Deklamatorska delirka

"Moskwa Pietuszki" - reż: Ewa Ignaczak - Teatr Stajnia Pegaza w Sopocie,

"Moskwa Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa to arcydzieło literatury pijackiej, książka, którą każdy, kto kiedykolwiek nadużywał płynnych używek, powinien uznać za lekturę obowiązkową. Napisana z dogłębną znajomością rzeczy (świadectwem są choćby wyszukane przepisy na mieszanki, które mogą zastąpić niedostępne z powodów finansowych produkty przemysłu gorzelnianego), jest przy tym głęboką przypowieścią o ludzkim życiu i niespełnialnym w nim pragnieniu szczęścia. A przy tym humor, z jakim mówi o tragizmie ludzkiego życia, jest niezrównany. Jednym słowem - arcydzieło.

Sopocka Scena Off de Bicz chętnie porywa się na przekładanie na scenę literackich arcydzieł, ale efekt tego porywania się jest na ogół umiarkowany. To samo trzeba powiedzieć o kolejnej tego rodzaju premierze - przygotowanym przez Teatr Stajnia Pegaza monodramie "Moskwa Pietuszki". Wyreżyserowała go Ewa Ignaczak, także autorka scenografii, a w rolę Wieniczki, który w pijanym widzie odbywa kolejową podróż z Moskwy do Pietuszek, wcielił się Radosław Ciecholewski. 

Aktor po premierowym sobotnim przedstawieniu mówił z wyraźnym wzruszeniem o swoim powrocie na scenę po długim aktorskim urlopie. Chciałoby się to wzruszenie po ludzku uszanować, ale coś każe mi powiedzieć, że pauza w występach wpłynęła na spektakl. Nie dlatego, by Ciecholewski wyszedł z wprawy - chodzi o coś przeciwnego, o niejaką staroświeckość, o grę z wyraźną, niepasującą do prozy Jerofiejewa deklamatorska nutą.

Nie inaczej wygląda reżysersko-scenograficzna praca Ewy Ignaczak. Walizeczka jako symbol życiowego outsiderstwa, dwa małe postumenty, które w potrzebie mogą być schodami klatki schodowej, a kiedy indziej - przedziałami wagonu, to wszystko jest jak należy. Tylko że kiedy Wieniczka orientuje się, że w pijackim widzie przespał w pociągu Pietuszki, cel wszystkich marzeń, a obudził się pod murami znienawidzonego Kremla, powinno nas to chwycić za gardło. A tak się nie dzieje.

 Rzetelność nie wydaje mi się dobrym sposobem na wystawienie przejmującej opowieści Jerofiejewa. Ona potrzebowałaby innego języka. To samo zresztą można by z grubsza odnieść i do innych literackich arcydzieł, przysposabianych na scenę w Off de Bicz.

Jarosław Zalesiński
Deklamatorska delirka
17 października 2012

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia