Cztery nogi dobrze, dwie nogi źle

"Folwark Zwierzęcy" – reż. Alexandre Marquezy – Teatr Arka we Wrocławiu

Książkę autorstwa Georga Orwella zalicza się do klasyki literatury, podejmuje ona wiele tematów, głównie politycznych i w świetny, metaforyczny sposób przedstawia naszą rzeczywistość. Przedstawienie na podstawie tego dzieła – mogłoby wydawać się, że zbyt alegorycznego do zrozumienia przez niektórych młodszych widzów – w wykonaniu aktorów z teatru Arka udowadnia, że każdy może odnaleźć w historii coś dla siebie, niezależnie od wieku.

Książkę autorstwa Georga Orwella zalicza się do klasyki literatury, podejmuje ona wiele tematów, głównie politycznych i w świetny, metaforyczny sposób przedstawia naszą rzeczywistość. Przedstawienie na podstawie tego dzieła – mogłoby wydawać się, że zbyt alegorycznego do zrozumienia przez niektórych młodszych widzów – w wykonaniu aktorów z teatru Arka udowadnia, że każdy może odnaleźć w historii coś dla siebie, niezależnie od wieku.

Opowieść o zwierzętach przejmujących kontrolę na folwarku po wygnaniu jego właściciela od dawna wzbudza wiele emocji – już sam Orwell miał problemy z wydaniem książki przez jej kontrowersyjność. Ponad siedemdziesiąt pięć lat później problematyka "Folwarku Zwierzęcego" wciąż jest aktualna, a aktorzy pod okiem reżysera dodali do niej kolejne przesłanie. Ważny element tego przedstawienia stanowią kostiumy w wykonaniu Karoliny Konieckiej i zwierzęce maski, których zadaniem jest zakrywać twarz osoby grającej, a w tym wypadku, dzięki nim stworzyła się pewnego rodzaju korelacja między książką, w której to zwierzęta przybrały ludzkie twarze.

Jedną z pierwszych scen jest śpiewanie przez zwierzęta hymnu, który w wykonaniu tylu głosów, wywołał, przynajmniej u mnie, ciarki – możliwe, że duży wpływ na moje odczucia miał fakt niewielu doświadczeń z jakąkolwiek muzyką na żywo na przestrzeni ostatniego, pandemicznego roku. Był to początek zapowiadający świetne przedstawienie i nie zawiodłam się. Teatr sam w sobie jest mały, ale też klimatyczny i pełen niesamowitej energii, której dostarczają ludzie z nim związani. Widać było, że wszystkich – zarówno aktorów, osoby zarządzające teatrem i widownię – wypełnia podekscytowanie powrotem Teatru do życia po czasie wstrzymania wystąpień przez sytuację w Polsce i na świecie. "Folwark Zwierzęcy" był jednym z pierwszych przedstawień po długiej przerwie, więc sama już zapowiedź jak i późniejsze podziękowania wzbudziły pozytywne poruszenie.

Sztuka nie jest przeznaczona wyłącznie dla osób, które są zapoznane już z treścią książki, choć jej znajomość może stanowić oczywiście podporę w jej zrozumieniu. Niemniej jednak, „Folwark Zwierzęcy" Teatru Arka wzbudza wiele emocji, bo czasem wywołuje śmiech, kilka razy też można podskoczyć na krześle ze strachu, ale przede wszystkim sztuka skłania do przemyśleń: do zastanowienia się, czy nie dajemy się przypadkiem podobnie traktować albo czy ktoś nie wykorzystuje naszego strachu przed większym złem – życiem pod okiem Johnsa (Adrian Jankowski) – czy nie stawia przed nami kozła ofiarnego, który jest odpowiedzialny za wszystkie błędy i przykrości, w tym przypadku świni Snowballa (Jasiek Grządziela), i czy nie łagodzi naszych niepewności naciąganymi argumentami, mającymi na celu tylko odwrócić uwagę od realnych spraw.

Szczególną uwagę zwraca choreografia, którą przygotowały Agata Obłąkowska i Ewelina Niewiadowska. Taniec świń z chochlą pozostaje w pamięci nawet po zakończeniu spektaklu, a duet Napoleona (Maciej Mazurkiewicz) i Pana Whimpera (Jasiek Grządziela) na pewno potrzebował dużo czasu na przygotowanie. W końcu, sama piosenka aktorska wymaga wielu godzin ćwiczeń, a dodając do niej jeszcze kroki i wykorzystując krzesło, jako atrybut – można domyślić się, że był to jeden z bardziej zajmujących fragmentów przedstawienia. Innym, dość wymagającym zadaniem było wcielenie się przez kilku aktorów w więcej niż jedną rolę – niemniej jednak, wszyscy artyści podołali temu trudnemu wyzwaniu i spisali się znakomicie.

Elementem, który dodaje tej sztuce dodatkowego znaczenia jest fakt, że tylko zwierzęta i pośrednio związany z nimi Pan Whimper mają głos, a reszta ludzi, czyli farmerzy z okolicznych folwarków i Pan Johns, nie wypowiadają żadnych kwestii. Dzięki siedzeniom widowni ustawionym blisko sceny, wykorzystaniu głównych drzwi oraz kilku scenom, w których reżyser postanowił złamać czwartą ścianę, miało się wrażenie uczestnictwa w historii opanowania i kolejno, stoczeniu się dworku przez nieudolne rządze świń, którym bardziej zależało na własnej wygodzie niż – jak próbowały wmówić pozostałym zwierzętom – na równych prawach i rozwoju ich miejsca zamieszkania. Myślę, że brzmi to znajomo...

I wydaje mi się, że nie jest to tylko moje spostrzeżenie, bo końcówka przedstawienia jest naprawdę zaskakująca.

Katarzyna Mikuła
Dziennik Teatralny Wrocław
5 czerwca 2021

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia