Do następnego razu

"Mój pierwszy raz" - reż. Krystyna Janda - Teatr Polonia w Warszawie

"Mój pierwszy raz" w reżyserii Krystyny Jandy próbuje uporządkować poglądy na temat pierwszego zbliżenia seksualnego, ponieważ ile "pierwszych razów", tyle opinii na ten temat, wspomnień i ocen. Osobom niedoświadczonym trudno jest się w tym odnaleźć.

Spektakl Teatru Polonia jest niejako przewodnikiem po tym niezwykle osobistym aspekcie ludzkiego życia. Aby pokazać, że każdy prędzej czy później wkroczy w świat erotycznych doznań, na tylnej ścianie sceny wyświetlane są cytaty ze sławnych tego świata, jak chociażby z Williamia Szekspira.

Duża Scena mieni się ciepłymi, przygaszonymi barwami różu, złota, chłodnego niebieskiego. Wkracza pierwsza para tancerzy: ona - ubrana w przylegającą do ciała halkę, on - ma na sobie jedynie spodnie. Przemierzają scenę spokojnie, płynnie, mogą oderwać od siebie dłonie, zaprzestać uścisku, ale usta pozostają złączone. Pocałunek wiąże ich dusze. Choreografię oparto na nieustannej interakcji ciał, oddawaniu sobie energii, wlewaniu uczuć w partnera. Tancerze zmieniają się w trakcie przedstawienia, aktorzy natomiast nie grają jednej postaci, przez ich usta przemawia kilkunastu bohaterów. Bez względu na jakim kontynencie akurat się znajdują, kim są, czym się zajmują, dzielą się z nami odczuciami tu i teraz.

Statystyka pozwala ująć rzeczywistość w ramy, oswoić ją, a nawet przewidzieć przyszłość. W początkowej fazie spektaklu zostają przytoczone dane dotyczące "pierwszego razu". Następuje zmiana nastroju. Czworo aktorów porusza się w takt muzyki, przestępują z nogi na nogę, do tej mini choreografii dołączają ruchy rąk. Każdy prezentuje wiadomość kojarzącą się z wynikami badań, które publikują gazety, zaczynając od formułki: "amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Nie Wiadomo Skąd...". I tu ciekawy zwrot akcji. Słyszymy, że jeszcze dziś jakiś procent widzów będzie uprawiać seks lub już czynność ta jest za nimi. Pada pytanie, czy ktoś dzisiejszej nocy będzie się kochać. Na sali znaleźli się odważni widzowie, odpowiedzieli na małą prowokację, co świadczy o sukcesie włączenia publiczności w spektaklu. Dzięki temu zmniejszył się dystans między sceną a widownią, ale też zaczęto realizować zamysł projektu: mówić bez wstydu o "pierwszym razie".

"Skoro dotyczy to tylu z nas, dlaczego o tym nie mówimy?" - czytamy w opisie przedstawienia. Pytanie proste, a jak wiele mówiące o naszej mentalności. Zewsząd napływają treści mocno erotyczne: z prasy, kina, środków masowego przekazu, nawet z teatru. W jakim celu? Na to pytanie próbujemy znaleźć odpowiedź zwłaszcza wtedy, gdy coś mocno zszokuje opinię publiczną. Często pomija się ten najwcześniejszy krok w seksualność, a przecież od niego wszystko się zaczyna. Reżyserka podeszła do tematu lekko, ale nie lekkomyślnie. To bardzo istotne. W zapowiedzi spektaklu czytamy, że inicjacją seksualną mamy się bawić. Nie będzie powtórki, ale nie ma sensu brać tego nazbyt serio. W końcu to dopiero początek fascynującej przygody.

Kartki, które dostali bohaterowie, zapełnione są wynikami badań. Czerwień papieru nasuwa na myśl namiętność, miłość - uczucia silnie związane z seksem. Kolor ten, pojawia się także w makijażu i stroju Agnieszki Krukówny, skupia na niej uwagę widzów. Aktorka gra postacie dość temperamentne, historie przez nią przytaczane są pikantne, wyraziste, ale nie brak im też zadumy, powagi. Choćby w scenie, gdy siedzi na krześle w strudze ciepłego, żółtego światła i opowiada historię rodzeństwa. Siostra zapoznaje chorego brata z tajemnicami ludzkiego ciała: w samochodzie, na parkingu, w przerwie podróży do szpitala. Opowieść na wskroś bulwersująca, niemoralna, ale zagrana z wielką klasą, pozwala wyobrazić sobie sytuację bez pochopnego oceniania ludzi.

Aktorzy komentują historie, swobodnie wplatają dygresje, czujemy się tak, jakbyśmy podsłuchiwali rozmowy dobrych znajomych lub sami rozmawiali z wykonawcami. Gdy pada "słuchajcie", "opowiem wam" odnosimy wrażenie, że postaci mówią nie tylko do siebie, ale i do nas. Czujemy się partnerami, aż chce się wstać i podzielić wspomnieniami. Na tym polega siła spektaklu Jandy.

Natalia Berardinelli gra dziewczynę, która dała się uwieść, poczuła się oszukana. Patrząc na jej wybuch złości i słysząc potok wulgaryzmów, dostajemy lekcję: nie daj sobie zamydlić oczu, a jeśli już do tego dojdzie, postaraj się o zaplanowanie słodkiej zemsty i zaserwuj ją na chłodno. Uzmysławiamy sobie, jak łatwo skrzywdzić drugiego człowieka. Noc spędzona z kimś, kogo darzy się uczuciem jest zazwyczaj kontynuacją znajomości, przeniesienia jej na wyższy poziom. Gdy okazuje się, że zostaliśmy wykorzystani do rozładowania napięcia seksualnego, narasta gniew i żal. Pewnie nie raz w taki sposób zniszczyliśmy czyjeś poczucie wartości. Postaci grane przez Antoniego Pawlickiego i Mirosława Haniszewskiego uzupełniają się. Jeśli widzimy chłopca nieśmiałego, zażenowanego, za chwilę dostaniemy komentarz na jego temat. I tak w kółko.

Śmiech to słowo klucz "Mojego pierwszego razu" - bez niego nic nie zrozumiemy. Bez ciętych ripost i dosadnych sformułowań przedstawienie byłoby mało wiarygodne, płaskie, nijakie. Choć pojawia się scena, którą ogląda się w wielkim napięciu. Krukówna i Berardinelli stoją same na scenie i opowiadają o traumatycznym doświadczeniu gwałtu. Temat został poddany analizie z punktu widzenia złapanej w pułapkę ofiary, która czuje się jak przedmiot służący do sprawienia satysfakcji drugiej stronie. Zużyta, wyrzucona, bezwartościowa szmata, którą wytarto sobie ręce. Aktorki mają na oczach czarne opaski. Przywodzą na myśl Temidę, ale pozbawioną narzędzi do odmierzania kary, nie bezstronną, ale ślepą na otaczający świat. Siła i odwaga uciekły z niej bezpowrotnie, nie może nawet zidentyfikować oprawców.

W finale postaci zwracają się do tych, z którymi dane im było przeżyć "pierwszy raz" z jeszcze większą emocją. Tańczą, odgrażają się, krzyczą - jak to zwykle bywa, gdy coś pójdzie źle. Dosadność języka uwypukla autentyczność, którą emanuje przedstawienie, zrealizowane na podstawie tekstu Kena Davenporta oraz relacji "prawdziwych ludzi, takich jak Wy" zebranych na stronie internetowej www.myfirsttime.com. Trzeba przyznać, że wybór zwierzeń został dokładnie przemyślany. Jeśli ktokolwiek zdecyduje się skorzystać z podanego linku i przeczyta choćby kilka wspomnień zrozumie, że to, co zobaczył w Polonii, to nic w porównaniu z tym, czego tam można się doszukać. Doceńmy więc każde słowo i każdy ruch, które dane nam było obejrzeć. Może uda się znaleźć sposób, który pozwoli cieszyć się pożyciem intymnym bez zahamowań.

Katarzyna Bekielewska
e-teatr.pl
20 września 2018
Portrety
Krystyna Janda

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...