć ją niejako własną obecnością, gdyż obaj – i człowiek i diabeł – “braćmi (...) wszyscy, wspólnym zbratani losem, na wieki”. Jerzy Trela znakomicie intonuje wszelką figurę retoryczną, każdy zwrot do widza, a wszystkie pauzy i przemilczenia stają się równie ważne, co treść wywodu. Od początku w jego postaci czai się demoniczność, jakaś złowroga druga natura, tymczasowo ukryta pod burą szatą zakonnika. Ironia i kpina, zmęczenie, ale i potężna ekspresja, prawda i kłamstwo – wszystko skupia się w kreacji Jerzego Treli jak w soczewce. Pomiędzy Trelą-Bernardem, a Trelą-diabłem jest jeszcze miejsce dla Treli-Konrada ze słynnych “Dziadów” roku 1973 jako metonimii całej tradycji, która ukształtowała tego artystę polskiej sceny, w której wzrastał i którą miał szansę współtworzyć. Echo spuścizny Konrada Swinarskiego pobrzmiewa w sztuce raz po raz. Ogromną rolę pełni tu gestus i słowo – bowiem ku teatrowi tradycyjnemu skłaniają się twórcy sztuki; ku teatrowi, w którym ciało i głos aktora bezpośrednio komunikuje widzowi SŁOWO. Trudno powiedzieć, który z tych elementów pełni funkcję nadrzędną, ale wiadomo, że dobre słowo nie wybrzmi tak jak powinno bez kunsztu aktorskiej kreacji, a zaś odwrotnie rzecz ujmując – wielki aktor z marnego tekstu wielkiej filozofii nie zdoła wydobyć. Dość powiedzieć, że w tej sztuce słowo nie ustępuje gestowi aktora, obie funkcje dopełniają się wzajemnie, tworząc niezwykle fascynujące, pełne napięć dzieło sceniczne. Monodram w wykonaniu Jerzego Treli nie pozostawia cienia wątpliwości: mamy niewątpliwie do czynienia z człowiekiem przesiąkniętym sztuką teatru, z człowiekiem-aktorem, z zespoleniem wiecznym “narzędzia”, jakim staje się ciało aktora z jego myślą, duchem, ideą. Z wiarą i sensem, które podczas teatralnego misterium przelewa w nas – w nasze umysły i serca. Kto ze zgromadzonych w pełni otworzy się na to doznanie, stanie się gotowy na przeżycie katharsis – poprzez litość (nad samym sobą) i trwogę (z powodu tego, co widzą jego uszy i słyszą jego oczy) dozna oczyszczenia, które pomoże mu lepiej zrozumieć siebie i otaczający świat. Krakowski Teatr Scena STU, “Wielkie kazanie księdza Bernarda. Rozmowy z diabłem”, reżyseria: Krzysztof Jasiński X Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w Katowicach.
Marta Odziomek
Ad Spectatores
7 marca 2008

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia