Czy postaci z "Panopticona..." to My?

"Panopticon albo/i Przypowieść o maku" - 8. Elbląska Wiosna Teatralna

"Panopticon albo/i Przypowieść o maku" w choreogr. Jacka Łumińskiego ze Śląskiego Teatru Tańca w Bytomiu na 8. Elbląskiej Wiośnie Teatralnej. Pisze Karolina Śluz w serwisie info.elblag.pl.

W sobotę, 4 kwietnia o godzinie 19.00 w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu publiczność mogła obejrzeć już drugi spektakl w ramach 8. Elbląskiej Wiosny Teatralnej. Tym razem na Dużej Scenie wystąpił Śląski Teatr Tańca z Bytomia, który zaprezentował sztukę pt. "Panopticon albo/ i przypowieść o maku" z choreografią Jacka Łumińskiego . Tytuł zapowiadał sztukę niebanalną. I tak rzeczywiście było. Na całość spektaklu złożyły się mini etiudy będące niezwykle celnym komentarzem współczesnego świata.

Pod koniec XVIII wieku, angielski filozof Jeremy Bentham wymyślił koncepcję idealnego więzienia, którego konstrukcja pozwalała na obserwowanie więźniów przez cały czas i, co ważniejsze, bez ich wiedzy. Więzienie nosiło nazwę Panopticon.

W Panopticonie żyją bohaterowie spektaklu Jacka Łumińskiego. Jest ich siedmioro. Są podzieleni na dwie grupy - strażników i więźniów. Bohaterowie żyjący w tytułowej makówce są skazani wyłącznie na siebie. Stosunki między postaciami przeobrażają się od przemocy, poprzez orgie seksualne, aż do miłości. Relacje między nimi zacierają się do tego stopnia, że często trudno jest odgadnąć, kto do, której grupy należy. Nie ma w tym kręgu osoby, którą można byłoby określić mianem przewodnika stada. Autorytety zmieniają się w zależności od sytuacji.

Postaci "Panopticona" nie chcą się nawzajem zrozumieć. Chociaż każdy z nich bardzo chce być rozumiany przez resztę. Z łatwością krytykują innych, podczas gdy sami boleśnie znoszą jakąkolwiek negatywną ocenę. Bohaterowie sztuki będąc mistrzami w wyrażaniu krytycznych opinii jednocześnie nie potrafią mówić o tym, co naprawdę ich uwiera. Nie umieją selekcjonować rzeczy ważnych od nieistotnych. To pokazuje nie tylko specyfikę relacji międzyludzkich, ale również damsko-męskich.

Głównym elementem ascetycznej scenografii, wczorajszego spektaklu była krata, oddzielająca publiczność od sceny. W ten sposób włączono widzów w spektakl.

Widzowie zagrali widzów - podglądaczy cudzego życia. Zza krat, z poczuciem niewidoczności, niczym intruzi obserwowali zachowania i relacje między bohaterami.

Ale dla nas nie było to przecież nic nowego. Z okna, zza monitora komputera albo ze strony gazet. Za pomocą oczu, uszu, języka - podglądamy cudze życie. Lubimy to robić.

Zastanawiające, iż naszą uwagę zwracały tylko te sytuacje, które działy się w centrum sceny. Zupełnie zapominaliśmy o tych bohaterach, którzy znikali z horyzontu. Czy to znaczy, że rację bytu ma tylko to, co dzieje się na oczach nas wszystkich?

Bohaterowie "Panopticona" są młodzi, silni, zdrowi. Dlaczego nie wyłamią tej kraty?

Być może dla nich tytułowa makówka to nie tylko więzienie, ale jednocześnie kokon. Nie chcą wziąć spraw w swoje ręce, bo nie są gotowi na zmiany. Są bierni, ponieważ boją się, że stracą poczucie bezpieczeństwa.

Panopticon został wymyślony pod koniec XVIII wieku. Kilkaset lat później, w 1949 roku George Orwell przedstawił przerażającą wizję świata, opartą na nieustannej kontroli naszych zachowań, wypowiedzi, myśli. Kończy się pierwsza dekada XXI wieku. Przez ostatnie dziesięć lat zdążyliśmy się przyzwyczaić do wszechobecnych kamer.

Mamy świadomość, że coraz trudniej jest chronić prywatność. Kradnie się naszą tożsamość, a potem sprzedaje. O czym dowiadujemy się, gdy po raz kolejny otwieramy skrzynkę mailową zasypaną śmieciami.

I wiemy też, że nasze współczesne pokolenie uczy się innej historii niż uczono poprzednie. Czyżby Orwell pomylił się o tylko o dwadzieścia pięć lat?

Krata

"Czegoż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".
Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".

Prawda, że ta bajka Krasickiego - w kontekście tego spektaklu - nabiera innego wymiaru?

"Panopticon albo/ i przypowieść o maku" uświadamia nam, że chociaż skończyły się rozbiory, nie pamiętamy już prawie II wojny światowej, a żelazna kurtyna opadła dwadzieścia lat temu, my wciąż jesteśmy więźniami.

I co najgorsze, nie jesteśmy zniewoleni przez siłę wroga, a przez własne myśli. Przez tzw. polską mentalność.

Może lata niewoli sprawiły, że mamy niewolę w genach? Dlatego teraz - quasi suwerenni - wolimy siedzieć w swoich hermetycznych środowiskach i dusić się w sosie własnych kompleksów, aniżeli być posądzonym o liberalizm?

Podsumowując, spektakl robi ogromne wrażenie. Niezwykle trudny, ale jakże fascynujący układ choreograficzny skupił uwagę widzów przez ponad godzinę. Niesamowite ile treści można przekazać tym środkiem wyrazu, jakim jest taniec. Jednocześnie przeraża, że treść, którą przekazali nam artyści ze Śląskiego Teatru Tańca z Bytomia tak precyzyjnie cechuje specyfikę współczesnej rzeczywistości.

Karolina Śluz
www.info.elblag.pl
6 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia