Człowiek w kajdanach sztuczności

"Ślub" (El casamiento) - reż. Jarosław Bielski - Réplika Teatro, Madryt (Hiszpania)

Jak uciec od formy? Od „gęby"? Od narzucanych nam ról społecznych? Jak uwolnić się od myśli o tym, jak jesteśmy postrzegani? Czy podejmowane przez nas decyzje są wynikiem naszych szczerych pragnień, czy tego, co narzuca nam sytuacja i oczekiwania? Czy nasze pragnienia coś o nas mówią? Czy mają jakiekolwiek znaczenie? Jak być sobą? Czy istnieje jedna obiektywna tożsamość człowieka?

Takie między innymi pytania w swojej twórczości zadawał Witold Gombrowicz i o to również zdają się pytać aktorzy Replika Teatro. Wypowiadane po hiszpańsku słowa mogą brzmieć dla nas obco, a konieczność odczytywania tekstu wyświetlanego na ścianie kościoła sprawia, że odczuwamy niechęć do narzuconej nam formy, jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że problematyka dzieła ma charakter globalny i dotyczy każdego człowieka. Czesław Miłosz tak pisał o Gombrowiczu: „jego utwory są budowlami, wznoszonymi dla przekazywania myśli o egzystencji, zbyt skomplikowanej, by dało się ją wyrazić za pomocą traktatów..." *1

„Ślub" to dramat, który porusza czytelnika, jednak wystawiony na scenie ma okazję wybrzmiewać pełniej, kiedy my – widzowie – stajemy się „współwinni", kiedy to na nas patrzy Henryk mówiąc: „A może nie jestem sam, kto wie co jest za mną, może na przykład, może coś...", zanim pojawi się Władzio. To my nie odpowiadamy, gdy Henryk woła „Jest tu kto?", kiedy krzyczy: „Okropna para! Ojciec i matka! Świętość! Ale Ja ich dotykam. Patrzcie, jak ich dotykam, jak ich ruszam, jak grzebię w nich". A my sztucznie siedzimy, my wszyscy „patrzymy się... jak oni sztucznie stoją". Jest tu i komizm sytuacyjny, i poważna gra aktorska, w których hiszpańska grupa bardzo dobrze się odnajduje.

Jarosław Bielski – założyciel Replika Teatro w Madrycie – jest polskim reżyserem, emigrantem, który studiował w Krakowie i brał udział w warsztatach Grotowskiego we Wrocławiu. Ciężko oceniać po jednym spektaklu, ale zdaje się dążyć w swych działaniach „ku teatrowi ubogiemu", co działa tutaj zdecydowanie na plus. Na scenie zobaczymy tylko niezbędne atrybuty bohaterów, scenografia opiera się na elementarnych „dekoracjach": stole, kilku krzesłach i stojącym w głębi krzyżu, przy którym kilkukrotnie zostanie podjęta próba przeprowadzenia tytułowej ceremonii. Widz zwraca uwagę przede wszystkim na działania aktorskie. Już wchodząc na salę widzimy Henryka (granego przez świetnego Raula Chacona) zmagającego się z niby cyrkową sztuczką. Ktoś zaczyna cicho klaskać, gdy udaje mu się przejść wzdłuż sali. Zdaje się stąpać po linie, balansować na jakiejś niewidzialnej granicy, którą później własnoręcznie tworzy, rysując kredą linię oddzielającą widzów od świata przedstawianego. Czy to granica pomiędzy realnym a nierealnym? Między rzeczywistością a snem? Bohater zapada się w ciemność, a z ciemności światło wyciąga to, co w obcym świecie się znajduje. Stół. Krzyż. Gdzie się znajduje Henryk? W kościele? Gospodzie? W bliżej niezidentyfikowanym onirycznym marzeniu? W świecie wyobraźni? Gdy czuje się osamotniony, z pomocą przychodzi Władzio . Alter-ego Henryka? Jego dawny przyjaciel?

„Widzę w postaci Henryka bliskość postmodernistycznego myślenia w ocenie dzisiejszej rzeczywistości, w sytuacji zglobalizowanego człowieka, buntującego się w indywidualny sposób, przeciwnemu jednomyślnej ocenie tej rzeczywistości. Henryk postanawia zmienić tę rzeczywistość, by móc przywrócić utracony świat dzieciństwa. Pragnie powrotu do tego, co już nie istnieje, ale może ponownie zaistnieć za mocą wyobraźni. Nasza wyobraźnia bowiem jest naszą wolnością, naszą jedyną prawdą istnienia. Życie jako rytuał słów i gestów, w którym Henryk sam jest jednocześnie kapłanem. Rytuał działań wobec innych. Doświadczenie prawdziwego istnienia. Ten rytuał jednak jest sam w sobie grą, sztucznością, w którą prawdziwe życie może tchnąć jedynie ofiara. Ofiara drugiego życia. Władzio musi umrzeć. Ta prawdziwa ofiara nadaje grze w życie głębi i namacalności istnienia. Zamienia tę dotychczasową grę w konkret życiowego doświadczenia. Jest jednak nieodwracalna. Nie ma już powrotu do przeszłości. Konkret ofiary ludzkiego życia, zamiast spełnienia, rodzi pustkę i całkowite zagubienie Henryka. "2 - wypowiada się sam reżyser spektaklu. Zredukował liczbę aktorów z literackiego pierwowzoru do pięciu postaci, pozostawiając Henryka samemu sobie, gdy Władzio go opuszcza, ale czyż człowiek ponowoczesny nie jest równie osamotniony w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania?

Realizacja to z definicji tylko jedna z możliwych interpretacji. Bielski zwraca uwagę głównie na problemy współczesnego człowieka szukającego wolności, sposobu na odnalezienie sensu, wypełnienie pustki, wyrwanie się z kajdan sztuczności.

Zarówno pierwowzór literacki, jak i sam spektakl, wywołuje w odbiorcy wiele pytań. Nic nie jest jasne ani oczywiste. I choć twórcy próbują odpowiadać na te pytania, to również w sposób nieoczywisty. Każdy z nas ma szansę odpowiedzieć sobie na nie sam. I całe szczęście!

___

*1  Cz. Miłosz Historia literatury polskiej, przel. M. Tarnowska, Kraków 1993, s. 496.

Aleksandra Zegar
Dziennik Teatralny Wrocław
16 listopada 2016

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...