Do samego rosołu

"Kogut w rosole" - reż: Marek Gierszał - Krakowski Teatr Scena STU - DT

Komediowa pozycja w repertuarze Teatru Scena Stu "Kogut w rosole" wcale nie bazuje na nowym, niepowtarzalnym koncepcie. Jest to spektakl oparty na hicie filmowym "Goło i wesoło", ale w tym wypadku odświeżenie historii bezrobotnych mężczyzn szukających pracy w najbardziej niekonwencjonalnej dziedzinie, było zabiegiem zabawnym i sympatycznym

Już z pierwszych scen rozgrywających się w obskurnej piwiarni dowiadujemy się, jakich bohaterów przyjdzie nam oglądać. Są to prości mężczyźni, którzy swoje najlepsze lata mają już za sobą, zmagają się z przeciągającym sie bezrobociem, a na dodatek każdy z nich jest obarczony swoim własnym rodzinnym bagażem. Poznajemy więc Larrego, który za wszelką cenę chce zdobyć pracę i być może swoją kobietę; Dave’a, lekkoducha, który na każdym kroku wpada na genialny pomysł na biznes, co w rezultacie pogrąża go w długach i oddala od syna; oraz Gordona – pantoflarza, który w obawie przed żoną ukrywa, że już od sześciu miesięcy jest bezrobotny.

Nadzieję na poprawę sytuacji zaszczepia w przyjaciołach Dave, akurat on dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko, nawet rozebrać się do rosołu. Pomysł striptizu, chociaż na początku wyśmiewany, zaczyna nabierać kształtów. Po wymyśleniu chwytliwej i wymownej nazwy, „ Dzikie buhaje”, zaczyna formować się zespół, do którego dołącza specyficzny gej Colin oraz młody i sprawny Mustafa, obcokrajowiec nie znający języka. W takim składzie buhaje rozpoczynają próby.

Jak się okazuje, plan, który w zamyśle wydawał się bardzo prosty – sukcesywnie rozbierać się do taktów muzyki - rodzi bardzo wiele komplikacji. Przede wszystkim na jaw wychodzą męskie kompleksy, niewiele ustępujące stereotypowym damskim problemom z własnym ciałem. Do tego trzeba dodać wątek sypialniany – striptiz to przecież widok przeznaczony jedynie dla żony. Pojawiają się też (całkiem zabawne) lęki związane z własnym „wyposażeniem”. Spektakl w bardzo obrazowy i bezpośredni sposób rozprawia się z wizerunkiem mężczyzny idealnego – pracującego, wysportowanego, traktującego kobiety z dominującej pozycji.

Ciekawie rozwiązano sytuację pokazywania nagości, która przecież stanowi główny wątek spektaklu. Bardzo sprytnie rozstawione elementy dekoracji chronią intymność aktorów, a rozbawionych widzów pozostawiają w sferze domysłów.

„Kogut w rosole” to porządna komedia, czerpiąca przede wszystkim dużo humoru sytuacyjnego, przeplatanego celnymi, ostrymi puentami. Reżyser (Marek Gierszał) nie stroni od pokazania „prawdziwej” męskiej natury, stąd na scenie wielokrotnie słychać przekleństwa i pieprzne komentarze rzucane przez przyjaciółm nad kuflem piwa. Gdzieś w tle przewijają się wątki kryzysu, zdrady, rozwodu, ale ani na moment nie dominują nad tonem komediowym. Jest śmiesznie, lekko i przyjemnie. To spektakl w sam raz na leniwy weekend.

Sonia Kaczmarczyk
Dziennik Teatralny Kraków
22 marca 2012

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...