Depresja aktora

"Garderobiany" - reż. Adam Sajnuk - Teatr Narodowy w Warszawie

Spektakl za moment, a główny aktor przechodzi kryzys. O tym, że nie ma sytuacji bez wyjścia, niepozorny garderobiany przekonuje się co chwila. Spektakl Teatru Narodowego z Warszawy, pokazywany gościnnie w Teatrze Muzycznym w Gdyni 18 i 19 lutego, ujmuje świetnym aktorstwem Jana Englerta i Janusza Gajosa.

"Garderobiany" Ronalda Harwooda w reżyserii Adama Sajnuka to opowieść o dwóch osobach: aktorze i dyrektorze podrzędnego londyńskiego teatru w jednym (Jan Englert) oraz jego słudze, garderobianym Normanie (Janusz Gajos), gotowym na każde skinienie tego pierwszego. Cała sztuka zbudowana jest wokół relacji zmęczonego życiem, humorzastego Sira (jak sam każe się tytułować) i jego relacji z traktowanymi przedmiotowo, niczym pionki na szachownicy, podwładnymi.

Norman to sługa, doradca, asystent, kiedy trzeba też powiernik sekretów, skarg i zażaleń swojego pana. Potrafi zmobilizować szefa do wysiłku, stabilizuje sytuację w teatrze - ma się wrażenie, że tylko dzięki niemu wszystko tu jeszcze jest w stanie funkcjonować. A o to niełatwo, bo Sir nie chce dłużej grać i najchętniej zszedłby ze sceny raz na zawsze. Sama myśl o zagraniu "Króla Leara" po raz dwieście dwudziesty siódmy jest dla niego prawdziwą męką. Norman jednak nie wyobraża sobie świata bez teatru - przypilnuje, ubierze, doradzi, połechce, zrobi wszystko, by Sir stanął ostatecznie przed widzami, oczarowując ich jak co wieczór.

Sztuka Harwooda przenosi nas więc w kulisy i pozwala podglądać artystów przed i w trakcie przedstawienia, z perspektywy garderoby dyrektora. Tutaj proszeni i nieproszeni pojawiają się kolejni współpracownicy. Przy okazji, autor sztuki kreśli z wyczuciem wciąż aktualną hierarchiczność teatru, w którym wre jak w ulu. Młoda aktoreczka Irene (Michalina Łabacz) stara się uwieść dyrektora, którego z upodobaniem nazywa mistrzem. On sam nie chce dłużej grać ze swoją wieloletnią partnerką Lady (Beata Ścibakówna), oczywiście pierwszą aktorzycą teatru. Gdzieś w tle ciągle przemyka inspicjentka Madge (Edyta Olszówka), cicha wielbicielka swojego szefa, spełniająca dla niego tak samo praktyczną i użytkową rolą co garderobiany.

Oglądamy artystę w twórczym kryzysie oraz teatr w kryzysie, co widać w scenografii Katarzyny Adamczyk. Obserwujemy odrapane ściany garderoby, popękane lustra, niekompletne futryny - to rudera przywodząca na myśl czas wojny i bombardowań, biedę i plajtę, która nieuchronnie wisi nad teatrem. To również swego rodzaju bankructwo ideałów, marzeń oderwanych od rzeczywistości, w których tkwi przekonany o swojej wielkości Artysta.

Englert z Gajosem tworzą wyśmienitą parę - ich utarczki słowne, zniuansowana gra aktorska, docinki i przekomarzania są ozdobą spektaklu. Reżyser prostymi środkami - zestawiając dwie wybitne aktorskie osobowości - osiąga zamierzony efekt. Obaj tworzą wyraziste, zapadające w pamięć kreacje, nie ustępując drugiemu ani na krok. Gorzka puenta w naturalny sposób prowokuje pytanie o granice poświęcenia i możliwą za to zapłatę.

Szkoda tylko, że odbiór przedstawienia zakłóciły problemy z mikroportem Englerta, którego przez kwadrans słyszały tylko osoby siedzące blisko sceny (potem wymieniono sprzęt na inny). W Warszawie spektakl grany jest na Scenie przy Wierzbowej, w której widzowie znajdują się dużo bliżej aktorów, więc dodatkowe nagłośnienie nie jest potrzebne.

W Teatrze Muzycznym słusznie zdecydowano się na wzmocnienie głosu, ale problem techniczny doprowadził do kuriozalnej sytuacji - widzowie okrzykami "mikroport", "nic nie słychać" oraz koledzy Jana Englerta z kulis w sposób słyszalny dla wszystkich informowali go o tym, że jego mikroport nie działa. Na szczęście, gdy mikroport wymieniono, można było już bez przeszkód podziwiać kunszt obu wybitnych aktorów w sztuce z mądrym przesłaniem.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
25 lutego 2019
Portrety
Adam Sajnuk

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia