Die klagende Klasse

"Dług" - reż. Jan Klata - Teatr Nowy Proxima

Pozwolą Państwo, że przedstawię: Jan Klata. Kraków po prostu szybko zapomina, szybko nie poznaje ludzi.

W Krakowie jest obecnie jak w skeczu Macieja Stuhra: "Czeeeść, siedzimyyy, nic się nie dziejeee, nudaaaa, ale bardzo przyjemnie jest". Nie zawsze tak było! Recenzent pamięta! Ostatnie teatralne wydarzenie w mieście to było Wesele Klaty. Odtąd oglądamy głównie podaż teatralną, teatry pracują, nie, że nie Klata wrócił do Krakowa w celach zawodowych i wychodzi na to, że fani teatru żyją od Klaty do Klaty.

To się tylko wydaje początkiem dobrej recenzji. Byłoby, gdyby nie on reżyserował, tylko, nie wiem, Sajnuk. Od tego pierwszego więcej się wymaga.

Klata jest reżyserem nie przedstawień, lecz widowisk. Rzadko pracuje na mniejszej niż "duża" scenie. Może tak powinien, bo kiedy ogłosił, że robi na "małej", to wyleciał z pracy. Po trumnie w Damaszku nie wyleciał (por. przesądy teatralne), a po czymś takim! Nie lekceważyłbym "magii teatru", której naprawdę niewiele potrzeba, by się stała czarną magią. Miał być "Dług" na małej (reż. Jan Klata) jako rym do "Głodu" (reż. Aneta Groszyńska), a zrobił się "Gould", proszę przeczytać od końca (reż. Adam Walny).

Wobec powyższego należy docenić, że Dług nie jest widowiskiem. Jest małym, oszczędnym, pomysłowym spektaklikiem. Musiał się zmieścić na małej przestrzeni i w małym budżecie. Wszelkie pomysły trzeba było ładować w aktorów albo ubrać ich w pomysły. Klata potrafi: z dowolnie zadanej materii scenicznej wyciśnie "sto pro" efektu. Zresztą jest takim nazwiskiem, że narzędzia pracy same się do niego garną. Nie, że każdy reżyser ugrałby swoje aktorem Czarnikiem, Frają, Bielenią i Gorol, ale czy mamy w tym kraju jakichś lepszych od nich? Co mogę powiedzieć o tym, jak zagrali, poza tym, że dobrze? Znowu dobrze, nuda.

Jak to u Klaty, popisał się dział dizajnu: stroju i wystroju. Dżinsowa wariacja na temat szmateksu. Dwustronne ciuchy to już widziałem, ale nigdy czterostronnych! Nigdy przed Długiem. Dół od kompletu jest odbiciem góry, a tył jest odbiciem przodu. Buty - dwustronne, z opcją "zawracanie". Źle to nie wygląda. Pomysł jest tak dobry i tak genialnie prosty, że nie uwierzę, że nieodgapiony. Kto rozwiąże zagadkę "Z czego zrzyna Mirek?", dostanie stypendium od firmy Proxima. Ciekawe, czy gdyby kostiumy z Długu założyć na lewą stronę, byłoby to samo? Wtedy - ciuchy ośmiostronne. Ogłaszam challenge "Strój wszechstronnie identyczny" i jako pierwszą nominuję panią Hannę Maciąg.

W "Długu" się rodzi nowy typ aktorki: aktorka dymiarka. Bardzo posthumanistycznie, bardzo równościowo sprowadzić aktora do roli osprzętu. Piszę bez sarkazmu! Mgiełka sceniczna, która jest pięknym i klasycznym środkiem teatralnym, nie ma powodu się nie wydobywać z ust i dziurek w nosie. W "Pawiu królowej" (reż. Świątek) aktor był głośnikiem, bo wszystko jest kwestią objętości wyobraźni, the sky is the limit. W "Długu" się odbywają zawody w wapowaniu. Tylko nie pokazujcie Wiktorowi Rubinowi, bo wiecie, jak to się skończy - co wam każe czym wypuszczać.

Tyle obcinki stylówek, ponieważ spektakle są - nie wiedzieć po co - o czymś, i to już nie będzie fajne. Co do wsadu treściowego, jest to o pieniądzach, do których artyści chyba od zawsze mają mieszane uczucia, przyciągania-odpychania. Hajs się musi zgadzać, ale jakoś nie wypada Prości ludzie mają prościej i najczęściej odczuwają tylko przyciąganie. Artyści tym się wyróżniają w tej powszechnej namiętności, że tematyzują temat, problematyzują problem.

Że money makes the world go around, wiadomo przynajmniej od Siergieja Eisensteina, który w filmie Iwan Groźny zrobił scenę koronacji - koronacji kasą. To pierwotnie znaczył "złoty deszcz", był bowiem naprawdę złoty. W "Długu" Jana Klaty mamy wariację tej sceny: banknoty jako konfetti, kasa z nieba leci.

Artystyczni artyści wstają rano & zgłębiają, na co by tu ponarzekać, co by wywlec i OSKARŻYĆ. To od czasu Zoli jest ich odruch kolankowy: j'accuse! W "Długu" nic nowego: całe zło to kapitalizm. Żądza i rządy pieniądza. Bardzo to wszystko XIX-wieczne, jakbym oglądał Dostojewskiego albo Dickensa, co zresztą oglądam, bo jest w Długu fragment ze Zbrodni i kary (ten tytułowy, pierwsza część tytułu). To skądinąd prawda, zły kapitalizm, zły kapitalizm, tylko od kiedy dobra sztuka to sztuka "prawdziwa"? We mnie w takich wypadkach budzi się zwykła przekora i po prostu dla odmiany oskarżyłbym sobie, lecz najpierw socjalizm.

Klata to jest obraz tego, jak teatr polityczny mógł był w tym kraju wyglądać, a jak nie wygląda, to znaczy - ciekawie. "Dobrze" w sensie estetycznym. Mógł być SZTUKĄ polityczną, a nie sztuką POLITYCZNĄ. Zanim poszedł w produkcyjniaki "tępe jak siekiera do rąbania cukru" (Żeromski, Siłaczka).

ALE, ALE. Na jego nowym spektaklu czułem się jak na korkach z języka polskiego. Jak gdybym przygotowywał przekrój tematu na maturę ustną. "Motyw długu w kulturze, przedstaw na przykładach z literatury, muzyki i sztuki", prezentacja w Prezi od Boga Ojca do Warufakisa. Zaczynają Modlitwą Pańską, którą ostatnio wszyscy, łącznie z - uwaga - papieżem, mają wolę zmieniać, dawać w nowym tłumaczeniu, "odkrywać na nowo". A weźcie się odwalcie! Jeśli wierzyć Kościołowi, Jezus żyje, więc ustawowe 70 lat od śmierci twórcy nawet upływać jeszcze nie zaczęło.

Co mi z tego, że Goethe, że Nietzsche, że Platon? Co to ja - komisja jestem? Jeszcze Dostojewski (Zbrodnia i kara), Pan Bóg (Pismo Święte), Szejkspir (Kupiec wenecki) i David Graeber (Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat). Janis Warufakis, zespół The KLF i piekło, i szatani. Spektakl olśniewa swoimi odniesieniami - a mógł zabić.

Wygląda to trochę jak Ziemia jałowa, że tu śmo, tu owo, miliony cytatów, a ton ogólny: "Nic mi nie pasuje". Grają w "najgorzej". Jak raz Strzępka zrobiła coś pozytywnego (Triumf woli), to już potem nie robiła. Im, artystom, ciągle to źle, a tamto niedobrze. Niemiecki badacz o niefortunnym niemieckim nazwisku, Wolf Lepenies, nazywa tę grupę społeczną die klagende Klasse, klasą narzekaczy, którzy żyją z trucia buły.

Spektakl się kończy tak jak Do Damaszku: solówką Czarnika, znanego również jako "aktor kredyt" (por. Artyści). Powinien przeczytać biografię Balzaka, którą Stefan Zweig napisał, bo to o nim jest, Czarniku! Sądząc z autodeklaracji. Ja nic nie wywlekam, sam mówi w spektaklu.

Klata ma ogromne parcie na bycie wielkim artystą. Wszystko albo nic. I okej, jest wielki, ale wielkością dla elit: jest błyskotliwym, erudycyjnym, wysuczonym twórcą. Czasem tylko zrobi ukłon w kierunku narodu. Ma w oeuvre linię swojską, chociażby Rewizor, Trylogia, Wesele, Król Ubu, Wróg ludu. Spektakle dla ludzi, które, jak mu się zachce, to potrafi robić.

Przedstawienie zrobili w Teatrze Nowym w Krakowie, bo każde miasto ma jakiś swój "Nowy" teatr. Dług Jana Klaty jest zwrotną premierą w historii Nowego. Teraz już naprawdę wygrzebali się z piwnicy, jak onegdaj Łaźnia Nowa, czyli dokonali, czego jak dotąd nie umie Barakah, inna kazimierska placówka w przyziemiu. Zawsze ktoś musi być gorszy. Proszę Teatr Nowy, żeby zrozumiał swój własny sukces. "Czy będziesz wiedział, co osiągnąłeś?" Zwróćcie uwagę: spektakl nie jest o Rosji, o piciu, o seksie. Może po prostu nie jest w reżyserii Piotra Siekluckiego?

I jak, fajne? - pyta mnie Messenger. No, w porządku. Nie jest to mój spektakl życia, ale robię usta w dzióbek i mówię: doceniam. Interesujące

Maciej Stroiński
Przekrój
11 października 2019
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia