Czy już wolno się śmiać?

"On wrócił" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

Postać Hitlera przyciąga tłumy bez względu na czasy. Świadczą o tym wydarzenia z lat trzydziestych, akcja książki, do której nawiązuje przedstawienie oraz fakt, że zdobycie biletów na najnowszy spektakl Teatru Śląskiego „On wrócił" wymaga pewnej cierpliwości.

 

Historia powieści opiera się na tajemniczym pojawieniu się Hitlera w 2011 roku we współczesnym Berlinie i jego oswajaniu się ze światem (a następnie oswajaniu się świata z nim) poprzez współczesne media, w których odnajduje się jako komik udający Adolfa Hitlera.
Przywódca Trzeciej Rzeszy szybko zdobywa popularność, a jego słowa powoli przestają być odbierane jako żart. Spektakl fabularnie jest wierny wydanej w 2012 roku książce Timura Vermesa, ale ma zupełnie inny wydźwięk. Podczas gdy przepełniona humorem książka zdaje się raczej skupiać na nauce życia we współczesnym świecie głównego bohatera oraz jego przekonaniu o zniewoleniu społeczeństwa polityczną poprawnością, tak przedstawienie próbuje przestrzec nas raczej przed ludźmi pokroju nazistów, którzy mogliby i dzisiaj zawładnąć wieloma umysłami.

Teatralnemu Hitlerowi brakuje realizmu. Jego przesadna powaga, nerwowa, zbyt szeroka gestykulacja, a także grymasy twarzy i podniesiony głos, wcale nie zachęcają odbiorców do wsłuchania się w to, co ma do powiedzenia. Dawny Führer zdaje się nie zauważać, że to nie jest droga do zdobycia serc współczesnych wyborców. Być może to brak Goebbelsa przy jego boku sprawia, że nie potrafi on właściwie wykorzystać potencjału mediów ani szansy, którą dostał po raz kolejny. Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że mimo wszystko zdobywa uznanie zarówno swojego najbliższego otoczenia, jak i tłumów (krytyków i zwykłych ludzi) w nieprzyjazny i zniechęcający sposób mówiąc słowa, których nikt z nas właściwie nie chce słyszeć.

Na pierwszy plan wysuwa się wrażenie, że autorzy spektaklu nie chcą, aby ktokolwiek pomyślał, że w jakichkolwiek okolicznościach i pod jakimkolwiek warunkiem, mogliby się w czymkolwiek zgodzić z Hitlerem. Mają do tego pełne prawo (a nawet nie mieliby prawa do wyrażania sympatii dla Hitlera). Niestety tym samym obniża się cała sympatia dla przedstawienia.

W oczach Hitlera Niemcy legły w gruzach. W każdym razie jako kraj pogrążony w ruinie interpretować można scenografię, której znaczną część wypełniają gruzy. Scenografia jest tak rozbudowana, że na scenie brakuje już przestrzeni. Oprócz gruzów widzimy na niej stoisko z gazetami, biurko oraz ...samochód.

Nie do końca wiadomo, jakie ma on znaczenie dla fabuły, ale wizualnie dzieli scenę na dwie przestrzenie, gdyż od czasu do czasu równolegle w samochodzie zobaczyć możemy rozgrywającą się akcję.

W powieści dostrzec można Niemcy jako państwo borykające się z licznymi problemami społecznymi, w których pojawienie się człowieka, który mówi to, czego mówić nie należy, odbiera się jako powiew świeżości. I na tym opiera się cała wiarygodność błyskawicznej medialnej kariery w mediach książkowego Adolfa Hitlera.

W przedstawieniu natomiast po pierwsze zaginął humor pierwowzoru. Zdystansowano się od wszystkich postaci występujących na scenie tworząc dzieło drażniące widza i sprawiające wrażenie, że tacy ludzie jak Hitler są odrażający, jednak istnieje niemało innych odrażających ludzi, którzy mogliby mu przyznać rację.

Nie tylko Hitler (Artur Święs) jest tutaj przerażający i groteskowy. Sawatzki (Dawid Ściupidro) zdaje się być wizytówką młodego neonazizmu niemieckiego (z polskim nazwiskiem), zaś asystentka Hitlera, Krömeier (Anna Lemieszek ) miota się po scenie jak połączenie gwiazdy porno z wojownikiem ninja (gdyby tworzono dramatyczną wersję „Kotów" ten ruch sceniczny byłby nawet trafiony) przez co trudno w ogóle ją nam brać na poważnie bez względu na to, co mówi.

Postać kioskarza (Zbigniew Wróbel) nie została wyraźnie zarysowana, jednak wydaje się wiarygodny. Możemy uwierzyć w motywację Bellini (Anna Kadulska) do promowania Hitlera (rosnąca oglądalność). Wiesław Kupczak  jako Spasdemir przyzwoicie odegrał rolę Turka naśmiewającego się z Turków.

Sawatzki wygląda jak przeniesiony do XXI wieku, ubrany w garnitur, młody nazista z filmu „Kabaret". Zresztą to nie jedyne nawiązanie do tego musicalu, co wydaje się znaczące i bardzo pasuje do tematu. Innym znaczącym motywem jest pomalowanie twarzy, którym nawiązuje do filmu Joker.

W porównaniu z książką, spektakl w reżyserii Talarczyka jest mocno przerysowany. O ile książka pozostawia pewną sferę niedopowiedzeniom, z początku pozwalając nam poczuć pewne ograniczone współczucie i sympatię do postaci Hitlera, o tyle w przedstawieniu w ogóle nie widzimy nieco zagubionego w kompletnie obcym mu świecie człowieka, ale potwora o wykrzywionych poglądach.

Gdyby odejść od niepokojąco-drażniącej przesady w tej precyzyjnie wykreowanej przez Artura Święsa postaci, a dodać trochę zwyczajności i humoru (który w dużej części został wycięty z książki) łatwiej byłoby nam zrozumieć postępującą akcję przedstawienia oraz motywację bohaterów.

Pomysł przeniesienia Hitlera do XXI wieku i uczynienia go gwiazdą telewizji jest tak ciekawy jak ryzykowny. Z jednej strony otwiera wiele możliwości stworzenia komizmu charakterystycznego dla podróży w czasie oraz całego spektrum przemyśleń na temat kondycji współczesnego społeczeństwa. Z drugiej jednak stawia wiele wyzwań dla twórcy, który chciałby, aby jego utwór został odebrany jako wiarygodny.

Scenografia, za którą odpowiedzialna jest Katarzyna Borkowska, robi wrażenie, gdyż nie tylko stanowi wyraźne tło dla akcji oraz przykuwa uwagę, ale również roztacza ważne znaczenie symboliczne dużo lepiej niż robi to sam tekst. Tak samo jak charakteryzacja i kostiumy. Tło muzyczne, najczęściej przedstawiające odgłosy bitwy, drażni i wprowadza nastrój niepokoju. Tak samo jak światło, a właściwie częściej półmrok, w którym odgrywa się większość scen. Ciekawym zabiegiem jest to, że za każdym razem jak Hitler wygłasza swoje przemówienia jego głos jest zupełnie inny niż gdy rozmawia z innymi bohaterami. Te dwie przestrzenie – Hitler „codzienny" i Hitler – mówca zostały od siebie słusznie rozdzielone, co lepiej pozwala wybrzmieć treści. Hitler wygłasza swoje mowy do mikrofonu, słyszymy wówczas jego głos jakby z oddali, jakbyśmy rzeczywiście słuchali „przemówienia wodza".

Spektakl stanowi adaptację ciekawej książki, ma świetną scenografię, dobrych aktorów, jest dopracowany i w zdaje się przemyślany sposób wykorzystuje nawiązania do innych popularnych utworów. A jednak brakuje w nim wiarygodności. Nie jest również przystępny w odbiorze.
Gdyby autorzy spektaklu nie dołożyli wszelkich starań, aby pozbawić tę historię humoru, to spektakl zyskałby na przystępności, ale nie stałby się nic mniej przerażający w swojej wymowie. Być może gdybyśmy potrafili wczuć się w choć jedną postać na scenie stałby się przerażający jeszcze bardziej. Poczulibyśmy na własnej skórze, że każdy z nas może być podatny na manipulację i trzeba uważać nie tylko na to, aby nie dopuścić do głosu ludzi, którzy mogliby doprowadzić do niebezpiecznej rewolucji, ale też dbać o to, aby świat tej rewolucji nie potrzebował.

Sylwia Kobuszewska
Dziennik Teatralny Katowice
11 grudnia 2019
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia