Dlaczego Iwan Wyrypajew odszedł

felieton Pawła Głowackiego

Iwan Wyrypajew wyznał, że ma dość. Odchodzi. Bo tekst w teatrze, w tym teatrze, nie jest tekstem, a ledwie pre-tekstem do czegokolwiek, co reżyserowi do głowy wpadnie, albo i nie wpadnie, więc grane nie jest to, co napisane zostało, lecz to, co nie zostało napisane, zaś z tego, co zostało napisane, lecz nie jest grane, wielkodusznie ocala się sam tytuł - pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.

"Kiedy tematem jest sen, słowa idą spać". Tak rzekł... Nieważne kto, nie wymieniajmy. Nie ma sensu osłabiać czystości tego zdania gigantycznym nazwiskiem autora ani drugim, porównywalnym. Niech wystarczy, że ktoś, na kanwie jakiejś powieści, o czyjejś sztuce pisarskiej, a w ostatecznym rachunku - o istocie literatury naprawdę sensownej, smacznej, powiedział. Wpierw: "Tutaj forma jest treścią, a treść - formą". Trochę dalej: "To pisarstwo nie jest o czymś, ono samo jest tym czymś". I wreszcie: "Kiedy tematem jest sen, słowa idą spać. Kiedy taniec - tańczą i słowa".

Te stare frazy wracają zawsze, gdy nad Wisłą odważy się ktoś skarcić teatralną młodzież za biletowane pokazy gruchotania formy cudzej opowieści, pokazy zwane dla ponurej hecy "spektaklem nowoczesnym". Karceni zawsze wtedy podnoszą rewolucyjny, w swym patosie dziecinnym szalenie zabawny, rwetes sopranowy. Dokładnie jak teraz, w internecie, albowiem dobrze w Polsce znany dramaturg rosyjski Iwan Wyrypajew wyznał, że ma dość. Odchodzi. Bo tekst w teatrze, w tym teatrze, nie jest tekstem, a ledwie pre-tekstem do czegokolwiek, co reżyserowi do głowy wpadnie, albo i nie wpadnie, więc grane nie jest to, co napisane zostało, lecz to, co nie zostało napisane, zaś z tego, co zostało napisane, lecz nie jest grane, wielkodusznie ocala się sam tytuł. Zdumiewa się, jak rozumny człek może wyznać: "Zrozumiałem treść, ale wymyśliłem swoją formę, żeby w adekwatny sposób wyrazić tę treść!". Recytuje stare prawdy nie do obalenia: "Sztuka to przede wszystkim forma", "Sztuka jest jak zapis nutowy", "Trzeba grać, ale tak, jak jest napisane", "Sztuka to słowa", "Czechowa od Szekspira odróżnia język, struktura, a więc i forma wykonania na scenie". Wspomina: "Kilka lat temu w Teatrze Rozmaitości zagrali moją sztukę >Tlen<. Aktorzy mówili nie moje, a swoje słowa. Na afiszu widziałem nazwisko "Iwan Wyrypajew". I co z tego, skoro ten spektakl nie miał ze mną nic wspólnego?!".

Jak to "co z tego?"! A finanse?! Skoro Bóg pokarał i trzeba pracować w światku osobników, powiedzmy, kłopotliwych - można przecież doić, codziennie podrzucając kłopotliwym osobnikom arcydzieła na kolanie w kwadrans skrobane, dla których kłopotliwi osobnicy będą radośnie wymyślać swoją formę, żeby w adekwatny sposób wyrazić ich treść! Owszem, można tak. Lecz jest też wyjście, które wybrał Wyrypajew.

Tak, odszedł spokojnie ku jakiejś normalności. I nareszcie jest wolny! Ja zaś odkrywam tajemnicę pierwszego akapitu. Otóż, autor cytowanych zdań czystych, doskonałych, nie do zakwestionowania, to Samuel Beckett. Dotykają one istoty "Finneganów Trenu" Jamesa Joyce'a. I tu wybuchają pytania kolosalnie zdumiewające i kolosalnie zabawne zarazem! Jak to możliwe, że wiele, wiele lat temu, Beckett, jeden z największych rewolucjonistów literatury wszystkich czasów, także teatralnej, czyli teatru w ogóle, pisząc o istocie powieści, która jest Mount Everestem literackiej rewolucji, pisał o nieusuwalnej jedności treści i formy - a nasze Beciki znad Wisły adorują rewelację: treść do łasa, forma zaś do Sasa?! Jak to się stało? Co to się porobiło z mózgami rewolucji? Co oraz gdzie? W domach? W przedszkolach? W szkołach? Na uniwersytetach? Jak to możliwe, iż bez mała dziewięćdziesiąt lat temu rewolucjonista Beckett nie wprost głosił ten skądinąd wzruszający truizm o głupocie gmerania w literackiej formie, gdyż gmeranie nieuchronnie nadaje treści tony kabaretowe, cyrkowe, operetkowe - a nasi głupotę tę uwznioślają?! Czy tak trudno pojąć, że kiedy słowom idącym spać każe się podskakiwać, a słowom tańczącym siedzieć - to sen i pląs kretynieją i łżą jak psy? Nie tylko trudno. Nad Wisłą jest to niemożliwe. Dlatego Iwan Wyrypajew odszedł.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
24 sierpnia 2015
Portrety
Ivan Wyrypajew

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia