Czy Argentyna rozumie Gombrowicza?

,,Ferdydurke'' – reż. Alejandro Radawski - Teatr Culitos z Buenos Aires – 14. 10. 2022 r.

,,Ferdydurke'' autorstwa Witolda Gombrowicza doczekała się wielu nietuzinkowych adaptacji teatralnych, jednak jeszcze nigdy nie spotkałam się z zagranicznym teatrem, który podjąłby się próby wystawienia jego dzieła. Na tegorocznym XV Międzynarodowym Festwialu Gombrowiczowskim w Radomiu zaprezentował się niezależny Teatr Culitos z Buenos Aires, który prezentuje tę sztukę na całym świecie od 2016 roku.

Jest to grupa czterech aktorek wraz z reżyserem – Alejandro Radawskim, który, co istotne, od lat mieszka w Polsce, jednak ściśle związany jest również z Argentyną. Niewielki zespół zasila także scenograf Marko Bergar, kostiumografka Antonela Marcello oraz oświetleniowiec Ricardo Sica. I trzeba przyznać, że całość wychodzi im naprawdę zgrabnie. Zaplanowanie oszczędnej aranżacji sceny w postaci wielkiego biurka, które w trakcie spektaklu ewaluuje również w łóżko, tablicę, siedzisko czy kulisy. Kostiumy proste, choć pod wieloma względami dobrane w punkt, zarówno pod kątem kolorystyki, szczególnie wyraźnie zaznaczającego swą obecność u praktycznie każdej postaci czerwonego akcentu, jak i zdecydowana oszczędność środków wyrazu w garderobie aktorek współgra ze stanem faktycznym ukazanym w powieści. Gombrowicz nie skupiał uwagi na materialnych aspektach opisu bohaterów, a wszystko dzieje się za sprawą słowa, gęby, min oraz gestów i na tym również skupił się reżyser.

Cała akcja oscyluje wokół głównych wątków fabularnych, jednak prowadzone jest to na tyle zręcznie, że wydaje mi się, iż bez znajomości powieści, można wyciągnąć ze spektaklu pewne refleksje. Zaczynamy jednak nie od poznania Pepe – głównego bohatera, 30 latka zamienionego w 16 letniego ucznia, a od żywej integracji publiczności z aktorkami. W tej roli Lucrecie Aguirre, czyli Miętus. Skradła ona publiczność niesamowitą charyzmą. Ogromnym zaskoczeniem był jej dialog z widzami w naszym, ojczystym języku, a także wręczanie im rekwizytów, które następnie angażowały wszystkich na sali w trakcie spektaklu. Ożywiono więc scenę nie tylko dzięki stałej relacji pomiędzy odbiorcami a nadawcami, lecz również absolutnie wszystko podlegało naszej stałej uwadze i obserwacji. Głównym ośrodkiem scenicznym było wcześniej już wspomniane biurko i trzeba przyznać, że ta koncepcja oraz tak zręczne wywiązanie się z niej naprawdę budzi podziw, zważając na fakt, iż czteroosobowa grupa aktorek, zagrała ponad dziesięć ról.

Wydaje mi się, jednak, że gdzieś między tymi wszystkimi, dopracowanymi solidnie szczegółami, zagubiono prawdziwą duszę powieści Gombrowicza, rzeczywistego przesłania, specyficznego humoru i tragedii jaką przeżywa Pepe. Wpleciono co prawda charakterystyczne dla ,,Ferdydurke'' sformułowania, więc nie była to zupełnie swawolna interpretacja, lecz upiększanie tego, co i tak złożone, trudne i zaskakujące w swoim pierwowzorze, choćby piosenkami, prowokując chaos, naciągając to do granic figlarności niekoniecznie mnie przekonało.

Czy więc Argentyna rozumie Gombrowicza? Absolutnie tak, jednak czasem warto pozostawić pewne środki wyrazu na inne, być może prostsze i swobodniejsze realizacje. Mimo wszystko teatrowi Culitos nie można odmówić rzetelnego przygotowania i świadomości tego, co przedstawiali.

Zamysł reżysera o uwspółcześnieniu i nadaniu ,,Ferdydurke'' nowej, świeżej formy nie przypadł mi do gustu, jednak po reakcji publiczności domyślam się, że znaleźli oni wielu zachwyconych i rozbawionych widzów i jeśli to było ich celem, a tak właśnie wnioskuję, to świetnie trafiają w potrzeby współczesnych odbiorców.

Julia Kłoda
Dziennik Teatralny Radom
20 października 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...