Dałyśmy sobie czas...

Rozmowa z Iwoną Woźniak

Bardzo dokładnie analizuję moich bohaterów, przyglądam się im, buduję ich biografie, zadaję pytania. Bardzo zależy mi, aby były wiarygodne i prawdziwe. Na tej podstawie uwypuklam ich cechy, umawiam się z aktorami, którą barwę, który kierunek obieramy. Zawsze staram się pracować zespołowo. Myślę, że tylko wtedy jesteśmy w stanie zrobić coś, co przekona najpierw zespół realizatorów, a potem publiczność.

Z Iwoną Woźniak, reżyserką spektaklu „Baby", rozmawia Anka Miozga.

Anka Miozga: Baby to spektakl o kobietach. Dla kogo? Na kim się wzorujesz w takich przypadkach?

Iwona Woźniak: To opowieść o kobietach, które mnie wychowały: mojej prababci, babci, mamie i o mnie. Ten spektakl jest bardzo ważnym, osobistym przeżyciem: pokazaniem w krzywym zwierciadle tego, co kobieta, myślę, że nie tylko śląska, doświadcza, w co może zapędzić ją samą nadmierne przywiązanie do tradycji, zwyczajów. Pochodzę z bardzo tradycyjnej, śląskiej rodziny. Byłam wychowana w poczuciu absolutnego szacunku do rodziny, tradycji, religii. „Tu się nikt nie pyto, tu się sprząto..." to słowa, które bardzo trafnie autorka tekstu Sandra Jaworudzka wkłada w usta jednej z bohaterek. Przychodzi taki moment w życiu kobiety, kiedy chce się ona zatrzymać, popatrzeć, przeanalizować to, co było, odpowiedzieć przede wszystkim sobie na pytania: co dalej? Jak dziś, z perspektywy czasu, analizuję minione lata, wychowanie, przywiązanie do rodzinności, tradycji. Do kogo? Chciałabym, aby spektakl zobaczyły kobiety razem ze swoimi partnerami, synami, dziećmi. Może po obejrzeniu go zmuszą się do refleksji, rozmowy o domu, rodzinie, tożsamości, tradycji, przekonają się do analizy tego całego bagażu, który, chcąc nie chcąc, otrzymujemy i który kształtuje nas na całe życie... Nie chcę odpowiadać na pytania, czy to dobrze, czy źle: tak po prostu jest i każdy ma prawo zrobić z tym bagażem, co chce.

Ważne miejsce w tym spektaklu zajmują pieśni, to zresztą wyróżnik Twoich przedstawień. Do czego najtrudniej było przekonać dziewczyny?

- Długo myślałam o tym przedstawieniu. Właściwie pieśni śląskie miały stać się głównym bohaterem; po przeczytaniu tekstu Sandry Jaworudzkiej byłyśmy pewne, ja i moje aktorki, że powinno być inaczej: to słowo nas zdominowało. Trafne uchwycenie tematu, problemu. Sandra jest znakomitą dramatopisarką, potrafi słuchać, słuchać, słuchać i otrzymujesz tekst, który jest twój! Nie przypominam sobie momentu, kiedy musiałam kogoś do czegoś przekonywać: nasze spotkania-próby to był bardzo intensywny, twórczy czas, kilkumiesięczny. Dałyśmy sobie CZAS! Nic nas nie determinowało, nie ustalałyśmy premiery: czas był bardzo ważny, aby móc przeanalizować, poszukać, dotknąć materiałów, źródeł, dać czas na myślenie!

Co wartego ocalenia przekazujesz w Babach?

- W tym spektaklu zależało mi bardzo na zachowaniu i wyszukaniu pieśni: szukałyśmy ich razem z aktorkami. Pojawiają się tu pieśni znane, ale też takie, które znalazłam w lokalnych śpiewnikach kół gospodyń wiejskich z Czerwionki-Leszczyn czy Rybnika. Bardzo istotne było także zaproszenie do współpracy Aleksandry Malczyk, projektantki mody, która inspiruje się strojami śląskimi: bardzo ciekawe jest zestawienie oryginalnych projektów strojów śląskich i przeniesienie motywów na kostiumy, które dla nas zaprojektowała. Jeśli chodzi o temat, to bardzo ważnym, również dla mnie osobiście, jest temat związany z dominacją mężczyzny w kulturze śląskiej (i nie tylko śląskiej). Kobieta, która poświęca siebie. Wszystkie jej działania są podyktowane działaniem dla mężczyzny: syna, ojca, męża... ukulo kluski, powyciyro, umyje... dla niego...? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, czy dla niego, czy dla samej siebie?

W Twoim spektaklu jest gra stereotypami. Są też silne charaktery... Jak uniknąć skojarzeń z kabaretem?

- Tak to prawda: bardzo lubię charaktery silne i skrajne. Nie nazwałabym tego kabaretem, raczej inspiracją z życia. Bardzo dokładnie analizuję moich bohaterów, przyglądam się im, buduję ich biografie, zadaję pytania. Bardzo zależy mi, aby były wiarygodne i prawdziwe. Na tej podstawie uwypuklam ich cechy, umawiam się z aktorami, którą barwę, który kierunek obieramy. Zawsze staram się pracować zespołowo. Myślę, że tylko wtedy jesteśmy w stanie zrobić coś, co przekona najpierw zespół realizatorów, a potem publiczność.

Lubisz humor w spektaklu?

- Lubię humor w spektaklu, życiu, pracy: humor buduje dystans do świata, a przede wszystkim do samych siebie. W trakcie budowania spektakli staram się, aby humor przeszywała tragedia. Lubię, jeśli spektakl zaskakuje, zmusza do myślenia, analizuje temat, ale przede wszystkim szuka prawdy. Przedstawiony w alegoryczny, symboliczny sposób zmusza do refleksji.

Jak się robi spektakle, które zdobywają nagrody na większości przeglądów, na które trafiają?

- Nie mam pojęcia. Nieskromnie powiem, ale rzeczywiście tak jest: w ostatnich latach otrzymałam bardzo dużo nagród i wyróżnień, są one dla mnie bardzo ważne. Nie wiem: może to dlatego, że każdy spektakl ma swój czas na powstanie, bo nie znoszę pośpiechu. Może dlatego, że bardzo dużo nad nimi pracuję, a razem ze mną cały zespół. Cieszę się oczywiście jako artysta bardzo!

Jak postrzegasz miejsce na Śląsk w teatrze? Warto zamykać się w lokalnych tematach i ryzykować, że nikt poza „miejscowymi" nie będzie chciał oglądać tego, co zrobiliście? Widzisz w tym bardziej szansę czy mimo wszystko jakieś ograniczenie?

- Od kilku lat podejmuję temat Śląska nie jako wyobcowanego miejsca na świecie, wyjątkowego, ale miejsca, które jak każde inne ma swoją historię. Myślę, że mamy tu na Śląsku jeszcze ogrom tematów, które warto poruszyć w sztuce. Warto zastanowić się jak bardzo są uniwersalne i nie opowiadać, że ludzie spoza Śląska „nie zrozumieją". To od nas zależy, w jaki sposób podamy te tematy, jak zainteresujemy widza. Miałam ostatnio niezwykłą okazję pracy z Indianami z rodu Cree, ze wspaniałym reżyserem Floydem Favelem w Kanadzie. Pracując nad spektaklem i poznając kulturę i tradycję tego rodu przekonałam się, że warto dbać, aby nasza tradycja przetrwała, tak samo jak wiele tradycji na świecie. Denerwuje mnie ciągłe pytanie „czy tam, w Polsce, zrozumieli?" Zrozumieją, jeśli opowiadanie o naszej tradycji, kulturze, historii będzie szczere, prawdziwe. Jeśli nie będzie kabotyństwa, a uczciwa praca podszyta badaniami, pochyleniem się nad historią, merytoryczna praca, a potem sztuka. Jeśli wyzbędziemy się poczucia wstydu i ciągłego
„szufladkowania" siebie. Podziałów na My i Oni.

Lubisz ascetyczne i wielofunkcyjne scenografie?

- Uwielbiam symbol i metafizykę w teatrze, szczególnie w scenografii. Wyrosłam na Kantorze i wielu innych.

Co daje większe pole do popisu, kosmopolityzm czy tradycja?

- Razem: można to przecież połączyć.

___

Iwona Woźniak - pedagog teatru, reżyser, dotychczasowa dyrektor znanego amatorskiego Teatru Naumionego, dyrektor Teatru Zagłębia w Sosnowcu.

___

Tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung".

Anka Miozga
Materiał organizatora
3 września 2018
Portrety
Iwona Woźniak

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia