Długi czas naświetlania

"Migawki. Wspomnienia fotografa" - aut. Wojciech Plewiński - Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Bo takie wrażenie robi na czytelniku lektura wspomnień Wojciecha Plewińskiego. Jakby autor nastawił swoją narrację na długi czas naświetlania i powoli obracając się rejestrował pełną panoramę własnego życia.

Każda rodzina jest pełna takich wspomnień: wakacje na wsi, kolekcja białej broni należąca do ojca, pociągi towarowe z niemieckimi czołgami, partyzanci, bliscy, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim, problemy z nowym systemem - próby ucieczki od niego. We wspomnieniach Wojciecha Plewińskiego, jak pojedyncze krople, osadziły się soczewkowe opisy: dziwnie normalnej rzeczywistości w powojennym Krakowie, przyspieszonego kursu rysowania biustów, jaki zafundowała mu Hanna Rudzka-Cybisowa. O dziesięcioletnim mieszkaniu w domu państwa Turowiczów, o towarzystwie, które tam się pojawiało – słowem, o doświadczeniu, które kształtuje na całe życie. Lecz w opisie tego doświadczenia, nie padają żadne nazwiska, żadne anegdoty. Oprócz dzielenia wspólnej kuchni, z tych wspomnień nie poznamy żadnych konkretów. Czasami czytając, słuchając o osobach ze środowiska „Tygodnika Powszechnego" fantazjujemy, jak mogłaby wyglądać taka najzwyklejsza rozmowa z tymi ludźmi. Przecież... może właśnie nad takim stołem w kuchni wybrzmiewały rzeczy najciekawsze. Jeśli nawet, to autor pozostawia dla siebie. W miejsce wspomnień intelektualnych dysput i olśnień funduje nam geografię swojej dziecięco-młodzieńczej tułaczki po Polsce warunkowanej pracą ojca. Można zaobserwować w tej publikacji odwrócenie porządków, bo wspólne doświadczenie czasów wojny, komunizmu, wyparły doświadczenie jednostkowe.

Jednostka przemawia tu rzadko. Niejako ukryta za publikacjami w „Przekroju", Anny Dymnej w negliżu, Maryli Rodowicz w robotniczym kasku na tle malowniczej Huty Katowice. Z tego miejsca zaczynają się historie o wyprawach na polowania z Włodzimierzem Puchalskim (zarówno krwawe, jak i niekrwawe). Praca dla „Przekroju" i wspomniane w materiałach reklamujących książkę awantury z zazdrosnymi narzeczonymi modelek Plewińskiego. Ot, żywot fotoreportera, który jest trochę, jak marynarz, leci tam, gdzie go pośle redakcja, a to na zawody lotnicze, a to do fabryki obuwia...

„Tygodnik Powszechny", Piwnica pod Baranami, Teatr Stary – jest w tych wspomnieniach pewna powtarzalność niepowtarzalnego przecież życia artystycznego w powojennym Krakowie. Mankamentem jest nieharmonijne zarządzanie materiałem w tej książce. A więc, jak w każdej publikacji wspomnieniowej musi być o rodzinie, o pochodzeniu rodziców, o czasach wojny, o początkach dojrzałego życia... co prowadzi do sytuacji, że... nie ma miejsca na szersze mówienie o fotografii. Z całą pewnością po tę publikację sięgną przede wszystkim osoby, które znają i cenią prace Wojciecha Plewińskiego. Nie dowiemy się jednak z tej książki, czym fotografuje, jaki typ fotografii odpowiada mu najbardziej, a przecież każdy fotograf ma swój ukochany aparat, obiektyw... Nie wiemy, czy tęskni do czerwonej żarówki z ciemni optycznej, czy z radością przesiadł się na cyfrową matrycę i skaner. Dopiero przy temacie zdjęć teatralnych, opisie współpracy z Mieczysławem Kotlarczykiem, Konradem Swinarskim, Andrzejem Wajdą, Lidią Zamkow... autor wspomnień się rozpędza. Jakby w tym właśnie momencie poczuł się we właściwym nurcie swojej opowieści. Tylko wtedy sobie pozwala na opisy fotograficznych eksperymentów, z kliszami, z odczynnikami, z czasem wywołania...

Może taki właśnie był zamysł tej publikacji. Ponieważ Wojciecha Plewińskiego wszyscy znają, jako fotografa. Wydawnictwo Znak postanowiło udowodnić, że wbrew pozorom autor najpiękniejszego portretu Krzysztofa Komedy jednak czasami opuszcza ciemnię optyczną, żeby zejść głęboko pod wodę...

Olga Śmiechowicz
Dziennik Teatralny
14 września 2016

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia