Czym jest wolność?

"Zamek" - reż. Marek Fiedor - Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

Ludzkie dążenia, plany, pogoń za mitycznym "zamkiem" (czymkolwiek jest), pragnienie samorealizacji, uszczęśliwienia siebie lub innych, spełnienie w banalnym seksie przy kimś, kto nawet nie jest bliski... To wizja życiowej katastrofy, będącej udziałem współczesnego człowieka

Pięć kobiet i K., przedstawiający się jako geometra, to cały świat kafkowskiego "Zamku" według scenariusza i w reżyserii Marka Fiedora.

W spektaklu (autor scenariusza nie jest zbyt wierny Franzowi Kafce) K., geometra (Przemysław Bluszcz - brawo za świetną kreację), przybywa na wezwanie właściciela zamku, by pracować właśnie jako geometra. Z tym że - choć legitymuje się listem, który napisał do niego właściciel zamku, Klamm, nominując go na geometrę - jakoś nikt nie traktuje poważnie ani jego dążeń, ani zamiarów.

No cóż, przecież "nie można przyjmować wypowiedzi zamku dosłownie" - twierdzi Giza, urzędniczka (bardzo dobra Beata Rakowska, kreująca urzędniczkę bardzo oddaną swojej urzędniczej misji).

W małej społeczności, w której K. zaczyna życie, każdy zdaje się - jak mawiamy - "kręcić własne lody". Bo to społeczność tylko z nazwy: żadna z osóbstanowiących mikroorganizm nigdy nie starała się żyć świadomie w społeczeństwie. Po prostu dryfują z prądem albo realizują własne ambicje i zamierzenia. Niestety, w społeczeństwie nie da się być naprawdę wolnym, choć K. wrzeszczy ze słupa, na który się wspina: "Jestem wolny!". Być może po prostu K. nie wie, czym jest prawdziwa wolność. A na to, żeby - zanim skosztuje się wolności i będzie ją wolno smakować- dowiedzieć się, czym ona jest i jakie są jej konsekwencje, po prostu nie ma czasu. Obserwujemy powolne przenikanie K. do lokalnej społeczności.

Najpierw spotyka jedną z kobiet, która chce go przenocować, ale on nie chce. Nic dziwnego, przecież powinien już nocować w zamku. Oberżystka Gardena (Elżbieta Golińska) zarzuca mu: "Jest pan tu dopiero od wczoraj, a już wszystko chce pan wiedzieć". K. dowiaduje się też, że skoro "nie jest ani z zamku, ani ze wsi, jest niczym".

K., szukając pracy, nie szuka jej jednak zbyt konsekwentnie. Wydzwania gdzieś, chwytając się słuchawki telefonu niczym tonący brzytwy, ale jego poczynania nie mają sensu. Nawet nie bardzo wiadomo, kto jest jego telefonicznym rozmówcą, bo być może to telefony do kogoś z przeszłości. Zostawił swoich bliskich, więc wiąże się z kochanką (Marta Malikowska w roli Friedy - bufetowej, kolejny raz pokazuje świetny warsztat i dużą aktorską klasę). Co z tego, że Frieda jest atrakcyjna? Mimo naprędce nawiązanej bliskości jest po prostu kolejną obcą osobą dla K. Nie może więc nawiązać z nią relacji prawdziwej i głębokiej. To tylko seks. Tacy jak K. są właśnie współcześni buntownicy - zdaje się mówić Marek Fiedor. Pozornie tylko wiedzący, o co chodzi w życiu, pozornie dążący do spełnienia. Pozornie wolni.

Nie pomoże amerykański sen - jego bardzo wymownym znakiem jest czerwony cadillac, element wysmakowanej scenografii Justyny Łagowskiej. Coraz bardziej dusznej atmosfery nie rozrzedzą żadne zabiegi bohaterów, ani urzędnicze (urzędniczka Giza próbuje uporządkować rzeczywistość), ani żadne inne. Punktowany lejtmotiwem grającej klezmerki Olgi (Zina Kerste) świat dąży do niespełnienia i klęski. "Wszystko jest pełne możliwości" - stwierdza K. - "Ale tak rzadko się je wykorzystuje. Dlaczego?". Odpowiedzi nie ma

Małgorzata Matuszewska
POLSKA Gazeta Wrocławska
28 czerwca 2013

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia