Debiut rockowca w operze

"Traviata" - reż: Wiesław Ochman - Opera Śląska w Bytomiu

Wytworny bal: panie w pięknych sukniach, panowie w eleganckich garniturach. W oddali powiew skandalu, zazdrości i odwieczny problem miłości. "Traviata", bo o niej mowa, to opera, która od dawna przyciąga tłumy widzów. Wciąż pragniemy zatapiać się w sztukę Giuseppe Verdiego, powstałą w XIX wieku. Ciągle porusza nas tragiczna historia zakochanych.

Na początku muzyka. Nic więcej czy aż tyle? Widzimy pokój, z którego wynoszone są kolejne przedmioty: łóżko, stolik, ubrania... Na fotelu siedzi nasz bohater – Alfred Germont. To pierwsza, choć tak naprawdę ostatnia scena melodramatycznej opery „Traviata”. Reżyser – Wiesław Ochman – postanowił pokazać tą tragiczną historię od końca. Zmusił tym samym widzów do poszukania odpowiedzi na pytania: co się stało w życiu tego młodego mężczyzny, że dziś widzimy go przygnębionego? Jak do tego doszło? Kto jest temu winny? 

Wiesław Ochman zdecydował się na jeszcze jeden innowacyjny krok. Postanowił do głównej roli zaangażować debiutanta. Pierwszy występ w operze Andrzeja Lamperta, odtwórcy roli Alfreda, odbył się 27 lutego. „Traviata” – w tym wypadku – nie stała się dla niego czymś upadłym. Młody, przystojny i niezwykle utalentowany śpiewak odtworzył znakomicie partie zakochanego w Violettcie Valery Alfreda, pokazując przy tym aktorski zapał. Andrzej Lampert ukończył studia na Akademii Muzycznej na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach. Studiował także na Akademii Muzycznej w Krakowie na wydziale wokalno-aktorskim jako tenor. Wielu zna go jednak z koncertowych scen, gdyż występuje jako wokalista rockowego zespołu PIN. Łączy w sobie zdawałby się odległe muzycznie gatunki: śpiew operowy ze śpiewem rockowym, co jest niewątpliwie ewenementem na skalę światową. Wiesław Ochman, stawiając na młodego śpiewaka nie zawiódł się, przeciwnie – odniósł sukces. 

Doskonale odegrali swoje role także pozostali śpiewacy. W głównej roli – kurtyzany Violetty Valery – wystąpiła Mariola Płazak-Ścibich. Swym znakomitym śpiewem uwiodła zapewne niejedno męskie serce. Jej cudowny głos rozbrzmiewający na wypełnionej sali, oddał znakomicie całą tragedię bohaterki. Ojciec Alfreda – Germont, którego libretto wyśpiewał Paweł Kajzderski, przyjaciółka Violetty – Flora (Aleksandra Stokłosa) jak i reszta zespołu zasłużyła niewątpliwie na wielkie uznanie. Dzięki nim przenieśliśmy się w odległe lata i przeżywaliśmy razem z nimi miłosne zmagania bohaterów.  

Opera uzyskała doskonały walor estetyczny poprzez fakt, że wykonana była w oryginalnej – włoskiej, wersji językowej. Wpływ na to miała również znakomicie skomponowana muzyka odzwierciedlająca rozterki wewnętrzne kochanków, która odegrana została przez orkiestrę pod dyrekcją Krzysztofa Dziewięckiego, a kierownictwo muzyczne objął Tadeusz Serafin. 

„Miłość rządzi całym światem. Jest tajemniczą siłą, łączy radość i ból” – to jedne z najważniejszych partii wyśpiewanych zarówno przez Alfreda, Violettę, jak i znakomity chór Opery Śląskiej. I te słowa niech dźwięczą również w naszych sercach i przypominają nam, że warto walczyć o miłość. A wszystkim tym, którzy jeszcze nie zobaczyli „Traviaty” gorąco polecam tą niezwykłą inscenizację.

Magdalena Loska
Dziennik Teatralny Kraków
4 marca 2010

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia