Czyste domy i dusze

"Posprzątane" - reż. Bożena Suchocka - Teatr Współczesny w Warszawie

Dla tych, którzy zamiatają śmieci pod dywan, to nie będzie przyjemny wieczór. Pozostałym "Posprzątane" w warszawskim Teatrze Współczesnym na pewno poprawi humor.

Sarah Ruhl ma niespełna 40 lat, ale jej dramaturgiczna gwiazda świeci jasno i nieprzerwanie od początku lat dwutysięcznych, gdy porzuciła marzenia o karierze poetki i zajęła się tworzeniem dramatów. Nie zaniedbała przy tym życia rodzinnego, godząc opiekę nad trójką dzieci z pisaniem krótkich esejów, które stanowiły dla niej trening intelektualny w godzinach próby, czyli niewyspania. Wszystkie teksty można znaleźć na jej stronie internetowej i przeczytać losowo wybrany. Ja trafiłam na: "Czy postaci powinny mieć nazwiska?" oraz "Czy to źle, że komedie sprawiają, iż ludzie się śmieją?".

Na to ostatnie pytanie mogę odpowiedzieć po obejrzeniu tragifarsy "Posprzątane" (ang. "The Clean House"), która doczekała się w Polsce już trzech inscenizacji. Najbardziej znana (i rewelacyjna!) jest dziełem Mariusza Grzegorzka i powstała w ubiegłym roku w łódzkim Teatrze im. Jaracza. Od 9 listopada także warszawiacy mają okazję oczyścić swoje domy i dusze, bo dramat Ruhl został wystawiony w Teatrze Współczesnym, w reżyserii Bożeny Suchockiej. W obu spektaklach panuje jednak zupełnie inna poetyka - w Łodzi bliższa abstrakcji, w Warszawie - realizmowi. O ile można mówić o realizmie w sztuce, w której pomoc domowa nie sprząta, bo ją to przygnębia, więc woli wymyślać dowcipy, miłością życia statecznej 60-latki jest kurz, a zakochany od pierwszego wejrzenia lekarz jedzie na Alaskę, by przywieźć swojej ukochanej pacjentce cis jako lekarstwo na raka.

Mimo tematów takich jak śmierć i depresja oraz kwestii w rodzaju: "może mnie jest źle, ale tobie jest jeszcze gorzej", widzowie się śmieją. Zresztą nie tylko oni. Terminalnie chora bohaterka "umiera ze śmiechu" - łagodnie przekracza Styks po usłyszeniu dowcipu doskonałego.

Słodko-gorzka pigułka, jaką aplikuje nam Ruhl, sprawia, że spoglądamy na życie z nieznanej strony. Jej język jest prosty, a dowcip ostry. Postaci komunikują się bezpośrednio, za każdym razem oczyszczając atmosferę, która w zwyczajnym życiu pełna jest niedopowiedzeń i pustych słów.

Arystoteles pisał, że tragedia przedstawia ludzi lepszych, a komedia gorszych od istniejących współcześnie. Sarah Ruhl zamyka ich w tekście swojej tragifarsy i pozwala nam wybierać. Może po wyjściu z teatru ktoś zadzwoni do dawno niesłyszanej siostry, a ktoś inny odnajdzie swój bashert?

Kamila Łapicka
W Sieci
20 listopada 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...