Dejmek. Bohater mimo woli

Sylwetka Kazimierza Dejmka

"Dziadami" Teatr Narodowy chciał wpisać się w nurt obchodów 50. rocznicy rewolucji październikowej. Zarzut o "antyradzieckości" spektaklu pojawił się wbrew intencjom reżysera Kazimierza Dejmka. 89 lat temu, 17 maja 1924 roku urodził się Kazimierz Dejmek.

W 1968 r., 30 stycznia "Dziady" w reżyserii Kazimierza Dejmka (1924 - 2002) zostały wystawione na scenie warszawskiego Teatru Narodowego po raz czternasty, a zarazem ostatni. Po przedstawieniu przed pomnikiem Adama Mickiewicza odbyła się demonstracja studentów przeciw cenzurze. Czy Dejmek tego chciał, czy nie, przedstawienie stało się faktem politycznym. Swoistym preludium do wydarzeń Marca '68.

Pseudonim Ter i But

Ojciec reżysera, Henryk Dejmek, pochodził z Czech. Osiedlił się w Zakopanem. Kiedy zaczął mieć problemy z pracą, pomógł mu szwagier, Stanisław Kwiatkowski, w okresie międzywojennym naczelnik ośmiu więzień, od Włodzimierza Wołyńskiego po Rzeszów i Tarnów. - Od pewnego momentu losy wujka Henryka zaczęły się dublować z losami mojego ojca. Z braku pracy wujek podjął ją tam, gdzie ojciec, tzn. w więziennictwie - opowiada Wacław Kwiatkowski. - Był na różnych placówkach, m.in. w Kowlu, i tam urodził się Kazek. W końcu wylądował w Rzeszowie.

Tam Kazimierz Dejmek uczęszczał do gimnazjum. W wywiadzie udzielonym Annie Chmielewskiej i Wiktorowi Woroszylskiemu, opublikowanym już po jego śmierci w miesięczniku "Teatr" nr 12 z grudnia 2003 r., wspominał, że w 1940 r., jako 16-latek, przez czysty przypadek nie pojechał w transporcie do Auschwitz. "() była w Rzeszowie wielka łapanka na uczniów gimnazjalnych. () Mnie nie było, rodzice władali niemieckim i jakoś tam się wyłgali ()".

W 1943 r. Dejmek wstąpił do Oddziałów Specjalnych Stronnictwa Ludowego, a następnie trafił do partyzanckich oddziałów Armii Krajowej. Z rekomendacji por. Jana Fredyka "Beja", oficera łączności, znalazł się w oddziale partyzanckim obwodu AK Rzeszów o kryptonimie "Rakieta". Jak podaje w książce "Strzępy wspomnień" Roman Konieczkowski, dowódca placówki AK Strzyżów, do "Rakiety" została włączona 6-osobowa grupa rzeszowska Dejmka, używającego pseudonimów Ter i But. "Grupa ta była dobrze uzbrojona w broń pochodzącą ze zrzutów, wyszkolona, zdyscyplinowana i doskonale przygotowana do działań partyzanckich, gdyż uprzednio przez szereg miesięcy stanowiła ubezpieczenie ruchomej radiostacji nadawczej rzeszowskiego inspektoratu AK" - wspomina Konieczkowski.

- Wykazy ewidencyjne przypisują Dejmka do placówki nr 50 - niebyleckiej. Ta partyzantka organizowała się w Gwoźnicy Górnej - informuje Piotr Szopa, historyk z rzeszowskiego oddziału IPN.

- Musiał on być albo wyróżniającym się żołnierzem, który trafił tam w nagrodę za udział w różnych akcjach, albo musiał być "spalony" na swoim terenie.

Czym zajmował się oddział "Rakieta"? Piotr Szopa: - Na pewno brał udział w dywersji i bezpośredniej walce z wrogiem. Jego żołnierze specjalizowali się także m.in. w likwidowaniu konfidentów (kilka akcji, m.in. w Czudcu i Bliziance, jest opisanych w literaturze). Oddział trafił też za San, na pomoc ludności polskiej, gdzie brał udział w przeciwdziałaniu morderstwom na Polakach, ale także w akcjach odwetowych przeciw Ukraińcom.

Bojowe uniformy?

Jeden z partyzantów, ppor. Bolesław Indyk "Iperyk", opowiada w książce Konieczkowskiego, że Dejmek zgłaszał się na ochotnika do szczególnie ryzykownych i niebezpiecznych akcji. "Iperyk" wspomina także partyzanckie wieczory, podczas których późniejszy reżyser "Dziadów" recytował kolegom patriotyczne wiersze. Pisze, że te recytacje "stanowiły ucztę duchową, gdyż pozwalały im oderwać się od ponurej rzeczywistości i korzystnie wpływały na samopoczucie".

W 1944 r. Dejmek został zdemobilizowany. Postanowił zostać aktorem. Występował w Teatrze Narodowym Ziemi Rzeszowskiej (dzisiejszy Teatr im. Wandy Siemaszkowej) jako adept studia aktorskiego. Wraz z nim uczyli się i rozpoczynali karierę aktorską m.in. Adam Hanuszkiewicz i Ignacy Machowski. Dejmek debiutował rolą Jaśka w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Rok później przeniósł się do Teatru Wojska Polskiego w Jeleniej Górze.

W 1946 r. został zaangażowany przez Leona Schillera do Teatru Wojska Polskiego w Łodzi. Studiował w Wyższej Szkole Teatralnej jako wolny słuchacz i występował na scenie.

W 1949 r. wraz z Januszem Warmińskim i grupą młodych aktorów zorganizował warsztaty teatralne - z tej grupy wyłonił się łódzki Teatr Nowy. Do Łodzi przenieśli się również rodzice Dejmka.

W 1950 r. Dejmek został dyrektorem i kierownikiem artystycznym Teatru Nowego. To była scena bardzo zaangażowana. W 1994 r., w tekście Wandy Zwinogrodzkiej "Dejmka cena wierności" na łamach "Gazety Wyborczej", reżyser tak mówił o tym okresie: "Budowaliśmy nasz teatr, walczyliśmy o socjalizm tak, jak go pojmowaliśmy, i trwało to ładnych kilkanaście miesięcy. Dopiero po ich upływie zaczęliśmy się orientować, że nasze bojowe uniformy, jakie przywdzialiśmy do walki przeciwko staremu światu o ten nowy, to nie są bojowe uniformy, tylko po prostu liberie lokajskie".

Czy był człowiekiem wierzącym? Wydaje się, że nie. Marzena Wołos z Zakopanego, kuzynka, wspomina: - Na pewno nie był praktykujący. Moja mama (Julia Konopacka - przyp. aut.) nieraz go za to "obhuśtała". Odpowiadał: "Ciociu, ale mam zawsze przy sobie różaniec w portfelu".

Rozróba dwóch "czeskich Żydów"

W 1962 r. Dejmek objął dyrekcję Teatru Narodowego w Warszawie. Pięć lat później przygotował premierę "Dziadów" Adama Mickiewicza z Gustawem Holoubkiem w roli Gustawa-Konrada. Dziwnie brzmi dziś przypomnienie, że tym spektaklem Teatr Narodowy chciał wpisać się w nurt obchodów 50. rocznicy rewolucji październikowej.

Dejmek chciał zrealizować "postępową" wersję "Dziadów". "Jako materialista przesunąłem chrystianizm i mistycyzm Autora ze sfery dewocyjnej na grunt ludowej obrzędowości, akcentując rewolucyjność i patriotyczność utworu" - tłumaczył.

Spektakl został przyjęty przez Wydział Kultury KC PZPR źle. Pojawienie się pogłosek o niechęci władz wpłynęło na zwiększenie zainteresowania Dejmkowymi "Dziadami" ze strony publiczności. Widzowie zaczęli żywo reagować na patriotyczne i antyrosyjskie fragmenty sztuki. Te reakcje spowodowały, że - skądinąd wbrew intencjom reżysera - pojawił się zarzut o "antyradzieckości" spektaklu. Marzena Wołos: - Kaziu do końca mówił, że nigdy nie miał zamiaru robić nic politycznego. Zresztą zawsze odnosił się do Rosjan z wielką atencją.

W połowie stycznia 1968 r. władze podjęły decyzję o zawieszeniu wystawiania "Dziadów". Nie wykluczały wznowienia spektaklu po uspokojeniu sytuacji. Do tego jednak nie doszło. Czternaste przedstawienie, 30 stycznia, okazało się ostatnim. Po nim przed pomnikiem Adama Mickiewicza odbyła się demonstracja studentów przeciw cenzurze. Czy Dejmek tego chciał, czy nie, przedstawienie stało się faktem politycznym, swoistym preludium do wydarzeń Marca '68.

Burzę po zdjęciu "Dziadów" Dejmek przeczekał wraz z drugą żoną Danutą Mniewską w Zakopanem, mieszkając przez kilka miesięcy w położonej na Gubałówce daczy Chata Mateusza, należącej do znanego aktora Kazimierza Opalińskiego.

Marzena Wołos: - Na fali nastrojów antysemickich przedstawiciele władz zaczęli mówić, że ta rozróba to sprawka "czeskich Żydów": Dejmka i Holoubka. Kaziu, gdy nas odwiedzał, powtarzał, że jest nagonka na nich obu. Moja mama wyciągnęła wtedy świadectwo chrztu jego dziadka w Czechach i powiedziała: "Weź i przedstawiaj się tym". Ale Kaziu odpowiedział: "Nie potrzebuję się tłumaczyć. Zresztą, nawet gdybym był Żydem, to to nie jest hańba". Moja mama też tak zresztą uważała.

Dejmek do końca życia uważał burzę wokół "Dziadów" za swoją osobistą klęskę.

Na banicji

Afera z "Dziadami" miała swoje konsekwencje. Dejmek został wyrzucony z PZPR, usunięto go ze stanowiska dyrektora Teatru Narodowego. Początkowo też wstrzymano jego wyjazdy zawodowe za granicę. Tak pisze o tym w liście z 12 września 1968 r. do Milosa Hadzicia, dyrektora Serbskiego Teatru Narodowego w Nowym Sadzie: "10 IX wysłałem Ci telegram po rozmowie z naszym ministrem. 12 IX rozmawiał ze mną drugi raz minister i jacyś inni mocni urzędnicy, chcieli coś zrobić dla mnie, by mi pomóc. Decyzja wyszła z samego wysokiego Olimpu - jasne, że nic teraz nie mogą i oni, i ja. Krótko mówiąc, mogę pracować jako reżyser tylko w Polsce. Finito".

A w Polsce Dejmek się "dusił". "Jest mi ciężko z różnych powodów; przeżywam i ludzką, i polityczną tragedię - i nie jest to zbyt patetycznie powiedziane. Robię teraz w Ateneum Wujaszka Wanię - wszystko jest w porządku - tylko nic w porządku nie jest. Nie wytrzymuję tej całej sytuacji i nie mogę żyć - w dosłownym znaczeniu tego słowa" - pisał do Hadzicia 7 listopada 1968 r. Wspominał też, że chce z rodziną wyjechać z Polski na dwa - trzy lata.

W 1969 r. przywrócono Dejmkowi możliwość pracy za granicą. Wyjechał do Oslo. Źle znoszący rozłąkę z najbliższymi, marzył o stałym angażu. Na Boże Narodzenie 1969 r. pisał do Hadzicia: "Jak wiesz, nie jestem teraz w moim kraju persona grata". I dalej: "Mój paszport ważny jest do czerwca 1971 r. - teoretycznie - mogę zostać tutaj do tego momentu i praktycznie chcę to zrobić. Wezmę jakąś umowę na dwa sezony - ponieważ mogę tylko pod takim pretekstem skupić przy sobie żonę i syna (Danutę Mniewską, aktorkę, i Piotra Dejmka, późniejszego aktora i producenta telewizyjnego - przyp. aut.)".

Na początku 1970 r. polskie władze zgodziły się na angaż Dejmka w Jugosłowiańskim Teatrze Dramatycznym w Belgradzie, choć reżyserowi bardziej marzyła się praca z przyjaciółmi z Serbskiego Teatru Narodowego w Nowym Sadzie. Stało się to możliwe po nagłej śmierci dyrektora belgradzkiego teatru.

Ale Dejmkowi nie był dany stabilny pobyt w jednym miejscu. Lista miast na trasie jego artystycznych podróży jest długa: Oslo, Wiedeń, Essen, Belgrad, Düsseldorf, Mediolan, Nowy Sad, Berlin Zachodni, Zurych, Hamburg. "Dejmek-banita nabiera barw i staje się nie tyle przykładem trudnego losu, ile ciężkiej pracy" - napisał Edward Krasiński w "Pamiętniku Teatralnym", kwartalniku poświęconym historii i krytyce teatru nr 1- 2 z 2009 r. "Propozycji i kontraktów ma nadto, pomysłów jeszcze więcej". Reżyser był tak zapracowany, że rzadko przyjeżdżał do kraju, głównie w sprawach zawodowych.

Nowa ekipa Edwarda Gierka postanowiła rozwiązać "problem Dejmka". "Moja sprawa wyjaśni się ponoć w końcu grudnia, bardzo jestem ciekaw wyniku tego totolotka" - pisał reżyser z Warszawy, 2 grudnia 1971 r., do serbskiego tłumacza Petara Vujicicia. Dostał kilka propozycji objęcia dyrekcji w Warszawie i poza nią. Zabiegały o niego władze Krakowa.

Wrócił do kraju w 1972 r. Reżyserował m.in. w Teatrze Wielkim w Łodzi i Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Trzy lata później po raz drugi objął dyrekcję Teatru Nowego w Łodzi.

Nie poparł bojkotu

W 1981 r. wstąpił na kilka dni do "Solidarności" i zaraz się z niej wypisał. Został dyrektorem Teatru Polskiego w Warszawie.

Krytyk Janusz Majcherek pisał: "W stanie wojennym niektórzy z admiratorów przeżyli rozczarowanie postawą Dejmka. Dejmek nie poparł bojkotu i najwyraźniej paktował z juntą Jaruzelskiego. Stał się wrogiem ludu, ale paradoksalnie nie przestano się z nim liczyć. No, oczywiście, doszło do dramatycznych zerwań znajomości czy przyjaźni. Od Dejmka odwrócił się profesor Raszewski, który towarzyszył mu od początku dyrekcji w Narodowym. Bodaj i Bohdan Korzeniowski - Katon cokolwiek kontrowersyjny - zarzucał Dejmkowi kolaborację. Jednocześnie po scenie Teatru Polskiego w Warszawie, gdzie Dejmek dyrektorował od 1981 r., chodzili:

Halina Mikołajska (Dejmek wyciągnął ją z internowania), Andrzej Szczepkowski, Gustaw Holoubek, Andrzej Łapicki, czyli arcywzory solidarnościowej opozycji, teatralne sumienia i depozytariusze środowiskowego etosu. Wśród nich, pewno dla równowagi, świeżo rozwiedziony z komunistyczną partią Tadeusz Łomnicki" ("Teatr" nr 12, grudzień 2003 r.).

W 1988 r. Dejmek został prezesem ZASP. W latach 1993 - 1996 był ministrem kultury w rządach Waldemara Pawlaka i Józefa Oleksego, rekomendowanym przez PSL. W 2001 r. kolejny raz powrócił do łódzkiego Teatru Nowego. Zmarł 31 grudnia 2002 r. w Warszawie, na kilka tygodni przed przygotowywaną premierą "Hamleta" Williama Szekspira. W 2008 r. łódzki Teatr Nowy otrzymał jego imię.

***

Autor jest dziennikarzem podkarpackiego dwumiesięcznika "VIP Biznes & Styl", spokrewnionym z Kazimierzem Dejmkiem. Maria Kwiatkowska, jego babcia, i Henryk Dejmek, ojciec Kazimierza, byli rodzeństwem. Mąż Marii Kwiatkowskiej, Stanisław, to dziadek, a ich syn Wacław - ojciec autora tekstu. Julia Konopacka to siostra Marii Kwiatkowskiej, a Marzena Wołos to córka Julii Konopackiej. Kazimierz Dejmek, Wacław Kwiatkowski i Marzena Wołos to kuzynostwo.

Jaromir Kwiatkowski
Uważam RZe
18 maja 2013
Portrety
Kazimierz Dejmek

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...