Czy faraon był Polakiem?

„Faraon" – reż. Adam Nalepa – Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Wiadomo, że Bolesław Prus powszechnie stronił od powieści historycznych, ale kiedy zauważył możliwości płynące z tego gatunku zmienił zdanie. Osadzając historię w przeszłości, mógł poruszyć kwestie mechanizmu działania państwa oraz nierozerwalnie z nim związaną rolę nauki i religii.

Mimo, że reżyser Adam Nalepa, zachęcał do spojrzenia na jego spektakl jak na twór o uniwersalnym wydźwięku, trudno oprzeć się licznym skojarzeniom do obecnej sytuacji w Polsce, które nasuwają się podczas oglądania gdańskiego „Faraona".

Starożytnym Egiptem rządzi faraon, Ramzes XII (Cezary Rybiński), całkowicie podległy swym kapłanom – Herhorowi (Robert Ninkiewicz) oraz Mefresowi (Krzysztof Matuszewski), którzy, poprzez swoje wpływy i dobytek, należą do najważniejszych ludzi w państwie. Z zaistniałą sytuacją polityczną całkowicie nie zgadza się młody następca tronu, Ramzes XIII (Jakub Mróz). Słysząc o niezadowoleniu poddanych, a przede wszystkim o zadłużeniu państwa, pragnie drastycznych zmian – chce odsunąć religię od władzy. Jednakże szybko się okazuje, że nie jest to takie łatwe, gdy za wrogów obiera sobie boskich posłańców.

Trzygodzinny „Faraon", to dość wierna adaptacja prawie osiemsetstronicowej powieści. Należy do tych statycznych dzieł, opierających się w dużej mierze na dialogach. Choć główną osią akcji staje się pałacowa intryga, twórcy spektaklu znaleźli balans pomiędzy zimną polityką a wewnętrzną przemianą Ramzesa XIII. Poprzez ukazanie jego dojrzewania, z naiwnego buntownika w dobrego władcę, główny bohater staje się bliższy widzowi, a jego cierpienie znacznie precyzyjniej trafia we wrażliwe struny odbiorcy.

„Faraon" to swoistego rodzaju kontrast pomiędzy tu i teraz a tam i kiedyś. Rozdźwięk zostaje także nakreślony w charakterach postaci. Podczas gdy stary faraon pozostaje bierny, jego syn jest skory do działania. Kiedy Herhor oraz Mefres skupiają się tylko na sobie i na własnym dobru, przyszły faraon podkreśla pragnienie szczęścia wszystkich mieszkańców. Młode pokolenie konfrontuje się ze starszym, idealista walczy z realistami, a pomiędzy ich potyczkami toczy się życie zwykłych, szarych ludzi – poddanych, którzy cierpią, głodują i umierają.

Widz chciałby się dowiedzieć, czy jeden rezolutny młodzieniec-idealista będzie w stanie zmienić losy milionów. Jest to tym ciekawsze, ponieważ Ramzes XIII ma za sobą niejedną złą decyzję czy błędny osąd. Czasami się błąka, nierzadko tracąc poczucie rzeczywistości. Innymi słowy to postać z krwi i kości. W pewnym momencie odnosi się wrażenie, że Jakub Mróz wcale faraona nie gra. On nim po prostu jest. Szczególnie w ostatnich, najważniejszych scenach jego postać jest tą, za którą chce się podążać. Siła z jaką wcielił się w przywódcę – przytłacza, prowokuje i porusza. Spływająca łza po jego policzku staje się zwieńczeniem trzygodzinnych zmagań. Jest wiarygodnym symbolem pierwszorzędnej sztuki aktorskiej.

Bo jak tu nie słuchać władcy, który z taką pasją przemawia do swojego ludu/publiczności. Jak powszechnie wiadomo niekoniecznie ten, kto ma władzę dzierży mikrofon, lecz ten, który dzierży mikrofon posiada także i władzę. A na scenie teatru znajduje się tylko jeden jedyny mikrofon, który wielokrotnie zmienia swoje miejsce na ciemnej scenie. Maciej Chojnacki przygotował metalowe płyty ograniczające dostęp światła. Świat zewnętrzny przedstawiony zostaje jedynie za pomocą strużki wody z życiodajnego Nilu i jest dostępny dla wszystkich Egipcjan, w tym także dla młodego faraona, który wykorzystuje go do obmycia się z dawnego życia. Przenosimy się do zamkniętej świątyni, gdzie panuje poczucie osamotnienia, a intensywny zapach kadzideł, symbolizuje nieustanną obecność kapłanów i walkę Ramzesa z całym światem zewnętrznym.

Dźwięk kołatki to zapowiedź nadejścia władcy Egiptu. A ten gdy się pojawia, odciska swe piętno na każdym, kto przyjdzie go posłuchać. Nie będzie zawiedziony.

„Faraon" Teatru Wybrzeże to uniwersalna opowieść o buncie, o budowaniu lepszego, piękniejszego świata, o potrzebie zmian. To historia niby fikcyjna ale cyklicznie się powtarzająca w prawdziwych dalszych i bliższych dziejach ludzkości. Powracająca. Wciąż tak samo aktualna, choć chciałoby się, bardzo, by ta, bliższa, posiadała inne zakończenie.

Marta Cecelska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
22 lutego 2018
Portrety
Adam Nalepa

Książka tygodnia

Macbeth
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jo Nesbø

Trailer tygodnia

9. Międzynarodowy Fest...