Czy bycie aktorem pomaga w byciu dyrektorem?

Rozmowa z Marcinem Hycnarem

W takim miejscu, z tak licznym zespołem, zapleczem technicznym, ze wszystkimi pracowniami, które dziś bywają już rzadkością na mapie teatralnej kraju, można się pokusić o to, żeby realizować więcej klasyki. Żeby linia repertuarowa dotychczasowo oparta na współczesnych tekstach literatury, była uzupełniona o drugi filar reinterpretacji klasyki. Wydaję mi się, że to należy się zarówno zespołowi, który może się w ten sposób rozwinąć, jak i publiczności.

Z Marcinem Hycnarem - nowym dyrektorem Teatru im. S. Jaracza - rozmawiają Maria Krawczyk i Anna Grzelak z Dziennika Teatralnego.

Maria Krawczyk: Zaczniemy może nietypowo... Jakie pytanie najczęściej Pan dostaje?

Marcin Hycnar: Siłą rzeczy najczęściej zadawane pytania to: Jaki będzie Teatr Jaracza pod moim rządami? I jak będzie wyglądała linia repertuarowa, czy ulegnie zmianie?

M.K.: Nie oszukujmy się, też zadamy to pytanie!

M.H.: Spodziewam się.

Anna Grzelak: To może w takim razie... Jakie pytanie chciałby Pan usłyszeć?

M.H.: Trudne... Trudne, żeby wskazać. Liczę, że mnie Panie zaskoczycie.

A. G.: Dał Pan się już poznać jako utalentowany aktor i reżyser. Rola dyrektora artystycznego, również nie jest Panu obca. W Teatrze Jaracza obejmuje Pan stanowisko dyrektora naczelnego i artystycznego. Jak czuje się Pan przed takim wyzwaniem?

M.H.: Czuję się dobrze, dziękuję. To na pewno duże wyzwanie, bo moje dotychczasowe doświadczenia nie dotyczyły kierowania całym teatrem. W teatrze w Tarnowie, moja dyrekcja była ograniczona do sfery artystycznej. Tu odpowiadam za więcej działów, za wszystkich pracowników i za teatr jako taki. To na pewno nowe wyzwanie. Jak się z tym czuję? Czuję się o tyle niekomfortowo, że nie jest to czas, w którym możliwa jest normalna teatralna praca. Wszyscy wiemy jakie są okoliczności. Tak naprawdę, od początku mojej obecności w „Jaraczu", zarządzam sytuacją kryzysową. Zdecydowałem się na to, wiedząc o okolicznościach, więc staram się na bieżąco radzić sobie z problemami wynikającymi z obostrzeń i niemożności bezpośredniego kontaktu z publicznością.

M.K.: Czy bycie aktorem pomaga w byciu dyrektorem?

M.H.: O! To ciekawe! Takiego pytania jeszcze chyba mi nikt nie zadał. Czy bycie aktorem pomaga? Chyba o tyle, że jestem w stanie zrozumieć potrzeby wyrażane przez zespół artystyczny teatru. Rozumieć je i starać się znaleźć rozwiązania czy kompromisy, które z jednej strony będą szanować te potrzeby, a z drugiej będą zgodne z interesem teatru.

A.G.: Jak się „robi" dobry teatr? I w zasadzie, czym jest dobry teatr?

M.H.: „Gdyby wiedzieć..." Mogę przypuszczać, że dobry teatr to taki, który po pierwsze cieszy się zaufaniem publiczności, po drugie jest nieprzykry dla krytyki i doceniany przez ludzi z tak zwanego „środowiska" teatralnego. Dobry teatr to także ten, w którym pracownicy dobrze się czują. To chyba takie trzy podstawowe wytyczne: sukces frekwencyjny, artystyczny i zdrowa sytuacja wewnętrzna, która pozwala ludziom się rozwijać i gwarantuje bezpieczeństwo.

M.K.: Wspominał Pan, że w teatrze chodzi o to, żeby prowokować widza do myślenia, dyskusji, wywoływać w nim emocje. Czy taki będzie Pana „plan na teatr"?

M.H.: Myślę, że to jest mój plan na działanie w przestrzeni sztuki w ogóle – szeroko rozumianej. Prowokować do myślenia w tym sensie, że jeśli coś nie obchodzi widza to oznacza, że jest niewarte realizacji. Oczywiście w ramach tego „prowokowania do myślenia" istnieje bardzo szerokie spektrum możliwości, bo w moim mniemaniu dobra komedia także może spełnić to zadanie.

A.G.: Obecnie żyjemy w bardzo ciężkich czasach. Pandemia zamknęła teatry, kultura przeniosła się do sieci. Czy uważa Pan, że obecna sytuacja całkowicie ograniczyła teatr, czy raczej rozwinęła jego możliwości?

M. H.: Wydaje mi się, że – przede wszystkim – potężnie ograniczyła. Teatr ma wpisaną w siebie „obecność" – istotą jego działania jest sytuacja „tu i teraz". Komunikat jest nadawany i w tym samym momencie następuje żywa reakcja zwrotna. Działania w przestrzeni internetowej, choć oczywiście zmusiły instytucje kultury do inwestycji i poszukiwania nowych form wyrazu, są jednak, moim zdaniem, jakimś erzacem – czymś „zamiast" teatru - oczywiście, w takim jego „definicyjnym" rozumieniu - jako spotkanie widza z aktorem w czasie rzeczywistym. Jeżeli chodzi o tak rozumiane zjawisko „teatru", nasza działalność została potężnie ograniczona. Jeśli natomiast chodzi o docieranie do widzów ze swoimi artystycznymi projektami, które czasem można nazwać „parateatralnymi", a czasem wykraczającymi poza sferę teatru - to z pewnością zostaliśmy zmobilizowani przez okoliczności do poszukiwania nowych form.

A.G.: W takim razie, stąd kolejne moje pytanie. Jak pod tym względem będzie się rozwijał Teatr Jaracza?

M.H.: Jednymi z pierwszych kroków, które tutaj podjęliśmy ze współpracownikami to właśnie rozwinięcie sfery obecności w przestrzeni internetowej, która do tej pory nie była, delikatnie mówiąc, domeną Teatru Jaracza. Pracujemy nad nową stroną internetową i platformą, na której moglibyśmy prezentować nasze spektakle. Na razie niektóre ze zrealizowanych nagrań udostępniamy naszym widzom za pomocą platformy VOD i systemu Pay-per-view. Teatr zrealizował kilka projektów, jeszcze zanim się tu pojawiłem. Część z nich otrzymała dotację z funduszu wsparcia kultury. Teraz jesteśmy na etapie „dopieszczania" tego typu inicjatywy, jaką było czytanie „Ziemi obiecanej" Reymonta, z którego chcielibyśmy zrobić audiobook i wydać go jako wydawnictwo, produkcję naszego teatru. Udało się zrealizować kilka nagrań przedstawień z repertuaru, w planach są kolejne, więc jakoś tę więź z widzem będziemy chcieli podtrzymywać, korzystając z bardziej nowoczesnych form komunikacji niż te, które do tej pory pozostawały w dyspozycji teatru.

M.K.: W ostatnim czasie można zobaczyć spektakle online, które są odkopywane sprzed kilku lat, przykładem jest „Kordian", który miał niedawno swoją internetową premierę. Takie nadawanie nowego życia premierom, w przestrzeni internetowej, ma sens?

M.H.: Wydaje mi się, że tak. Jeśli mowa o „Kordianie", spektakl cały czas pozostaje w repertuarze Teatru Narodowego, więc nie jest to wyciągnięcie z szafy zatęchłego spektaklu pachnącego naftaliną, tylko wciąż żywego przedstawienia. To nagranie zostało dokonane stosunkowo niedawno. Wierzę, że dzięki emisji online, miały szansę zobaczyć je osoby, które normalnie miałyby trudności z wybraniem się do Warszawy i z obejrzeniem spektaklu na żywo w Teatrze Narodowym. W sensie poszerzania widowni, docierania do ludzi oraz miejsc, w których uczestnictwo w kulturze jest utrudnione, jest to z pewnością inicjatywa cenna.

M.K.: My widziałyśmy. Gratulujemy roli Kordiana. Zresztą po tym spektaklu dużo dyskutowałyśmy. I też zgodnie stwierdzamy, że warto. Jesteśmy ciekawe, jak postrzega Pan łódzką publiczność? Uważa Pan, że teatr w Łodzi jest pewnego rodzaju wyzwaniem?

M.H.: To jest to pytanie, na które nie podejmuję się odpowiedzieć, ponieważ nie miałem możliwości obcowania z łódzką publicznością. Owszem, w czasie drobnych przerw w obostrzeniach, udało mi się obejrzeć jedno przedstawienie w „Jaraczu", ale na widowni oprócz mnie było może pięćdziesiąt osób. Wszyscy byli szczelnie zamaskowani, siedząc w istotnych odległościach, co nie sprzyja żywiołowemu reagowaniu. Nie było to łatwe doświadczenie, zapewne też niełatwe dla aktorów, którzy są zmuszeni realizować spektakle z małej sceny, w przestrzeni sceny dużej. A jeśli coś zostało stworzone na kameralną przestrzeń, to innych środków używano, inaczej się rozmawia, inaczej taka realizacja przebiega. Wracając do tematu łódzkiej publiczności, to sfera, którą będę miał szansę zgłębić dopiero, gdy publiczność będzie mogła do nas wrócić.

M.K.: Teatr Jaracza ma raczej stałą publiczność...

M.H.: Jaka to jest publiczność?

M.K.: To publiczność wierna, nie szukano nowej. Stawiano na tych pewnych, stałych bywalców, którzy doceniali repertuar. Czy teatr będzie stawiać na poszukiwanie nowej publiczności?

M.H.: Zapewne, ale nie rezygnując ze zdobyczy poprzednich dyrekcji. W rozwinięciu linii repertuarowej - w pewnym eklektyzmie, który chciałbym zaproponować - upatruję szansę pozyskania nowych widzów. Jednocześnie nie tracąc tych, którzy bardzo sobie cenią Teatr Jaracza jako markę, a wizyty w tym miejscu były dla nich okazją do artystycznych przeżyć na wysokim poziomie.

A.G.: W takim razie, jakie zmiany czekają nas w repertuarze, czego możemy się spodziewać?

M.H.: Myślę, że będzie bardziej różnorodnie. „Jaracz" to teatr, który pod względem liczebności załogi jest trzecią sceną w Polsce. W takim miejscu, z tak licznym zespołem, zapleczem technicznym, ze wszystkimi pracowniami, które dziś bywają już rzadkością na mapie teatralnej kraju, można się pokusić o to, żeby realizować więcej klasyki. Żeby linia repertuarowa dotychczasowo oparta na współczesnych tekstach literatury, była uzupełniona o drugi filar reinterpretacji klasyki. Wydaję mi się, że to należy się zarówno zespołowi, który może się w ten sposób rozwinąć, jak i publiczności. I jako że nasz zespół jest uzdolniony muzycznie, to będziemy również sięgać po spektakle, które będą wykorzystywać te jego umiejętności. Mam nadzieję, że z czasem powstaną przedstawiania, których do tej pory było niewiele. To znaczy takie, które pozwolą na działalność edukacyjną, takie, które angażowałyby młodzież, dzieci, żeby każdy z mieszkańców Łodzi i regionu, mógł znaleźć coś dla siebie.

M.K.: Zazwyczaj pytam muzyków, czego ostatnio słuchali, więc Pana może zapytam, co ostatnio czytał?

M.H.: Głównie czytam scenariusze i teksty, które spływają do teatru w potężnych ilościach, bo siłą rzeczy, twórcy upatrują okazję do pracy w sytuacji zmiany na stanowisku dyrektora instytucji kultury. Zawodowo od czasu do czasu zajmuję się także czytaniem kryminałów. Jednak stos pozycji, które mam do przeczytania, „bo chcę", a nie „bo muszę" - cały czas rośnie. I raczej przybywa na nim tytułów niż ubywa.

M.K., A.G.: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

__

Marcin Hycnar - aktor, reżyser, dyrektor teatrów. Urodził się 18 stycznia 1983 w Tarnowie. Absolwent Wydziału Aktorskiego (2006) i Wydziału Reżyserii (2016) Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Wykładowca na kierunku aktorstwo tejże uczelni. W latach 2006-2016 aktor Teatru Narodowego.
Od 1 czerwca 2017 do 30 czerwca 2020 dyrektor artystyczny Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie.
Od 1 grudnia 2020 dyrektor Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Anna Grzelak , Maria Krawczyk
Dziennik Teatralny Łódź
2 lutego 2021
Portrety
Marcin Hycnar

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia